wtorek, 29 maj 2012 22:15

Mieczysław F. Rakowski (1926-2008)

Napisane przez

Gdy idzie o czołowych w PRL-u polityków komunistycznych, to dr Mieczysław Franciszek Rakowski jest w moich oczach postacią bodaj najciekawszą intelektualnie. Człowiek gruntownie wykształcony (doktorat z historii i politologii), bystry analityk i płodny pisarz, poliglota obyty nie tylko w Europie, lecz i w całym świecie, nie potrafił mimo wszystko wyzbyć się w ciągu całego swego bogatego życia myślenia jakby schematycznego i dogmatycznego lewicowo.

Nie wnikamy tu przy tym w rozważania, czy ideowo był Rakowski komunistą, czy też socjaldemokratą (to ostatnie jest bardziej prawdopodobne); tak czy owak ? przy całej swej otwartości i krytycyzmie ? nie potrafił się wyzwolić z okowów myślenia własnej formacji politycznej, którą wybrał świadomie i dobrowolnie zaraz po II wojnie światowej.

Urodzony 1 grudnia 1926 r. w Kowalewku koło Nakła, na historycznym pograniczu Kujaw i Wielkopolski, wychował się w średniozamożnej rodzinie chłopskiej. Ojciec jego był politycznym sympatykiem piłsudczykowskiego BBWR. On sam wszelako zawsze był nastawiony bardzo niechętnie do Piłsudskiego i sanacji. W czasie wojny pracował fizycznie w Poznaniu. Ciekawe, że choć jego ojca zamordowali naziści, to sam Mieczysław nie miał później inklinacji antyniemieckich, z czasem bardzo dobrze i biegle ?doszlifował? język, miał w RFN wielu przyjaciół wśród intelektualistów i polityków (zwłaszcza z SPD).

Od 1958 r. był redaktorem naczelnym ?Polityki?. W latach 60. i 70. ?Polityka? pod batutą M.F. Rakowskiego stała się bodaj najlepszym i najciekawszym oficjalnym periodykiem (w swojej klasie i kategorii tematycznej) w PRL. Była umiarkowanie krytyczna wobec kolejnych ekip kierowniczych PZPR: W. Gomułki i E. Gierka. Z obu przywódcami zresztą Rakowski spotykał się na nie zawsze przyjemnych rozmowach. Nieco lepsze kontakty miał ze znacznie inteligentniejszym i bardziej zdystansowanym J. Cyrankiewiczem. Z uwagi na ten relatywnie ?liberalny? kierunek Rakowski nie był lubiany tak przez partyjny stricte dogmatyczny ?beton?, jak i (do mniej więcej 1987 r.) w Moskwie. Dopiero jego stosunki z M. Gorbaczowem miały dobry, a nawet przyjazny charakter.

Łatwo przeto możemy zadać sobie pytanie, dlaczego po sierpniu 1980 r. nie zbliżył się do ?Solidarności?? Znał przecież na gruncie towarzyskim wielu pisarzy, aktorów i uczonych, którzy już wówczas w większości przeszli do opozycji wobec reżimu PZPR. Przecież pierwsze reakcje ?Polityki? na nowy ruch społeczny (choćby spotkanie w redakcji ze szczecińskim liderem związkowym M. Jurczykiem) były niemal entuzjastyczne? Otóż zadecydowały o tym ? w moim przekonaniu ? dwa zasadnicze czynniki. Po pierwsze, subiektywny: w przeciwieństwie do B. Geremka, J. Kuronia i K. Modzelewskiego, którzy rozstali się z PZPR w dramatycznych okolicznościach jeszcze przed rokiem 1968 i przeszli do opozycji, Rakowski przez cały czas w partii pozostawał.

?Czynnik obiektywny? był tutaj nieco bardziej skomplikowany. O ile we własnych oczach Rakowski mógł się wydawać ?partyjnym liberałem? i kimś relatywnie życzliwym ?Solidarności?, to z punktu widzenia kierownictwa tej ostatniej przechodził stopniowo na pozycje de facto antysolidarnościowe. Czas bowiem na przełomie 1980/81 r. biegł bardzo szybko, a ruch znacznie się radykalizował. Rosły też aspiracje społeczeństwa i nastroje antykomunistyczne w masach. Poza tym odkąd w lutym 1981 r. M.F. Rakowski znalazł się w rządzie gen. Jaruzelskiego jako wicepremier, na dobre ?wsiąkł? on sam w reżimowy establishment polityczny i trudniej mu po prostu było zachować obiektywizm i należyty dystans.

Z biegiem lat, a zwłaszcza w okresie 1981-85 (kiedy był wicepremierem), jawił się Rakowski jako jeden z największych antagonistów ?Solidarności?. Nie lubił wówczas szczególnie L. Wałęsy, B. Geremka, J. Kuronia, Z. Bujaka czy K. Modzelewskiego. Obojętnie, choć też bez entuzjazmu traktował doradców związanych wtedy z Kościołem: J. Olszewskiego, W. Chrzanowskiego i W. Siłę-Nowickiego. Zaczęło się właściwie od tzw. kryzysu bydgoskiego, kiedy to po pobiciu 19 marca 1981 r. przez milicję tamtejszego lidera J. Rulewskiego i działaczy ?Solidarności? wiejskiej, liderzy Związku na szczeblu ogólnokrajowym (KKP) zagrozili strajkiem generalnym. Podczas negocjacji w warszawskim pałacu Rady Ministrów wicepremier ostro i emocjonalnie nacierał na szefów ?Solidarności?, przywołując jako realną groźbę interwencji sowieckiej. W efekcie 31 marca podpisano kompromisowe tzw. porozumienie warszawskie.

Po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego przez gen. Jaruzelskiego stał się jedną ze sztandarowych postaci ówczesnej ekipy rządzącej (wchodził w skład kilkuosobowego ? jak sam to określał w swoich Dziennikach politycznych ? ?dyrektoriatu? w kierownictwie PZPR). Do końca życia stanowczo bronił decyzji Jaruzelskiego, jak i jego polityki w okresie 1981-89. Nietrudno się domyślić, że szybko znalazł się ?na celowniku? surowej krytyki solidarnościowej opozycji. Starsi z nas pamiętają jeszcze nieźle słynne jego spotkanie w końcu sierpnia 1983 r. w Stoczni Gdańskiej z L. Wałęsą i grupą stoczniowców. Wystąpienie Rakowskiego było niesłychanie emocjonalne, reakcje zaś robotników wrogie mu.

(?)

Czytany 3842 razy
Więcej w tej kategorii: « Odwrócony Dekalog Radio Luksemburg »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.