niedziela, 02 wrzesień 2012 17:59

System jest domykany

Napisał

Wprawdzie communis opinio doctorum raz na zawsze potępiła teorie spiskowe ? zwłaszcza tłumaczące różne fenomeny działa­niami tajniaków, bo jak wiadomo, tajniaków ?nie ma? ? ale zabobon ten odradza się na podobieństwo hydry. Inna rzecz, że odradzaniu się zabobonu sprzyjają rozmaite zagadkowe wydarzenia.

Oto w lipcu 1992 roku, będąc naczel­nym redaktorem ?Najwyższego Czasu!?, opublikowałem w tym piśmie tzw. listę Macierewicza pod tytułem Co było przy nazwiskach. Chodziło o to, że minister Macierewicz przekazał był przewodniczą­cym klubów i kół poselskich zalakowane koperty, zawierające fiszki z nazwiskami osób zarejestrowanych przez UB i SB jako tajni współpracownicy lub ?kontakty operacyjne? oraz z adnotacjami o pseudo­nimach, a także ? kiedy nastąpiła rejestra­cja, kiedy współpraca ustała i co stało się z dokumentacją. Nawiasem mówiąc, snop światła na sprawę dokumentacji rzucała informacja zawarta w Informacji o stanie zasobów archiwalnych MSW przekazanej każdemu posłowi i senatorowi. Chodziło o to, że przed rozpoczęciem niszczenia do­kumentacji MSW, co odbywało się w latach 1988-1990, wszystkie dokumenty zostały zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach, z których dwa są za granicą, a jeden ? w kraju. Ta informacja pozwala lepiej zrozumieć przyczyny, dla których tak wiele autorytetów moralnych nagle zaczyna chodzić jak w zegarku. Więc kiedy już minister Macierewicz te koper­ty przekazał, przewodniczący jednego z ówczesnych klubów parlamentarnych zwołał zebranie klubu i kiedy wszyscy już zasiedli na swoich miejscach, pokazał koperty z nienaruszonymi pieczęciami i powiedział: nie zaglądałem ? ale kto był, niech wstanie. Wstało trzech po­słów, wśród nich jeden ? niepotrzebnie. Jak wiadomo, w następstwie tego rząd premiera Olszewskiego upadł w atmosfe­rze przypominającej zamach stanu, a ów­czesny autorytet moralny w osobie prof. Bronisława Geremka próbował oskarżać o przygotowywanie zamachu stanu człon­ków obalonego rządu. Widocznie jed­nak razwiedka pragnęła uniknąć procesów, podczas których z pewnością wydostałyby się jakieś śmierdzące dmuchy, kompromi­tując naszą młodą demokrację i jej Ojców Założycieli, więc wszystko zakończyło się wesołym oberkiem, którego końcową frazę, finalne hop, dziś, dziś! stanowił wy­rok Trybunału Konstytucyjnego, stwier­dzający sprzeczność uchwały lustracyjnej Sejmu z konstytucją.

Więc kiedy już wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu sprawy po myśli razwiedki, w lipcowym numerze ?Najwyższego Czasu!? ukazała się lista konfidentów1. W redakcji, zazwyczaj sennej, rozdzwoniły się telefony; ludzie z odległych zakątków Polski dzwonili z zamówieniami na egzemplarz gazety, gotowi płacić bajońskie sumy, żeby tylko go dostać, bo ? jak twierdzili ? nigdzie nie można go kupić. Było to trochę dziwne, bo dotychczasowy nakład ok. 65 tys. egzem­plarzy w zupełności zaspokajał potrzeby czytelnicze, a nawet był zbyt duży, o czym świadczyły zwroty na poziomie 20 pro­cent. Więc kiedy w raporcie otrzymanym z ?Ruchu? przeczytałem, że zwroty akurat tego numeru gazety sięgnęły 85 procent, zrozumiałem, że prawie cały nakład został od razu skierowany na przemiał. Za pomocą teorii spiskowej wyjaśnienie tej zagadki nie jest trudne, ale cóż poradzić, kiedy ?realiści?, którzy teraz, po podpi­saniu przez Patriarchę Cyryla i JE abpa Józefa Michalika Przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego, zyskali dla swego punktu widzenia coś w rodzaju sankcji nadprzyrodzonej, zdecydowanie teorie spiskowe, zwłaszcza z udziałem razwiedki, odrzucają?

Od tamtej pory minęło 20 lat, więc wy­dawać by się mogło, że ówczesne niecne praktyki niewidzialnej ręki można trakto­wać wyłącznie w czasie przeszłym ? ale cóż z tego, kiedy słyszę, że miesięcznik ?Opcja na prawo? właśnie upada między innymi z powodu psot czynionych mu przez dystrybutora? Te psoty same się nie dokonują; jakaś niewidzialna ręka musi tym kierować ? być może nawet ta sama, co i przed 20 laty? Z jednej strony dowodziłoby to chwalebnej ciągłości na­szego, a właściwie nie tyle ?naszego?, co państwa, którego jesteśmy obywatelami, a z drugiej ? nieustającej aktualności spo­strzeżenia poczynionego przez jakiegoś starożytnego obserwatora działalności cesarza Wespazjana: wilk zmienia skórę, lecz nie obyczaje. Zatem jeśli odrzucimy potępione teorie spiskowe, to musimy przyjąć, że ?porządkowanie? rynku me­dialnego dokonuje się samoistnie ? a że akurat w kierunku pożądanym przez ra­zwiedkę ? gdyby oczywiście ist­niała ? to tylko taki wybryk natury, jakich mnóstwo zdarza się w polityce, gdzie, jak wiadomo, panuje pełny spontan i odlot.

(?)

Czytany 5357 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.