wtorek, 15 styczeń 2013 01:04

Banki, niedocenione i przecenione

Napisał

System bankowy od zawsze wywoływał kontrowersje, bez względu na to, jakie formy przybierał. Nic dziwnego, skoro jako źródło finansowania na bieżąco niemal każdej działalności jest sercem gospodarczego życia. System bankowy bywa jednak nieraz zarówno niedoceniany, jak i przeceniany. Niedoceniany bywa przez niektórych ekonomistów, którzy opisując kryzysy gospodarcze, całkowicie pomijają kwestie bankowości (a nawet i pieniądza). A przeceniany bywa przez politycznych ekstremistów, których zdaniem niemal za każde zło na świecie można obciążyć chciwych bankierów, czekających tylko na to, aby wyssać ze społeczeństwa resztki bogactwa. Tymczasem prawda leży gdzieś pośrodku.

Czym są dzisiaj banki i czym się różnią od innych firm na rynku finansowym?

Chociaż czynność definiowania terminów może być pewną nadgorliwością, warto jednak zdać sobie sprawę z tego, czym w rzeczywistości jest ?bank? i co odróżnia go od pozostałych firm, a w szczególności firm na rynku finansowym. Przy niedawnej aferze związanej z Amber Gold mogliśmy słyszeć o tym, że spółka działała jak bank, bo gromadziła środki pieniężne w celu obciążenia ich ryzykiem. Nawet jeśli paragrafy w systemie prawnym tak definiują działalność bankową, to są dalekie od ścisłości. W przeciwnym wypadku niemal każda firma, która inwestuje w naszym imieniu środki, musiałaby zostać uznana za bank. Takie definiowanie jest dopuszczalne (bowiem definicje są zawsze arbitralne), ale wprowadziłoby tylko więcej zamieszania i utrudniło zrozumienie zasad funkcjonowania banków i pozostałych firm finansowych.

Bank jest współcześnie, i w zasadzie zawsze był, firmą, która jest w stanie tworzyć pieniądze. Nie chodzi tu współcześnie o pieniądze w rozumieniu banknotów i bilonu (te są produkowane przez państwo). Mowa o depozytach, środkach na kontach bankowych, które praktycznie bez żadnego problemu mogą zostać zamienione na takie banknoty i bilon. Wprawdzie istnieje między tymi dwoma typami różnica, ale w praktyce nie ma ona specjalnego znaczenia i to głównie za sprawą instytucji państwa. Pieniądze na koncie są tak samo dobre, jak banknoty i monety. Podstawowa tego przyczyna leży w parasolu ochronnym, który państwo roztacza nad systemem bankowym.

Po pierwsze, bank centralny (instytucja państwowa) wspomaga działalność banków, asystując możliwym dostarczeniem środków, jeśli klienci będą potrzebowali je wypłacić (już sama wiedza ludzi o tym skłania do trzymania pieniędzy w bankach 1). Po drugie, istnieje bankowy fundusz gwarancyjny, wymuszający ?ubezpieczenie? depozytów (który w rzeczywistości byłby w stanie pokryć tylko niewielki procent utraconych depozytów). Po trzecie ? najważniejsze i w sumie związane z poprzednimi ? istnieje uzasadniona i ugruntowana racjonalnymi powodami percepcja społeczna, że w razie kłopotów całego systemu bankowego państwo nie tylko nie dopuści do jego upadku, ale będzie gotowe tworzyć banknoty ?z powietrza? na potrzeby jego zabezpieczenia. To sprawia, że nie ma powodów, by traktować pieniądz bankowy inaczej niż pieniądz papierowy (zwłaszcza że ma dodatkowe zalety, np. mniejsze szanse, że ktoś nam go ukradnie, łatwiej go transferować itd.). Skoro organ, który drukuje banknoty i bilony, skłania do tego, aby uważać pieniądz bankowy (na nich oparty) za równie bezpieczny, co bilon i banknot, to całkowicie racjonalne jest, że tak się dzieje.

Możliwość tworzenia pieniądza bankowego nie jest, niestety, tak niezbywalnym i podstawowym prawem człowieka, jak prawo do demokracji. Bycie bankiem, producentem pieniądza jest przywilejem nadawanym przez państwo. Prowadzenie działalności bankowej, a więc kreowanie pieniędzy w obiegu, jest działalnością koncesjonowaną i w sumie nie ma w tym nic w tym dziwnego. Wyobraźmy sobie przeciwną sytuację, w której każdy mógłby emitować pieniądze, tak jak czynią to tylko banki. Ów system skończyłby się niepohamowaną inflacją, gdyż swoboda kreowania przez każdego środków płatniczych musiałaby się skończyć ich gigantycznym wydawaniem.

Scenariusz odwrotny polegałby na zniesieniu państwowego parasola ochronnego. Na przykład poprzez likwidację banku centralnego, który dostarcza płynności bankom, kiedy potrzeba, i bankowego funduszu gwarancyjnego, który w teorii ubezpiecza wszystkie depozyty klientów (obecnie gwarantuje na papierze depozyty do 100 tysięcy euro). Takie usunięcie ochrony państwa skończyłoby się monetarną katastrofą dla banków. Większość z nich nie byłaby się w stanie utrzymać i zostałaby przygnieciona tsunami bankructwa. Kto bowiem w sytuacji braku gwarancji państwowych trzymałby pieniądze w bankach, które, jak wiadomo, faktycznie tych pieniędzy nie mają, a ledwie ich ułamek? Z pewnością ilość takich osób byłaby wyraźnie mniejsza niż dzisiaj.

1) W dodatku bank centralny wydaje pieniądze na kampanie reklamowe propagujące korzystanie z banków (nie tylko na otwarte reklamy, ale także na tak zwane idea placement, na przykład w serialach).

(...)

Czytany 3273 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.