niedziela, 02 wrzesień 2012 11:34

Unia Europejska idzie śladem III Rzeszy

Napisał

Choć niektórzy doszukują się podobieństw do ZSRR, to centralnie sterowana z Bruk­seli unijna gospodarka coraz bardziej przypomina narodo­wosocjalistyczną gospodarkę III Rzeszy.

Za PRL-u mieliśmy przedsiębiorstwa pań­stwowe i państwową własność wszystkiego, a teraz mamy gigantyczny fiskalizm, rozwinię­ty interwencjonizm państwowy, regulacje pod pretekstem bezpieczeństwa, ekologii, zdrowia i dotacje do biznesu ? na otwieranie firm, do eksportu, na działania proekologiczne, w tym do ?zielonej? energii, na innowacje, dla firm zatrudniających niepełnosprawnych, ?odpo­wiedzialnych socjalnie? czy pod innymi pretek­stami. Janusz Lewandowski, unijny komisarz ds. budżetu z PO, oburzał się, że unijne władze zmniejszają wzrost budżetu Unii Europejskiej na rok 2013, gdyż jego zdaniem duży budżet umożliwiłby pobudzenie wzrostu gospodarcze­go. Niestety, rozumuje on jak typowy socjalista pokroju prof. Grzegorza Kołodki czy prezydenta USA Baracka Obamy, że to sektor państwowy, a nie prywatny tworzy rozwój i dobrobyt. Na­wet w USA na dotacje dla firm wydaje się prawie 100 mld USD rocznie.

W wyniku tych wszystkich nadmier­nych regulacji, interwencjonizmu państwowego i protekcjonizmu celnego zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej dochrapaliśmy się go­spodarki na kształt faszystowskiej ekonomii ro­dem z III Rzeszy, co niewiele ma wspólnego z kapitalistyczną gospodarką wolnorynkową. Mianowice niby większość firm jest własnością prywatną, ale w rzeczywistości ? jak w państwie Hitlera ? właściciel niewiele może zrobić, gdyż tak ograniczają go przepisy i regulacje zarówno unijne, jak i ? powstałe na ich podstawie i nie tylko ? krajowe, że musi wykonywać nakazy państwa. Z drugiej strony tak jak Unia Euro­pejska i współczesne państwa opiekuńcze, III Rzesza rozszerzała dostęp do publicznej służby zdrowia, publicznej edukacji i pomocy socjalnej, atakowała wielki biznes i świat finansów. Przed­siębiorca jest ubezwłasnowolniony przez pań­stwo, a ten, kto nie bierze dotacji, jest uważany za dziwadło. W rezultacie to państwo kieruje go­spodarką jak w państwie Hitlera. A jeszcze bar­dziej zbliżają nas do tego modelu nacjonalizacje unijne ? jak wykupywanie udziałów w bankach podczas kryzysu czy polskie ? jak planowane nabycie udziałów w zbankrutowanych firmach budujących autostrady.

Oczywiście, te wszystkie pieniądze, które państwo wydaje na różne formy ?wspierania? biznesu, co samo w sobie jest curiosum, nie biorą się z powietrza. Przecież nie zarobił ich żaden polityk, tylko najpierw tych samych przedsiębiorców złupił poprzez różne podatki, obowiązkowe składki oraz bardziej lub mniej ukryte opłaty. Kiedy rząd pożycza pienią­dze biznesowi lub go dotuje, to tym samym opodatkowuje prywatny dobrze działający biznes, aby wspierać prywatny źle działający biznes ? zauważył Henry Hazlitt, amerykański dziennikarz i ekonomista. Sytuacja jest tak patologiczna, że aż dziw bierze, iż przy tak wy­sokich wydatkach państwowych, tak licznej bezproduktywnej klasie biurokratów utrzymy­wanej przez podatników, emerytów, rencistów, bezrobotnych żyjących na socjalu i odbior­ców różnych innych państwowych zasiłków ten system jeszcze się nie zawalił. Niektórzy uważają, że polska gospodarka jeszcze jako tako funkcjonuje w związku ze stosunkowo niskimi płacami w porównaniu do wydajności, ale z pewnością taka polityka jest nie do utrzy­mania na dłuższą metę, bo są kraje, gdzie płace są jeszcze niższe. A może ratuje nas co innego i rację ma Tomasz Kotwica, który na portalu prawica.net pisze: To my, Polacy, jako jedyny naród na świecie, znaleźliśmy się w pierwszej trójce w dwóch bardzo ważnych rankingach: przedsiębiorczości i pracowitości?

Z analizy Forum Obywatelskiego Rozwo­ju wynika, że na koniec 2011 roku w Polsce pracowało nieco ponad 16 milionów osób, z czego aż 3,5 miliona w sektorze publicznym! Według danych Głównego Urzędu Statystycz­nego, w pierwszym kwartale tego roku te rela­cje jeszcze się pogorszyły, bo zmniejszyła się liczba aktywnych zawodowo pracujących do poniżej 16 milionów. W stosunku do IV kwar­tału 2011 roku, w I kwartale br. liczba osób ak­tywnych zawodowo spadła o 87 tys., czyli o 0,5 proc., a populacja biernych zawodowo wzrosła o 93 tys., czyli o 0,7 proc. Wśród aktywnych zawodowo populacja pracujących zmniejszyła się o 220 tys., czyli o 1,4 proc., a liczba osób bezrobotnych zwiększyła się ? o 133 tys., czyli o 7,6 proc. ? podaje GUS. Czyli sytuacja się pogarsza, a władza nie robi nic, by zmienić trend prowadzący do katastrofy.

Zamiast obniżyć podatki wszystkim przedsiębiorcom (co zaczyna robić nawet uznawana za socjalistyczną Szwecja czy ko­munistyczne Chiny, by wspomóc gospodarkę), podatki i obowiązkowe składki podnosi się, a na dodatek tworzy się sztuczne podmioty pseudogospodarcze, jak państwowe fundu­sze, różnorakie agencje rozwoju, parki prze­mysłowe, inkubatory przedsiębiorczości czy samorządowe fundusze pożyczkowe, których jedynym w istocie celem są miejsca pracy dla biurokratów w nich zatrudnionych, najczęściej powiązanych rodzinnie lub towarzysko z wła­dzami lokalnymi.

Zamiast zredukować, jak w nastawio­nej na rynek Nowej Zelandii czy Gruzji, a najlepiej całkiem zlikwidować tzw. klin podatkowy, rząd i parlament zdominowany przez PO woli podnosić składki rentowe, płacę minimalną i inne obciążenia dla przedsiębior­ców, jak nowy pomysł Ministerstwa Zdrowia, by zwiększyć składkę zdrowotną z obecnych 9 procent do 13,5 proc. płacy brutto, czyli aż o połowę! Mimo że okazało się, iż podniesienie podstawowej stawki podatku VAT z 22 proc. do 23 proc. spowodowało w Polsce, zgodnie z krzy­wą Laffera, obniżenie wpływów z tego tytułu!

(?)

Czytany 5148 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.