niedziela, 02 wrzesień 2012 13:02

Była sobie Piramida albo szczyt banksterstwa

Napisane przez

Lata 80. to ostry skręt w kie­runku wolnego rynku, rów­nież w Australii. Korzystały na tym między innymi para­bankowe instytucje finansowe i tzw. building society. Te drugie miały się zajmować pożyczkami na budowę i kupno nieruchomości, a te pierwsze innymi pożyczkami.

Niejedna z nich załamała się na ryn­ku w wyniku np. rozszerzenia zakresu usług, a najsłynniejszą sprawą w tamtych latach był upadek jednego z building so­ciety, noszący nazwę Pyramid. W tamtych niełatwych czasach, kiedy bank centralny schładzał gospodarkę podwyżkami opro­centowania, w bankach oprocentowanie depozytów wynosiło ok. 10%, ale za to oprocentowanie pożyczek hipotecznych dochodziło do 18-19% , Piramida ?gwa­rantowała? np. 13-14%. Na dłuższą metę to się nie udawało. Agresywne pożyczanie na spekulatywne inwestycje nie mogło przecież się powieść. Już prędzej można by zagrać na zwyżkę cen złota, która przecież w końcu nastąpi. Chociaż ?na pewno? to nic nie wiadomo. W Polsce ?Bursztynowi złociarze? najwyraźniej nie trafili, a przecież nietrudno sobie wyobra­zić sytuację, kiedy uszczęśliwiliby tysiące depozytariuszy. W początkach 1990 roku nastąpił pierwszy run na tę instytucję i ok. 200 milionów dolarów zostało wybranych z kont. W mediach wystąpili wtedy wyso­ko postawieni politycy rządzącej w Wikto­rii Partii Pracy, w tym skarbnik i prokurator stanowy, zapewniający o dobrej sytuacji Piramidy i ?gwarantujący? bezpieczeństwo depozytów w niej.

Nastąpiła intensywna kampania zachę­cająca do lokowania w firmie dalszych de­pozytów, ale przerwał ją drugi run w maju, a w czerwcu zawieszono wypłaty. Pre­mier Cain ogłosił, że nie ma rządowych gwarancji i wyznaczono administratora. Postępująca ruina Wiktorii i niepopularność braku gwa­rancji (depozyty w Piramidzie były niemal powszechne) spowodowały niedługo potem podanie się do dymisji premiera. Wcześniej jednak w ciągu kilku dni gabi­net rządowy zmienił zdanie. Pieniądze na częściowe wypłaty za złożone depozyty pochodziły przez następne pięć lat z po­datku, tzw. levy, w postaci kilku ekstra centów ukrytych w cenie benzyny. Kosz­towało to podatników ponad 900 milionów dolarów.

Jeśli więc finansowa piramida nosi nazwę Piramida, działa jak piramida i nie brakuje jej klientów, to można realistycz­nie założyć, że nieroztropni inwestorzy (czy w szkołach uczą o takich przypad­kach?) zawsze będą wśród nas, tak jak biblijni biedni.

(?)

Czytany 4752 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.