sobota, 07 lipiec 2012 13:32

Gajowy i psychoanaliza

Napisane przez

Freudyzm był dzieckiem swoich czasów. Psychoanaliza jako wiara, organizacja i soteriologia byłaby czymś nie do pomyślenia w innej epoce historycznej. Dopiero w nowoczesności, w społeczeństwie przemysłowym człowiek względnie uniezależnia się od zewnętrznych warunków swojej egzystencji, cywilizacja staje się swoistym kojcem chroniącym ludzi Zachodu od losowych zdarzeń i rzeczy. Równocześnie rozrasta się i komplikuje struktura społeczna, co prowadzi do sytuacji, w której człowiek, jego społeczna rola i miejsce w strukturze zależą od opinii na jego temat innych ludzi. Odrzucona zostaje tradycja wraz z wiążącym się z nią systemem wartości i hierarchią ich ważności. Ten fundament życia społecznego trudno czymś zastąpić. Miejsce w strukturze przestaje być dane, trzeba je sobie wywalczyć. Nawet wywalczone nie ma jednak znamion stałości. Zależy od mód, trendów i koniunktur. Uniwersalna wizja ludzkiego zadania, powinności czy powołania odchodzi w niebyt. Sami ostatecznie decydujemy o tym, co dobre, a co złe. Skuteczność wypiera moralność, działania ludzkie nakierowywane są na uzyskanie poklasku i jego szybkie dyskontowanie. O naszym powodzeniu decyduje przychylność innych ludzi, a ich opinia o nas jest podstawowym punktem odniesienia. Stosunki międzyludzkie trudno poddać racjonalnej analizie, wynikająca stąd niepewność i dezorientacja objawia się zachowaniami uważanymi za syndromy nerwicy. Napięcie to trzeba w jakiś sposób rozładować.

Erzac religii

Los człowieka przed rewolucją przemysłową był opłakany, kondycja nędzna, życie krótkie. Jednak te niedostatki i niedoskonałości były poniekąd jedynym warunkiem wyzwolenia, pośrednio stanowiły cel życia. Etyka cnoty traktowała bowiem życie jako próbę. Dla współczesnego konsumpcjonizmu jest to perspektywa nie do przyjęcia. Dziś decyduje natychmiastowe zadowolenie, zaspokojenie potrzeb, atrakcyjność, seksualne spełnienie. Ich brak prowadzi do frustracji, depresji, nerwic. Pomocy można szukać w religii, rodzinie bądź nauce. Dwie pierwsze instytucje społeczne są zdecydowanie niemodne, trzecia, niestety, nie wszystkim dostępna. Należy zatem znaleźć erzac ? naukopodobny system o przypisywanej wcześniej religii mocy uzdrawiania duszy. Czymś takim jest bez wątpienia psychoanaliza.

Nawiasem mówiąc, monoteistyczna religia, zdaniem Freuda, powstała zupełnie inaczej, niż większości z nas wydawałoby się. Oto, jak objaśnia Freud jej powstanie w pracy Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna: żyjący w hordzie bracia zamordowali swego ojca i zjedli go na surowo. Wyparte wspomnienie mordu i towarzyszące mu poczucie winy otworzyły przed nimi (i nami) świat kultu jednego Boga i etyki przykazania nie zabijaj. Czytając te nonsensy, łatwiej przychodzi nam zrozumienie innego kretyństwa ? konkluzji tego ?dzieła?, że religia jest... nerwicą ludzkości. Musicie państwo przyznać, że mój znajomy gajowy wykazał się bardziej wyrafinowaną inwencją twórczą. Ostatnia praca Freuda, nie wiem czy na skutek starczego uwiądu, czy cierpień związanych z kolejnymi operacjami nowotworu jamy ustnej (podobno było ich ponad 30), lśni dużo większą liczbą idiotyzmów: ludzie żyjący początkowo w matriarchacie ? zbudowanym na kulcie macierzyństwa i jego zmysłowej siły, przechodzą do patriarchatu wraz z pojawieniem się... artykułowanej mowy ? co ma piernik do wiatraka?! Albo żydowski rytuał obrzezania ma być przywołaniem... chłopięcego lęku przed kastracją. Może byłem chłopcem opóźnionym w rozwoju, ale moje lęki dotyczyły w tym czasie zupełnie innych kwestii, nie wiedziałem nawet o takim zabiegu medycznym. Budząca mój rechot scena z Manhattanu Woody Allena, gdy Diane Keaton objaśnia Allenowi, że jej jamnik jest namiastką penisa, jest także prostym odwołaniem do freudyzmu: kobieca zazdrość o penisa imputuje rozwój seksualny kobiety determinowany przez poczucie braku, co jest prostą drogą do zawiści, resentymentu i zazdrości wobec płci przeciwnej, a wobec tego każdy akt seksualny jest aktem gwałtu. Mój znajomy gajowy zrobiłby wielkie oczy.

Wracając do psychoanalizy, jedynie dwóm ludziom udało się stworzyć ?świeckie religie?: ludźmi tymi byli Marks i Freud. Marksizm zdegradował się nieco ?w użyciu?, pozostaje więc freudyzm, którego emanacją jest psychoanaliza. Rolę transcendensu zajmuje w niej podświadomość ? jest ona równocześnie nadprzyrodzona i naturalna, tworzy nowy, własny świat, odnosząc go do ludzkich popędów i instynktów. Daje przepisy na ład i zdrowie moralne oraz spokój psychiczny, i jak przystało na quasireligię, ogłasza jedyną właściwą ścieżkę ku nim wiodącą. Jednym ze źródeł żarliwości religijnej w minionych wiekach był lęk przed siłami przyrody, od których wszyscy ludzie byli zależni i nie mieli na nie żadnego wpływu. Dziś postęp techniczny sprawił, że natura przestała być źródłem lęku, skutkiem czego zanika zainteresowanie dotychczasowymi religiami. Psychoanaliza, mimo iż zasłania się autorytetem nauki, jest namiastką religii, a nie żadną teorią naukową ? koncepcja podświadomości została tak opracowana, że z góry wyklucza racjonalną dyskusję na jej temat. ?Podświadomość jest bestią?, przyjęcie takiego założenia pozwala traktować wszystkich jej krytyków jak niewyleczonych pacjentów. Prawda (moim zdaniem) o wielkiej roli odgrywanej w naszym życiu przez instynkty, popędy i ogólnie fizjologię, jest przedstawiana poprzez zbiór metafor, których tym samym nijak nie można zweryfikować i uznać za naukowe. Źródło sukcesu psychoanalizy leży nie w jej walorach naukowych, bo tych zwyczajnie nie ma, a w jej terapeutycznych obietnicach. Odpowiada ona na współczesne zapotrzebowanie na ?religię? typu instant, nie stawia bowiem jej wyznawcom żadnych wymagań, będąc przy tym dogmatyczną i nieweryfikowalną empirycznie, jak na religię przystało.

Freud gardził przeciętnymi przedstawicielami naszego gatunku, w Przyszłości pewnego złudzenia pisał: (masy) są gnuśne i nierozumne; nie znoszą wyrzeczenia się popędu, niepodobna przekonać ich argumentami, co do tego, że jest to nieuniknione. Elita ma za zadanie trzymać w ryzach ciemny lud, stać na straży kultury, strzec społeczeństwa przed ich (mas) zwierzęcą chucią.

(?)

Czytany 3713 razy

Najnowsze od Krzysztof Sztalt

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.