sobota, 07 lipiec 2012 13:18

Ofensywa edukatorów seksualnych

Napisane przez

Dwudziestego ósmego maja w jednym z wrocławskich liceów odbyły się warsztaty dla młodzieży oraz szkoleniowa rada pedagogiczna dla nauczycieli prowadzone przez pana Michała Pozdała, wykładowcę Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i, jak sam siebie określa, „edukatora seksualnego”. Część uczniów tegoż liceum uczestniczyła też w warsztatach prowadzonych przez pana Pozdała i panią Małgorzatę Ohme we wrocławskiej siedzibie SWPS.

Temat posiedzenia rady pedagogicznej brzmiał: „Jak rozmawiać z uczniami o seksie?”. Na początku nasz „seksualny edukator” poczęstował nauczycieli starym retorycznym chwytem, który nazywa się captatio benevolentiae – usłyszeli, że mają przewspaniałych uczniów, a skoro uczniowie wspaniali, to tacy muszą być też i ich nauczyciele, zwłaszcza w porównaniu z uczniami (i – w domyśle – nauczycielami) z Górnego Śląska, których od wrocławskich ma dzielić przepaść (na Górnym Śląsku tymi gorszymi są zapewne Dolnoślązacy). Przygotowany niechybnie na to, że część grona pedagogicznego ze względów światopoglądowych może być „nieco” uprzedzona do jego działań, pan Pozdał szczególnie mocno pochwalił kilkoro uczniów, którzy w czasie prowadzonych przez niego warsztatów odważnie przyznawali się do swego katolicyzmu. Zapowiedział też, że niektóre z przekazywanych przez niego treści mogą być nie do przyjęcia dla części słuchaczy. Zaraz potem oświadczył jednak, że nie występuje z pozycji żadnej ideologii, jego wystąpienie zaś zawiera samą tylko „wiedzę naukową”, z góry przesądzając tym samym, że wszelkie odmienne poglądy mogą mieć jedynie charakter ideologiczny i nienaukowy. Ta retoryczna dyskwalifikacja ewentualnych polemistów była zresztą poczyniona grubo na wyrost, albowiem, jak się okazało, program spotkania nie przewidywał możliwości zadawania pytań ani też formułowania jakichkolwiek uwag czy komentarzy. Cóż, jak widać, nauczyciele w liczbie około setki, w różnym wieku i z różnym doświadczeniem życiowym, mieli tylko słuchać, jaką to „wiedzę naukową” ma im do przekazania „seksualny edukator”.

„Wiedza naukowa” sprowadzała się najpierw do stwierdzenia, że rodzice na ogół nie potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi na tematy dotyczące ludzkiej seksualności. Na pocieszenie pan Pozdał „naukowo” dodał, że rodzice wcale nie muszą się z tego obowiązku wywiązywać – jasne, zawsze przecież mogą skorzystać z pomocy zawodowego „seksualnego edukatora”, który ich pociechom wszystko „nieideologicznie” i „naukowo” wyjaśni! Potem nauczyciele zostali „naukowo” poinformowani, że głównym źródłem, z którego współczesne nastolatki „dowiadują się” o seksualności jest Internet, a zwłaszcza wszechobecna w Internecie pornografia. I nic się z tym nie da zrobić, bo przecież korzystania przez młodzież z Internetu nie sposób kontrolować. Można tylko próbować zaczerpniętą z internetowej pornografii wizję seksualności uczynić bliższą rzeczywistości (a do tego zapewne znów potrzebni są „seksualni edukatorzy”!).

(…)

Czytany 4457 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.