sobota, 07 lipiec 2012 00:37

Atak Ron Pauli(s)tów

Napisała

Choć kampania prezydencka Rona Paula dobiegła końca, on sam wciąż trzyma się dzielnie na swoim wolnościowym placu boju. Ma przecież niesamowicie oddanych zwolenników, niezrażonych brakiem szans na uzyskanie przez niego nominacji. Ron Pauli(ś)ci ? bo tak ich zwą w mediach ? mają na koncie różne sukcesy. Czy sukces ruchu Partii Herbacianej, który wprowadził do Kongresu swoich kandydatów, może się powtórzyć?

Z jednej strony Paulowi udało się uzyskać głosy dużej liczby delegatów w kilku stanach, co teoretycznie pozwala mu na negocjacje z Romneyem kilku swoich postulatów (np. ograniczenie roli FED, czyli amerykańskiego banku centralnego). Co więcej, jego zwolennicy wystawią kilku kandydatów do Kongresu w jesiennych wyborach, gdyż udało im się przejąć kontrolę nad stanowymi konwencjami republikańskimi. Tej nowej taktyki atakowania przede wszystkim słabych przyczółków Republikanów zapewne nie spodziewał się republikański establishment, który sądził, że skupieni są oni tylko na forsowaniu Rona Paula na prezydenta. A gra była i jest warta świeczki. W ten sposób Pauli(ś)ci mają szansę na dostanie się do Kongresu, gdzie Paul już ma swojego sukcesora, syna Randa, który być może wystartuje na prezydenta w 2016 r.

Spektakularny sukces w Minnesocie

Pauli(ś)ci zanotowali pod koniec maja tego roku spektakularny sukces w Minnesocie, w której od lat wygrywają Demokraci (było tak nawet w 1984 r., kiedy cały kraj głosował na Republikanina Ronalda Reagana). Większość delegatów z tego stanu (32 z 40) ma w sierpniu oddać głos na Rona Paula na krajowej konwencji Republikanów w Tampa na Florydzie. ?Pioneer Press? określił ten sukces dobrze zorganizowanym zamachem nowych aktywistów Paula, którzy pobili długoletnich działaczy republikańskich. I zapewne była to prawda, choć wcale nie było tak łatwo. Po drugiej stronie barykady było przecież kilka prominentnych nazwisk, m.in. konserwatywna Michele Bachmann, była kandydatka na prezydenta, która w końcu poparła Mitta Romneya. Ani jej, ani byłym zwolennikom Santoruma i Gingricha, a nawet kilku, którzy opuścili obóz Paula, nie udało się pobić Pauli(s)tów. Romney nie mógł poszerzyć swojego zbioru o 32 delegatów z Minnesoty pomimo zjednoczenia sił pod szyldem ?konserwatyści przeciwko wolnościowcom?.

Przykład Minnesoty pokazał fakt, że niesamowicie oddani zwolennicy Paula byli czasem lepiej zorganizowani od starych aktywistów i potrafili przełożyć to na głosy. Cztery lata temu, kiedy Ron Paul miał w tym stanie poparcie wśród Republikanów na poziomie 16%, został zmuszony do przemawiania w pobliskim parku, gdyż republikański establishment odmówił mu wystąpienia na stanowej konwencji. W tym roku zdobył drugie miejsce w prawyborach z 26% poparciem za Rickiem Santorum. Oddanie Pauli(s)tów może zilustrować przemiła pani na wózku inwalidzkim, którą miałam okazję poznać podczas tego ostatniego caucusa w lutym 2012 r. Pomimo że paraliż uniemożliwiał jej nie tylko samodzielne poruszanie się, ale nawet posługiwanie się długopisem, przybyła w asyście młodziutkiej kobiety, aby móc oddać głos na Paula. To się nazywa wierny wyborca. Tak było w zimie. Latem jego zwolennicy byli jeszcze bardziej rozgrzani. Stanowa konwencja Republikanów w St. Cloud 18 maja tego roku zamieniła się po prostu w zlot zwolenników Paula. Jak opisywał ?Pioneer Press?, kandydata przywitał skandujący tłum: Prezydent Paul, prezydent Paul! Fakt, że otrzymanie nominacji, nie mówiąc już o wyborze na prezydenta, było praktycznie matematycznie niemożliwe, wcale nie chłodził zapału jego zwolenników. A wśród nich byli nie tylko dawni republikańscy i niezależni wyborcy, ale również byli Demokraci. Paul, którego cztery lata temu partia nie chciała widzieć na konwencji, w tym roku nawet zbierał dla niej fundusze. Wejście na sobotnie śniadanie w ramach fundraisingu kosztowało 20 dol. od osoby. Pokazało to, że partyjne niesnaski należały do przeszłości, a znany z łagodnego usposobienia Paul nie jest typem człowieka, który mógłby się obrazić. I choć na niektórych spotkaniach zwolenników Romneya i Paula dochodziło w kraju do werbalnych i siłowych starć, w Minnesocie było raczej cywilizowanie, być może dlatego, że stan ten jest znany z powiedzenia Minnesota nice.

Nominowanie Pauli(s)tów do Kongresu

W trakcie majowego pobytu w Minnesocie Paul poparł również kandydata do Senatu z ramienia Republikanów, Kurta Billsa, nauczyciela ekonomii w szkole średniej (sic!), ojca czworga dzieci, dla którego również zbierał fundusze podczas wieczornego spotkania (wejście 250 dol. od osoby). Jego nominacja pokazuje, że Pauli(ś)ci mogą mieć wpływ na powrót do republikańskich korzeni, które mają swoje odzwierciedlenie często już tylko w programie partii. Starzy Republikanie przestali traktować zwolenników Paula z zażenowaniem. Chętnie przyjął ich w partyjne ramiona były guberantor Minnesoty, Tim Pawlenty, który tak jak Bachmann startował w wyborach prezydenckich. Być może podobnie zrobi cały krajowy establishment Republikanów. W ten sposób fani Paula mogliby dokonać czegoś porównywalnego z wpływem ruchu Partii Herbacianej, którego są w pewnym sensie częścią i dzielą niektóre postulaty (np. fiskalny konserwatyzm). W ich przypadku chodziłoby jednak o wprowadzenie do Kongresu swoich kandydatów, którzy mieliby przeprowadzić transformację Partii Republikańskiej w kierunku bardziej libertariańskim niż konserwatywnym. Oprócz tego, mogliby mieć wpływ na administrację Romneya, jeśli jemu udałoby się zdobyć fotel prezydencki. Większość delegatów Paula zresztą przyznało, że odda ostatecznie głos na niego, jednak w procesie nominacji i podczas konwencji będą twardo i do końca stać po stronie swojego kandydata.

(?)

Czytany 3037 razy
Więcej w tej kategorii: « Czarny kawior Afera korupcyjna »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.