sobota, 07 lipiec 2012 13:14

Jesteśmy chorzy na niesuwerenne myślenie

Napisał

Z profesorem Ryszardem Legutką, europosłem PiS, filozofem, byłym ministrem edukacji narodowej

rozmawia Aleksander Kłos.

Gwałtowne zmiany w Unii Europejskiej nie dziwią tych, którzy od lat przewidywali, że wspólnota jest na krawędzi rozpadu, że czeka nas globalny kryzys, radykalne zmiany, fala bankructw. Wraz z kryzysem ekonomicznym mamy do czynienia ze słabnięciem samej idei demokracji, suwerenności narodowej, centra władzy przesuwają się coraz dalej od wybieranych przez obywateli władz. Czy Europa wie, w jakim kierunku zmierza, jakie będą efekty proponowanych zmian? Czy może mamy do czynienia z twórczym chaosem lub odwlekaniem wielkiej, globalnej katastrofy?

 

I tak, i nie. Rzeczywiście, wiele rzeczy, które dzieją się obecnie w Unii Europejskiej, związanych jest z kryzysem finansowym, przede wszystkim dotyczącym strefy euro. Dlatego możemy mówić, że mamy obecnie bardziej do czynienia z reakcją na to, co się dzieje, niż że jesteśmy świadkami realizacji pewnego dużego planu. Konsekwencje tych dokonywanych dzisiaj zmian, czyli tzw. sześciopak i unia fiskalna, prowadzą do celu, który był już wcześniej wielokrotnie ogłaszany. Chodzi o to, byśmy mieli coraz ściślejszą Unię, która będzie przypominać państwo federacyjne. Pamiętajmy, że elementy tych planów pojawiły się już w traktacie z Maastricht i były mocno i wyraźnie postawione w traktacie konstytucyjnym, który jednak nie przeszedł. Znajdujemy je też w traktacie lizbońskim, który tylnymi drzwiami, ale jednak, udało się Brukseli wprowadzić. Tak więc widzimy, że korzystając z kryzysu i działając ad hoc, politycy unijni realizują cel, który już od dawno deklarowali.

Zmiany w Unii to także pytanie o rolę, jaką pełnią i pełnić chcą w nowej rzeczywistości Niemcy. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z budową kolejnego cesarstwa niemieckiego, nowej Europy z politycznym centrum w Berlinie?

Ponieważ Niemcy są najpotężniejszym krajem Unii, to starają się nią kierować w taki sposób, żeby była ona możliwie sprawna, gdyż uważają, że to oni ponoszą najwyższe koszty bankructwa kolejnych państw. Dlatego wszystkie najważniejsze impulsy idą z Berlina, a także z Paryża, tak było choćby w przypadku unii fiskalnej, zapowiedzianej przez duet Merkel-Sarkozy. Berlin jest przekonany, że narzucenie dyscypliny zrobi dobrze całej Unii. Ciekawe, jak to wszystko będzie wyglądać przy nowym prezydencie Francji, który podczas kampanii prezydenckiej raczej chłodno się na temat tych pomysłów wypowiadał. Zobaczymy, czy z tych powodów duet francusko niemiecki się rozpadnie, czy też nie.

Wiele najbardziej wpływowych mediów w Polsce relacjonuje propozycje płynące z Berlina jako ?bezinteresowne martwienie się o dobro Europy?. Czy rzeczywiście Niemcy są tak empatyczni i skorzy do poświęcania się dla innych?

Nie zapominajmy, że dając recepty na wyjście Unii z kryzysu, Niemcy realizują też swój własny interes. Im bardziej zintegrowana będzie Unia, tym większe będą w niej ich wpływy. Niedawno kanclerz Merkel powiedziała, że dla naszego wspólnego dobra musimy oddawać coraz więcej suwerenności instytucjom europejskim. W tym samym czasie były premier Jerzy Buzek wypowiedział podobnie brzmiące słowa. Te dwie deklaracje, mimo że z językowego punktu widzenia są tożsame, to nie są takie politycznie. Dlatego, że większa integracja europejska powoduje zwiększanie roli Niemiec, które będą skutecznie oddziaływać poprzez instytucje europejskie. Jest to dla nich o wiele bardziej korzystne niż gdyby, jak to było kiedyś, oddziaływały na słabsze kraje, jako duże, silne państwo.

A co ta sytuacja oznacza dla Polski. Wielu specjalistów i polityków przekonuje, czasem wprost, częściej stosując nowomowę, że ?przyklejenie? się do Niemiec będzie dla nas korzystne. Inni straszą, że na suwerenność jesteśmy za słabi, więc lepszy już Berlin od Moskwy.

W przypadku Polski będzie to oznaczało, że będziemy mieli coraz mniej do powiedzenia. Nie mamy w instytucjach unijnych żadnych wpływów, dodatkowo tracimy możliwość kształtowania rzeczywistości, jaką mamy, będąc niezależnym państwem. Taka sytuacja oznacza dla nas, że będziemy skazani na łaskę i niełaskę urzędników unijnych. Obecnie nasze państwo nie jest na tyle silne i znaczące ani nie funkcjonuje w jakiejś koalicji, żeby mogło wymusić cokolwiek na posiedzeniach Rady Europejskiej.

(?)

Czytany 3403 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.