wtorek, 15 styczeń 2013 01:11

Pomiędzy złotem a papierem

Napisał

Jesienią ubiegłego roku lekkie poruszenie w kręgach niezależnych ekonomistów niemieckich wywołał prof. Jesús Huerta de Soto swoją obroną euro*. Profesor ekonomii na uniwersytecie króla Jana Karola w Madrycie, autor monumentalnej pracy Pieniądz, kredyt bankowy i cykle gospodarcze (ukazała się także po niemiecku i po polsku) wysunął tezę, że wspólna waluta jest substytutem dawnego standardu złota. Starał się też dowieść, że system sztywnych kursów walutowych jest lepszy niż system płynnych kursów walutowych.

W polemice z tezami hiszpańskiego ekonomisty Gérard Bökenkamp stwierdził, że obrona euro z ?austriackiego? punktu widzenia jest zupełnie zdumiewająca, a już traktowanie euro jako odpowiednika standardu złota ? wręcz niepojęte. Być może obrona euro przez hiszpańskiego ekonomistę ma związek ? podejrzewa Bökenkamp ? z aktualną sytuacją w Hiszpanii, która potrzebuje pomocy finansowej. Huerta de Soto popełnia, zdaniem Bökenkampa, fundamentalny błąd, sugerując, że unia walutowa jest dobra, natomiast europejska polityka pieniężna ? zła. Oddziela on pozytywne skutki ponadnarodowej waluty, takie jak likwidacja narodowych pras drukarskich i wymuszanie niezbędnych reform w Hiszpanii, od jej skutków negatywnych ? powstania unii transferów i monetyzacji długów państwowych przez Europejski Bank Centralny. Tymczasem jednego od drugiego nie da się oddzielić, a w każdym razie Huerta de Soto nie pokazał, jak to miałoby się stać.

Jeden wielki manipulator zamiast wielu małych

Założenie, że pozytywne oddziaływanie unii walutowej jest jej nieuchronną, istotną konsekwencją, negatywne zaś ? tylko uboczną, jest fałszywe. Za czasów marki niemieckiej stopy procentowe dla Włoch, Hiszpanii i Grecji były wysokie, po wprowadzeniu euro śluzy się otwarły i stopy spadły. Huerta de Soto w swoich pochwałach aktualnych wysiłków oszczędnościowych Hiszpanii pomija fakt, że bez wywołanego niskimi stopami procentowymi boomu w Hiszpanii wysiłki te w takim zakresie w ogóle nie byłyby potrzebne. To niskie stopy w strefie euro spowodowały podjęcie błędnych inwestycji w hiszpańskim sektorze budowlanym ? dokładnie tak, jak to opisuje szkoła austriacka. Innymi słowy, euro ma pomagać w przezwyciężeniu negatywnych konsekwencji, które samo wywołało!

W systemie pieniądza kruszcowego rzeczywiście nie było ? co wynika z jego natury ? zmiennych kursów walut różnych państw, gdyż w Niemczech i we Francji można było płacić tą samą złotą monetą. Z tego Huerta de Soto wyciąga fałszywy wniosek, że stałe kursy są lepsze niż zmienne, a jeszcze lepiej jest, jeśli we Francji, Niemczech, Hiszpanii płaci się tym samym papierowym pieniądzem (euro). Dlatego, jego zdaniem, należy bronić wspólnej waluty. Według Bökenkampa analogia pomiędzy złotem a walutą papierową jest całkowicie błędna. Huerta de Soto nie chce dostrzec, że różnica pomiędzy pieniądzem kruszcowym a papierowym nie jest różnicą stopnia, ale różnicą jakościową; są to systemy o innej naturze, w których obowiązują inne reguły i prawidłowości. W sytuacji, kiedy nie możemy mieć międzynarodowego standardu złota, najlepszym rozwiązaniem jest nie międzynarodowy system stałych kursów wymiany papierowych walut czy wręcz międzynarodowa waluta papierowa typu euro, lecz system pieniężny z wieloma walutami papierowymi i swobodnymi relacjami wymiany pomiędzy nimi.

Huerta de Soto uważa zastąpienie wielu narodowych pras drukarskich przez jedną kontynentalną prasę drukarską za postęp, nie wyjaśnia jednak, w czym ta jedna prasa drukarska ma być lepsza od tych kilkunastu, które wcześniej na własną rękę drukowały pieniądze. Nie wyjaśnia także, dlaczego zabranie wielu mniejszym łobuzom ich noży i ofiarowanie jednego kałasznikowa jednemu większemu łobuzowi ma być korzystniejsze dla obywateli. Prawie zawsze ? co do zasady ? lepiej jest mieć do czynienia z wieloma małymi manipulatorami niż z jednym wielkim. Jeśli narodowy bank centralny tylko dla siebie drukuje pieniądze, to jego swoboda manewru jest ograniczona poprzez konkurencję innych banków centralnych. Obywatele i inwestorzy mogą wybierać pomiędzy różnymi narodowymi walutami. Wprawdzie w takim systemie istnieje, co oczywiste, deprecjacja pieniądza, ale skutki tego typu obniżania wartości waluty są łagodzone poprzez fakt, że mamy do czynienia z systemem wielu walut paralelnych. Pensje są wypłacane wprawdzie w walucie krajowej i w niej płaci się podatki, ale ten, kto chce zawierać większe transakcje lub oszczędza, budując kapitał, robi to nie w walucie o dwucyfrowej inflacji, ale w twardych walutach, tak jak niegdyś w dolarze czy marce niemieckiej. Im większe stają się obszary walutowe, im silniej obszary walutowe są ze sobą związane sztywnymi kursami wymiany, tym mniej możliwości ucieczki z danej waluty. Jeśli np. frank szwajcarski związany jest stałym kursem wymiany z euro, to lokata we franka nie stanowi już efektywnego zabezpieczenia przed możliwą inflacją w strefie euro. Konkurowanie obszarów walutowych o dużych inwestorów i drobnych ?ciułaczy? jest efektywniejsze niż dyscyplinowanie rządów, jakie obiecuje sobie Huerta de Soto po wspólnej walucie.

* Tekst dostępny w języku polskim na portalu www.mises.pl.

(...)

Czytany 3871 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.