środa, 30 maj 2012 00:05

Euro straconych szans

Napisane przez

Przygotowania przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej nie wyszły najlepiej. Z bardzo obfitych planów sprzed pięciu lat udało się niewiele zorganizować. Problemem nie było to, że były one wówczas zbyt ambitne czy niemożliwe do zrealizowania. Czasem słyszymy, że władza zrezygnowała z budowy tylko i wyłącznie inwestycji, które nie były bezpośrednio związane z Euro. Ale to, niestety, nieprawda. Aby ukryć porażki, rządzący chwalą się właśnie tymi zakończonymi pracami, które nie będą dotyczyć bezpośredniego dojazdu kibiców na mecze – przekonuje dr Michał Beim, ekspert Instytutu Sobieskiego, w rozmowie z Petarem Petroviciem (Polskie Radio).

Przedstawiciele PO bagatelizują to, że najważniejsze inwestycje nie zostały zrealizowane na czas. Przecież można było przewidzieć, że opinia publiczna w pierwszym rzędzie właśnie na nie zwróci uwagę.

Największym problemem jest to, że nie udało się w pełni zrealizować kluczowych inwestycji, które są zupełnie niezbędne na rozgrywki. Jeśli chodzi o branżę kolejową, to nie dokończono modernizacji linii Warszawa-Gdańsk. Rozpoczęto ten projekt, zakończono modernizację kilku odcinków, ale wielu z nich w ogóle nie zaczęto remontować. Prace nad nimi zaczną się dopiero po zakończeniu piłkarskiego święta. Podobnie wygląda sytuacja na linii Poznań-Wrocław.

Już wiemy, że A2 nie będzie przejezdna, choć jeszcze niedawno politycy zapewniali, że wszystko będzie gotowe na czas.

Jeśli chodzi o drogi, to największe problemy są na linii łączącej Łódź z Warszawą, ona przypuszczalnie nie będzie gotowa ani przejezdna. Również odcinek autostrady łączącej Gdańsk z Łodzią, na południe od Torunia, też najprawdopodobniej nie będzie gotowy na czas mistrzostw. Wiele inwestycji mogłoby znacząco ułatwić funkcjonowanie na Euro, chociaż nie znajdują się one w kategorii niezbędnych. Dotyczy to m.in obwodnicy Poznania czy zakupu pociągów Pendolino. Warto zaznaczyć, że prace dużo lepiej poszły samorządom niż władzom centralnym. Choć i tu nie obyło się bez opóźnień, jak choćby podczas kluczowej budowy II linii warszawskiego metra, która miała w założeniach dowozić kibiców na stadion.

I co się stało? Rozkopano środek Warszawy, zablokowano ulice, utrudniono ruch i nic. Efektów przed Euro nie będzie.

Już w momencie rozpisywania przetargu istniało duże prawdopodobieństwo, że oferenci będą żądali wysokiej zapłaty, pomimo tego, że nie było pewności czy zdążą przed Euro. Władze publiczne wybrały opcję zapłacenia mniejszych pieniędzy, co spowodowało, że na drugą linię jeszcze poczekamy. Można by długo wymieniać przykłady niedokończonych inwestycji. Taka sytuacja jest choćby we Wrocławiu, gdzie rozbudowuje się linię tramwajową, w Poznaniu mają problem z niedokończonymi inwestycjami, chociażby przy budowie ulicy Grunwaldzkiej. Na szczeblu krajowym tych opóźnień w stosunku do złożonych obietnic jest dużo więcej. Marnym pocieszeniem jest to, że Polska większość tych inwestycji realizowałaby niezależnie od mistrzostw Europy w piłce nożnej, gdyż były one zaplanowane w ramach unijnego budżetu i miały powstać dzięki unijnemu wsparciu. Tak było przynajmniej w przypadku sektora transportowego, gdyż stadiony są wydatkiem albo samorządów albo budżetu centralnego. Możemy się obecnie co najwyżej pocieszać, że nawet jeśli mamy opóźnienia w stosunku do daty oddania na czerwiec 2012 roku, to jednak to sprężanie się przed mistrzostwami spowodowało, że prawie na pewno większość z nich uda się zakończyć na koniec rozliczania budżetu.

A jeśli się jednak nie uda i rząd nie zakończy prac?

Jeśli nie zdążylibyśmy domknąć ich w unijnej perspektywie budżetowej, to nie otrzymamy unijnej refundacji. Oczywiście jeślibyśmy przyjrzeli się poszczególnym branżom i wykorzystaniu środków unijnych w sektorach transportu, to widzimy, że niektóre z nich radzą sobie stosunkowo nieźle. GDDKiA praktycznie już zakontraktowała prawie wszystkie środki unijne. Podobnie jest z samorządami wojewódzkimi czy z lokalnymi, które dotyczą m.in rozbudowy sieci lotnisk regionalnych. Tutaj też pieniądze zostały w dużej mierze wydatkowane, a efekty pasażerowie już widzą albo będą widzieli lada moment. Natomiast sytuacja na kolejach wygląda, niestety, fatalnie. W ostatnich tygodniach ministerstwo rozwoju regionalnego zwołało konferencję i mówiło o wykorzystanych unijnych dotacjach rzędu 3 proc. PKP prostowało, że jest to kilka punktów procentowych więcej, ale to żaden powód do dumy.

(…)

Czytany 2868 razy
Więcej w tej kategorii: « Piłkarska ruletka Siwy dym »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.