sobota, 13 luty 2010 21:50

Papierowe samobójstwo

Napisane przez
Podobno Lenin, człowiek, który z pewnością znał się na wywrotowej robocie i organizowaniu rewolucji, powiedział: Kto chce zniszczyć kapitalistyczne społeczeństwo, musi zniszczyć jego pieniądz.

 

Co najdziwniejsze, nie kto inny jak lord Keynes zidentyfikował najpewniejszy środek do osiągnięcia tego celu, mianowicie inflację. Ów lord Keynes, w oczach dzisiejszych ekonomistów uchodzący ? nie bez racji ? za inflacjonistę, człowiek, który chciał swoimi teoriami ratować kapitalizm przed socjalizmem, napisał w tekście z 1920 roku co następuje: Za pomocą stałego procesu inflacji państwo może w tajemnicy i niepostrzeżenie konfiskować znaczną część bogactwa swoich obywateli. Ta metoda pozwala rządom nie tylko konfiskować, ale konfiskować arbitralnie; oddaje ona na usługi destrukcji wszystkie ukryte siły praw ekonomicznych, i czyni to w taki sposób, że nawet jeden człowiek na milion nie jest w stanie tego rozpoznać. Wypada tutaj dodać, że, niestety, do tych niezbyt bystrych ludzi należy dzisiaj również większość ekonomistów, i nie bez wpływu na ten stan rzeczy były właśnie teorie Keynesa.
 
Najpewniejszym i najprostszym środkiem niszczenia każdej waluty jest więc permanentna inflacja ? pod tym pojęciem rozumiemy zwiększanie ilości pieniądza w obiegu lub dokładniej: zwiększanie tak zwanej podaży pieniądza czyli pieniądza plus kredyty w różnych formach. Tego typu ciągły wzrost podaży pieniądza jest możliwy tylko w systemie pieniądza papierowego, czyli takim, w którym dysponenci papierowej waluty (banki centralne, rządy) nie mają obowiązku wymiany go na rzeczy zachowujące stałą wartość ? w pierwszym rzędzie na srebro i złoto. W takim systemie dowolnie wysokie miliardowe sumy powstają za jednym pociągnięciem pióra ? czy to pióra prezesa banku centralnego, zarządów banków lub ministra finansów. Od dziesięcioleci wbija się obywatelom do głów, że wzrost gospodarczy wymaga umiarkowanej inflacji ? czyli stałego wzrostu ilości pieniądza. Jest to oczywisty absurd. Na przykład do wybuchu pierwszej wojny światowej mieliśmy sto lat zdrowego pieniądza. W tamtym okresie bogactwo świata zwiększyło się bardziej niż we wszystkich poprzednich epokach historii ludzkości. W tym ?stuleciu złota? państwo nie manipulowało pieniądzem i kredytem. Nikt nie ?zarządzał? walutami. W USA pomiędzy rokiem 1820 a 1913 tzw. inflacja cenowa w odniesieniu do dóbr konsumpcyjnych wynosiła zero procent. W Zjednoczonym Królestwie ceny towarów konsumpcyjnych były na początku drugiej wojny światowej niższe niż w roku 1800, innymi słowy przez 139 lat mieliśmy do czynienia w tym kraju ze stabilnymi cenami. Tę stabilność gwarantuje wolny rynek wówczas, kiedy stabilna pozostaje podaż pieniądza, ta z kolei pozostaje stabilna, kiedy w obiegu jest złota waluta. To wszystko zakończyło się wraz z nastaniem pieniądza papierowego bez pokrycia i zdominowaniem nauki ekonomii przez teorie lorda Keynesa. Te wulgarne keynesistowskie teorie o dobrodziejstwach inflacji i konieczności prowadzenia polityki fiskalnej zapobiegającej cyklom koniunkturalnym, brzmią jak słodka melodia w uszach polityków, bo legitymizują naukowo ich orgie niekończących się wydatków i długów. Oczywiście, zastrzyki pieniędzy i kredytu początkowo stymulują koniunkturę, ale w fałszywym kierunku. Zobaczmy, jak bardzo zniekształcone są ekonomiczne parametry, w których żyją dziś Amerykanie: udział konsumpcji w dochodzie narodowym brutto 70 i więcej procent, udział oszczędności ? zero. W nadchodzących latach zobaczymy i odczujemy boleśnie surowość sił rynkowych działających w kierunku ustalenia normalnej proporcji pomiędzy oboma wielkościami. Relatywnie wysoki poziom oszczędności w danej gospodarce jest konieczny dla wykazującej stały wzrost, stabilnej gospodarki narodowej, ponieważ inwestować można tylko to, co zostało realnie zaoszczędzone. Wiedział o tym nawet Keynes operujący równaniem i=o (inwestycja=oszczędności). Po sztucznie wywołanych boomach zawsze dochodzi do załamań, recesji lub depresji, ponieważ polityka łatwego pieniądza i taniego kredytu sygnalizuje istnienie ponadprzeciętnych oszczędności, których realnie wcale nie ma. Inwestycje podjęte pod wpływem fałszywych sygnałów i wiary w iluzje okazują się po czasie błędne i nierentowne, co po pewnym czasie musi prowadzić do bardzo dotkliwie odczuwanych korektur, czyli przystosowania się do prawdziwych warunków rynkowych.
 
Od porzucenia standardu złota, zatem gdzieś od 1913 roku system papierowego pieniądza panuje niepodzielnie na całym świecie. Sytuacja, w której nie ma wyjątków i odstępstw od systemu obejmującego cały glob, oznacza, że dokonano jedynego w swoim rodzaju eksperymentu, unikatowego w dziejach świata. Co nieprzypadkowe, odejście od złota jako podstawy systemu walutowego zbiega się w czasie z założeniem w 1913 roku Rezerwy Federalnej, czyli amerykańskiego wariantu banku centralnego (nazywanego w skrócie Fed). W systemie czysto papierowego pieniądza podaż pieniądza musi ulec monopolizacji w rękach banku centralnego, ponieważ zakłada się, że w przeciwnym razie banki będą się wpędzały nawzajem w bankructwo, oferując coraz tańsze papierowe, walutowe śmieci. Bo też nie są one niczym więcej niż śmieciami. Już Wolter stwierdził, że pieniądz papierowy prędzej czy później zawsze powraca do swojej wewnętrznej wartości: do zera.
 
Szwajcarski bankier Ferdinand Lips określił założenie Fedu i odejście od złotej waluty ?największą tragedią w dziejach świata?. Na pierwszy rzut oka to stwierdzenie wydaje się przesadą, ale nią nie jest. Zauważmy bowiem: gdyby nie wprowadzono papierowego pieniądza bez pokrycia, nie byłoby pierwszej wojny światowej. Gdyby pieniądz oparty był na złocie, nie trwałaby ona dłużej niż trzy tygodnie ? i dlatego właśnie, aby móc wojnę toczyć ?aż do zwycięstwa? ? zniesiono go w momencie wybuchu wojny. W efekcie można ją było sfinansować i toczyć przez cztery lata, a jej skutkiem była rewolucja bolszewicka w Rosji oraz dojście do władzy Lenina, Stalina i towarzyszy. W Niemczech system papierowego pieniądza bez pokrycia doprowadził do gigantycznej inflacji i reformy walutowej lat dwudziestych, wskutek której miliony Niemców utraciły swoje oszczędności i materialne podstawy egzystencji. Gdyby waluta oparta była na złocie, oszczędzone byłyby Niemcom, Europie i światu: wielki kryzys gospodarczy i dojście Hitlera do władzy. Bez tych wszystkich wydarzeń nie do pomyślenia byłaby druga wojna światowa, której zresztą, podobnie jak i pierwszej, nie dałoby się sfinansować. Gdyby pieniądz powiązany był ze złotem, Niemcy uniknęliby nie tylko wojny, zniszczeń i dwóch socjalistycznych dyktatur, ale także drugiej reformy walutowej z 1948 roku. Jak również utraty siły nabywczej marki niemieckiej, tej rzekomo najbardziej stabilnej waluty świata, która, kiedy ją składano do grobu, aby móc zastąpić ją euro, miała jedynie 5% wartości, jaką miała w momencie swoich narodzin w roku 1949/50. Nie musieliby się też martwić utratą siły nabywczej euro (50% w ciągu kilku lat od wprowadzenia wspólnej waluty).
 
Bez fałszywego, papierowego pieniądza świat nie stanąłby w 2008 roku na skraju finansowej katastrofy, grożącej zniszczeniem zachodniej cywilizacji. Międzynarodowe powiązania i wzajemne zależności banków, tonących w oceanie papierowych kredytów i długów, doprowadziły do tego, że obecny kryzys nie ograniczy się ? tak jak w poprzednich kryzysach ? do upadku kilku banków, ale może w krótkim czasie ogarnąć cały światowy system bankowy.
 
Jest rzeczą absolutnie niepojętą, że w obliczu doświadczeń poprzedniego wieku i od dawna rysujących się na horyzoncie nowych zagrożeń, większość ekonomistów nadal uważa ?fiat money?, instytucję banku centralnego i system bankowy oparty na rezerwie cząstkowej (?fractional reserve banking?) za rozwiązania dobre i bez alternatywy. Od prawie 100 lat mamy socjalistyczny, produkowany przez państwowego monopolistę, funkcjonujący poza rynkiem pieniądz, który stopniowo zatruwa krwioobieg kapitalizmu i prędzej czy później musi doprowadzić do jego rozkładu. Jednakże ekonomiści nie rozumieją już, czym naprawdę jest pieniądz (kto z nich czytał fundamentalną pracę Ludwiga von Misesa Teoria pieniądza i kredytu, wydaną po raz pierwszy w 1912 roku, potem ? w wersji rozszerzonej ? w 1924, pozostającą po dziś dzień niedościgłym, klasycznym dziełem na temat pieniądza, kredytu i systemu bankowego?), a tym samym nie rozumieją już czym jest inflacja. Amerykański ekonomista Robert Sennholz słusznie określa współczesną naukę ekonomii mianem ?inflacjonomia?. Jednym z niewielu uczonych, którzy nie stali się jej wyznawcami, jest Thorsten Polleit z frankfurckiej Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania, autor dwóch tez, od których należy zaczynać każdą analizę obecnej sytuacji finansowo-gospodarczej: 1) Manipulowanie stopami procentowymi to recepta na katastrofę; 2) Przyczyna międzynarodowego kryzysu kredytowego nazywa się ?państwowy reżim pieniądza papierowego?.
 
Od lat ze wzrastającym zdumieniem i wręcz z osłupieniem śledzę spór ekonomistów na temat znaczenia, jakie przy decyzjach banków centralnych w dziedzinie polityki monetarnej i stóp procentowych ma tzw. drugi filar. Wcześniej zarządy banków centralnych uważały za rzecz bezsporną, że w kształtowaniu polityki pieniężnej uwzględniać należy zarówno ?pierwszy filar?, czyli tzw. inflację (jak ? myląco ? nazwano stopę wzrostu cen), jak i ?drugi filar?, czyli obserwowanie, czy i jak wzrasta ilość pieniądza w obiegu. Od jakiegoś czasu większość ekonomistów zaczęła twierdzić, że można i trzeba zrezygnować z ?drugiego filaru?, ponieważ nie stwierdza się zależności pomiędzy podażą pieniądza a inflacją. Jest to błąd nie tylko terminologiczny, ale błąd merytoryczny, i to potworny błąd. Prace poważnych ekonomistów (stanowiących dziś mniejszość) dowodzą niezbicie, że istnieje ? wprawdzie przesunięta w czasie, ale jednoznaczna ? korelacja (jeden do jednego) pomiędzy wzrostem ilości pieniądza w obiegu i tendencją zwyżkową poziomu cen. Chwalebnym wyjątkiem pośród ekonomistów są ekonomiści Bundesbanku, którzy nie tylko nie przeoczyli faktu, że tzw. inflacja cenowa nie dotyczy jedynie cen dóbr konsumpcyjnych, ale także aktywów, w których lokuje się kapitał (asset price inflation). Szkodzi ona wartości pieniądza tak samo, jak ta pierwsza, tak samo prowadzi do błędnych alokacji rzadkich zasobów i skutkuje dystrybucją bogactwa nieodpowiadającą stosunkom rynkowym. Rosnące ceny akcji, nieruchomości i innych lokat przyciągają coraz więcej posiadaczy oszczędności, którzy chcą ? tak samo jak ich sąsiedzi i koledzy ? partycypować we wzroście cen. Powstają bańki cenowe, które po jakimś czasie pękają. Cały ten proces wyrządza w gospodarce olbrzymie szkody.
 
(?)
Czytany 6995 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.