Sytuacja, w której się teraz znajduję, jest dobrze znana. Mówca w takim momencie, zanim rozpocznie swoje przemówienie, chciałby wcześniej słuchaczom coś jeszcze powiedzieć. Pierwsza moja uwaga byłaby następująca.
Pan przewodniczący  [zarządu Fundacji na Rzecz Obywatelskich Węgier, Zoltán Baloga] wspomniał o tych powierzchownych, rezonerskich analitykach, według których obywatelskie Węgry są tylko politycznym produktem, a to podkopuje zaufanie zwolenników naszej wspólnoty politycznej. Rozumiem ten niepokój, ale od duchownych Kościoła reformowanego – nie mówiąc już o ministrach – oczekuję więcej wiary w siebie. Wszak wysoko wznosimy nasz sztandar, każdy go widzi. Każdy widzi, że jesteśmy wspólnotą partii ludowej, opierającej się na fundamentach chrześcijańskiej demokracji. Obywatelskie Węgry są ideą, gwiazdą przewodnią tej wspólnoty. Nie sądzę, by w ciągu najbliższych stu lat w tej kwestii miała nastąpić jakaś zmiana.
Pan przewodniczący wspomniał również, że rządzenie, które opiera się na fundamencie wartości narodowych i chrześcijańskich – jeśli dobrze go cytuję – nie jest kwestią o charakterze politycznym, lecz sprawą osobistą. Nie chodzi w nim o pozycję czy rangę ani o przywileje czy uzależnienie od władzy. Warto, żebyśmy sobie o tym przypominali, będąc u władzy. To sprawa kluczowa. W naszych rządach to kwestia podstawowa.

sobota, 12 wrzesień 2015 11:24

Boko Haram, krwawa twarz islamu

Porwanie w kwietniu zeszłego roku 276 nigeryjskich dziewcząt przez islamistów z Boko Haram spowodowało, że chociaż na chwilę oczy świata zwróciły się na tragedię dotkniętych tą plagą ludzi. Nic to, że później nastąpiły kolejne zbrodnie, mordy i niszczenie całych wiosek i miast. Zachód dziś mało przejmuje się tym, co się dzieje w okolicach Jeziora Czad.

Cierpienia przede wszystkim mieszkających tam chrześcijan nie rusza sumień jego sytych i bezpiecznych mieszkańców. Dopiero takie wydarzenia jak zamachy terrorystyczne w Paryżu na redakcję satyrycznego obrazoburczego magazynu „Charlie Hebdo” i sklep koszerny powodują, że świat polityki, mediów i kultury wyraża swoje oburzenie i wspólnie maszeruje przeciwko terroryzmowi.

sobota, 12 wrzesień 2015 11:13

Islamizacja Europy

Wyjaśnianie i zaciemnianie

Hasło „islamizacji Europy” jest, z niewielkimi wahnięciami formy, od piętnastu czy może nawet dwudziestu lat na szczycie popularnych opinii należących do podręcznego zestawu diagnostycznego współczesnej kultury naszego kręgu cywilizacyjnego.

sobota, 12 wrzesień 2015 11:06

Nuklearny sfinks przy stole negocjacyjnym

3 marca 2015 roku premier Izraela Benjamin Netanjahu wygłosił w amerykańskim Kongresie ponad czterdziestominutową mowę w całości poświęconą trwającym negocjacjom P5 + 1. Mówił wyłącznie o irańskim zagrożeniu i nadciągającej wojnie, o niedopuszczalnych, jego zdaniem, warunkach postawionych Iranowi i o swojej dezaprobacie wobec polityki bliskowschodniej Obamy.

sobota, 12 wrzesień 2015 11:01

Jeden pasterz jedna owczarnia

Wielkim znakiem zapytania dzisiejszej globalnej geopolityki jest to, czy świat pójdzie w kierunku świata jednobiegunowego, zdominowanego przez USA (tego, co z dumą i arogancją Amerykanie nazywają Full Spectrum Dominance), czy jednak będzie dążyć w stronę świata wielobiegunowego, w którym będą współistnieć różne centra władzy.
Z ekonomicznego punktu widzenia, świat jest już wielobiegunowy, udział USA w globalnym PKB to jedynie ok. 18% (dane z 2013) i ciągle maleje. Więc jak to się dzieje, że USA dominują na poziomie globalnym? Powodem nie jest ich gigantyczny budżet wojskowy, bo nie można przecież zbombardować całego świata.

sobota, 12 wrzesień 2015 10:56

Wiek rozbieżności

System międzynarodowy miał o wiele bardziej czytelną konstrukcję w okresie „zimnej wojny”. Zachód pozostawał wówczas w otwartej konfrontacji z reżimami totalitarnymi, oczywiste były podziały na swoich i obcych, przyjaciół i wrogów. Obecnie żadne państwo nie jest oficjalnie wrogiem innego, ale najważniejsi adwersarze wcale nie chcą przyjąć wartości zwycięskiego Zachodu. Potęga jest bardziej rozproszona, pod przykrywką zaś nowych form dyktatur tlą się wyzwania niebezpieczne dla świata wolności i demokracji.

sobota, 12 wrzesień 2015 10:51

Europa między Draghim a Ciprasem

Ostatnie miesiące przyniosły w Niemczech ogromną ilość komentarzy na temat polityki Europejskiego Banku Centralnego (EBC), przyszłości strefy euro i faktycznego bankructwa Grecji, w której władzę objęła radykalnie lewicowa partia Syriza.

Pani pułkownik, czy pamięta pani, gdzie pani była 11 września 2001 r. ?

Tak, byłam w naszym biurze na czwartym piętrze pierścienia B, z widokiem na wewnętrzne pierścienie Pentagonu. Byliśmy w trakcie regularnego spotkania sekcyjnego, telewizor był nastawiony na CNN i słyszeliśmy już informację o pierwszym samolocie, który uderzył w Twin Towers, a następnie widzieliśmy, jak wbija się w nie drugi samolot. W tym momencie było jasne, że nie był to wypadek. Krótko po tym usłyszeliśmy eksplozję i patrząc w stronę odgłosu, widzieliśmy kulę ognia na dachu, mniej więcej około środka obszaru pierścienia C. Wówczas o tym nie wiedzieliśmy, ale to był wybuch między pierwszym a drugim piętrem spowodowany uderzeniem, które nastąpiło przez dach.

 

W maju 2002 r. zaczęła pani pracę Dyrektoriacie Bliskiego Wschodu i Południowej Azji (NESA). Myślę, że można pokusić się o stwierdzenie, iż to dzięki pracy w NESA stała się pani pułkownik bardziej znana amerykańskiej opinii publicznej. Co szczególnego dostrzegła pani w kluczowych miesiącach poprzedzających inwazję na Irak?

Pisałam o tym obszernie w latach 2003 i 2004. Odsyłam czytelników do serii trzech artykułów opublikowanych w magazynie „The American Conservative”, zaczynając od grudnia 2003 roku, jak również do tekstu na portalu Salon.com z roku 2004.

Podczas mojej pracy w NESA widziałam wiele rzeczy, które wzbudziły we mnie wątpliwości co do naszej polityki zagranicznej i procesów, które wpływały i aktywizowały amerykańską politykę zagraniczną i wojenną. Generalnie rzecz ujmując, nominacje polityczne były podejmowane przez administrację prezydencką na wielu poziomach.

Nominaci podzielali neokonserwatywną perspektywę i agendę zwiększenia amerykańskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Mianowane osoby były strategicznie lokowane w Pentagonie i Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w celu usprawnienia pożądanych kierunków polityki zagranicznej i przezwyciężania lub omijania oporu ze strony biurokracji wojskowej, agencji wywiadowczych i mediów. Rozpoczęta przez wiceprezydenta Dicka Cheneya i wspomagana przez neokonserwatywne media i grupy nacisku skoordynowana kampania medialno-wywiadowcza miała na celu „sprzedanie” inwazji na Irak jako odpowiedzi na ataki z 11 września 2001 r. Posługiwano się argumentacją o rzekomych ukrytych zapasach i ciągłej pracy nad bronią masowego rażenia oraz wsparciu, jakiego Saddam Hussein udzielał terrorystom. Poprzez przecieki, jak również publiczne i prywatne wywiady udzielane zaprzyjaźnionej prasie (szczególnie Judith Miller z „New York Times” i redaktorzy zajmujący się polityką zagraniczną z „Washington Post”, „Washington Times” i innych gazet, jak również dzięki kontaktom w telewizji, szczególnie w FoxNews) powstała narracja, która nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością, ale którą ciągle powtarzano i którą bombardowano amerykańską opinię publiczną oraz Kongres. Pod koniec 2003 r. i w późniejszych latach okazało się, że Saddam Husajn i Irak nie mieli nic wspólnego z 11 września i de facto saddamowski świecki reżim marksistowskiej partii Baas obawiał i sprzeciwiał się wizji islamskiego państwa głoszonego przez Osamę bin Ladena. Odkryto, że poza tym, co zostało już sprawdzone i ogłoszone przez inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej kilka lat wcześniej, nie było żadnych arsenałów broni masowego rażenia i nie prowadzono żadnych prac nad ich rozwojem. Okazało się również, że Irak nie angażował się w regionalny terroryzm, a Saddam Husajn nie był regionalnym terrorystycznym pryncypałem, poza przypadkami typowego nękania własnej ludności, charakterystycznych dla wszystkich dyktatur (w tym i tych aktywnie wspieranych przez rząd Stanów Zjednoczonych w Tunezji, Arabii Saudyjskiej itp.). To, co mnie szczególnie niepokoiło, to to, że my w Pentagonie i w agencjach wywiadowczych wiedzieliśmy o tym wszystkim od samego początku, a jednak kazano nam zbiorowo „płynąć z prądem” publicznych kłamstw. Pozwoliły one prezydentowi Bushowi wiosną 2003 r. na inwazję Iraku bez deklaracji wojny, z przeważającym poparciem Kongresu i narodu amerykańskiego.

Czy OSP (Office of Special Plans – Biuro Planów Specjalnych) budziło jakieś podejrzenia, biorąc pod uwagę przecież już i tak istniejące ogromne możliwości wywiadowcze Pentagonu? Jaki był powód powołania tej nietypowej komórki?

Powołanie OSP wyglądało i faktycznie było czymś tajnym nawet dla osób pracujących w Pentagonie. Nie wiedziałabym zbyt wiele o tej małej komórce neokonserwatywnych aktywistów, gdyby nie to, że dzielili z nami przestrzeń biurową w lecie 2002 roku i byli siostrzanym biurem dla NESA, oba pracowały pod kierunkiem Billa Lutiego1. To było centrum filtrowania i kontroli – ale nie danych wywiadowczych, lecz propagandy opartej na danych wywiadowczych. Mała grupa zideologizowanych, podobnie myślących, niedoświadczonych i aroganckich cywilów zdołała narzucić swoje stronnicze przekonania i program, podpierając go autorytetem Pentagonu i agencji wywiadowczych, powodując tym samym wejście wielkiego narodu w wojnę na drugim końcu świata. Tym zajmowało się OSP i uważam, że jego uczestnicy i członkowie, jak również kierownictwo byli zadowoleni ze skuteczności i sukcesu OSP.

Owszem, ze strony pracowników Pentagonu i agencji wywiadowczych były podejrzenia w odniesieniu do samego jego powstania oraz jego „pracy”. Wydaje mi się, że OSP powstało specjalnie w celu promowania propagandy wojennej wewnątrz i poza Pentagonem. Chodziło o kształtowanie i kontrolowanie przepływu informacji oraz o „sprzedanie” wojny. Zostało zaprojektowane tak, aby wykorzystać i obejść, jeśli pojawiłaby się taka potrzeba, szerszą społeczność służb wywiadowczych. Ludzie z którymi pracowałam, zarówno wojskowi, jak i zawodowi cywilni pracownicy wywiadu, zazwyczaj ostrożnie podchodzili do danych wywiadowczych. Wyciągaliśmy wnioski, które dopiero były ujawnione opinii publicznej po inwazji: żadnej broni masowego rażenia, żadnych związków z zamachami z 11 września 2001 r. i żadnych śladów regionalnego terroryzmu Saddama. Podczas gdy dzięki ogromnej pracy naszego aparatu wywiadowczego i biurokracji ilość dostępnych informacji była fenomenalna, widoczny był brak wiarygodnych danych pochodzących ze źródeł osobowych i ta słabość w naszej siatce wywiadowczej i wywiadowczych zdolnościach była wykorzystana przez tych, którzy od początku pragnęli tej wojny i okupacji.

OSP mogło ugaszczać „przyjaciół” wypowiadających się „kompetentnie” o Bliskim Wschodzie w sposób, który jawił się jako atut przy braku wiarygodnych osobowych źródeł informacji ze strony Pentagonu i CIA. To choćby Ahmet Czalabi i niesławny niemiecki informator o pseudonimie „Curveball”. Taki rodzaj manipulacji danymi wywiadowczymi w celu wywołania wojny zaniepokoił tych zawodowych wojskowych i pracowników wywiadu, których osobiście znałam. Biurokracja funkcjonowała (i nadal funkcjonuje) w taki sposób, że poza przytaczaniem własnych obserwacji i odmową kłamania lub manipulowania informacjami przed cywilnym kierownictwem, pojedyncza osoba lub nawet grupa osób ma małą siłę przebicia w ramach tego system. W większości wypadków widziałam, jak sceptyczni współpracownicy i inni po prostu usuwali się poza pętlę decyzji i wsparcia, zarówno z własnej inicjatywy, jak kierownictwa.

 

Czy pamięta pani, kto wypowiedział następujące słowa w 2003 r.: Wyzwolony Irak może ukazać potęgę wolności w zmienianiu tego ważnego regionu, przynosząc wolność i postęp milionom ludzi? Jak to jest, że w obliczu nieustającego chaosu niektórzy ludzie nadal propagują rozumowanie stojące za takimi stwierdzeniami?

Jeśli dobrze pamiętam, słowa te wypowiedział albo ówczesny Sekretarz Obrony, albo jego zastępca. Na pewno widziałam, jak ta opinia była nagłaśniana przez wielu członków administracji Busha oraz Demokratów i Republikanów w Kongresie, ponieważ taka właśnie była linia propagandowa. Osobiście nie znam nikogo, kto uchodzi za osobę wiarygodną, kto uważałby takie rozumowanie za uzasadnione. Jednak od dłuższego czasu nie pracuję i nie utrzymuję kontaktów towarzyskich z politycznymi pisarzynami i pochlebcami w Waszyngtonie ani nie czytam regularnie komentarzy pisanych przez neokonserwatystów. W mojej lokalnej, zawodowej i wirtualnej społeczności nikt nie wierzy rządowi, szczególnie gdy idzie o politykę zagraniczną. Pomimo tego braku wiarygodności widzimy kolejne odsłony agresywnej i neokonserwatywnej polityki, która nadal posługuje się tą samą, zużytą ideą – że poprzez wojskowe zniszczenie, chaos i powszechną demokrację możemy przynieść wolność i nadzieję milionom osób. Tzw. kolorowe rewolucje w Gruzji, na Ukrainie i oczywiście destrukcja społecznej stabilności i politycznego porządku w Afganistanie, Libii, Egipcie, Syrii, Somali i Jemenie – większość z nich trwała już po inwazji na Irak w 2003 roku. Wszystkie były prowadzone w myśl neokonserwatywnej fantazji, jak w Iraku. To prawdziwe szaleństwo – kliniczne szaleństwo, oderwane od rzeczywistości i szkodliwe dla innych.

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.