piątek, 12 kwiecień 2013 01:07

Utopia na popołudnie

Napisane przez

Współczesny świat ?białego człowieka? tkwi po uszy w postmarksistowskich ideach. Ze świecą szukać uniwersytetu, w którym nie wykładałoby się elementów marksizmu w tej czy innej postaci. Marksizm wyrządza ogromne szkody ludziom przez ponad 150 lat. Ale wciąż nie umiemy się odeń oderwać. Czy to na tym polega nasza cywilizacyjna zapaść?

Jeśli tak jest, to spróbujmy zaproponować myśl, która mogłaby wyrugować tę chorą ideologię z życia publicznego.

Na początku przypomnijmy kilka poglądów Karola Marxa dla uporządkowania terminologii. Przede wszystkim zauważmy, że Marx postrzegał ludzi nie jako jednostki, ale jako elementy większych grup, które nazywał klasami. Klasy ? to wg Marxa ? duże grupy ludzi różniące się od siebie stosunkiem do środków produkcji. Dwie najważniejsze klasy, jakie dostrzegał w społeczeństwach, to kapitaliści (właściciele środków produkcji) oraz proletariusze (użytkownicy środków produkcji). Marx dostrzegł, że te dwie najważniejsze klasy pozostają wobec siebie w ciągłym antagonizmie. Antagonizm ten nazwał walką klas i stwierdził, że jest on niezbędny, by w ogóle dokonywał się jakiś postęp społeczny. Ponieważ postęp kojarzy się każdemu intuicyjnie z polepszeniem warunków życia, nikt specjalnie nie kwestionował konieczności jego występowania. Konieczna zatem była także walka klas. I gdy ona z jakichś powodów słabła (np. klasa proletariuszy nie chciała już strajkować i palić fabryk, bo niedobrzy kapitaliści budowali nieopodal fabryk osiedla domów dla pracowników i podnosili im płace w miarę zwiększania zysków przedsiębiorstw), to Karol Marx i jego zwolennicy wyszukiwali nowe sprzeczności i podjudzali grupy ludzi do kontynuowania historycznie koniecznej walki klas. Marx uważał, że podsycana nienawiść między ludźmi jest efektywnym spoiwem społecznym, poprzez walkę klasową prowadzi bowiem do postępu. Cała ta konstrukcja oczywiście runęłaby, gdyby to spoiwo przestało funkcjonować. Ale ponieważ człowiek składa się z elementów zarówno Dobra, jak i Zła, to ? abstrahujemy tutaj od moralnych aspektów ? zwarte społeczeństwo można także budować na atrybutach złych, np. właśnie na nienawiści.

I już tylko dla porządku przypomnijmy, że naukę Karola Marxa zastosował praktycznie do zbudowania sporego państwa Włodzimierz Eliaszewicz Ulianow, bardziej znany pod rewolucyjnym pseudonimem ? Lenin. Państwo to ? Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ? po krwawych wewnętrznych rewolucjach ? przez lata eksportowało myśl marksistowsko-leninowską, implementując ją w połowie państw europejskich i wielu innych na pozostałych kontynentach. Mimo że ten ?postęp? doprowadził do ruiny państw opartych na ideologii marksistowskiej, do dzisiaj próbuje się ją praktykować (nie tylko na uniwersytetach), chociaż w sferze ekonomicznej należy to już do rzadkości. Ale szczucie ludzi wzajemnie na siebie jako warunek konieczny wyimaginowanego postępu jest jak najbardziej na porządku dziennym. I wydaje się to być podstawą neomarksizmu (postmarksizmu). Innymi słowy ? neomarksiści uważają, że nienawiść czy zazdrość są motorami postępu i efektywnym społecznym spoiwem. Tego oczywiście się wprost nie wypowiada, ale widać, że celem neomarksistów jest podsycanie antagonizmów społecznych w imię ?postępu?.

To antagonizowanie społeczeństw oraz w ogóle myśl społeczna nazwana paradoksalnie socjalizmem zdecydowanie nie podobała się wielu filozofom, bowiem prowadziła do społecznych niepokojów, a w konsekwencji do różnych rewolucji, w których zawsze prawo przestawało działać. Zwróćmy uwagę, że hipokryzja tkwi już w samej nazwie ?socjalizm?. Państwo ?socjalistyczne? promowane przez marksistów miało brać w opiekę biedniejszą część społeczeństwa, przy czym samo ?branie w opiekę? było oczywiście istotniejsze, niż skupianie się na przyczynach zawsze gdzieś występującej przecież biedy. Stąd wbudowana w socjalizm roszczeniowa postawa ludności wobec państwa, która to postawa ? jak uczy historia ? musiała być niejednokrotnie przez samo państwo socjalistyczne krwawo tłumiona, gdy roszczenia klasy proletariuszy zwracały się już nie przeciw złowrogim kapitalistom, ale przeciw nowemu posiadaczowi środków produkcji ? państwu. Państwu socjalistycznemu, rewolucyjnie zbudowanemu na świeżych tezach Marxa i Lenina. Państwu, które było już wyłącznym posiadaczem ukradzionych środków produkcji (nacjonalizacja przedsiębiorstw) i centralnym dystrybutorem wszelkich dóbr.

W szczególności na tezy Karola Marksa ostro zareagował papież Leon XIII encykliką Rerum novarum. Papież dostrzegł niebezpieczeństwo siłowego pozbawiania własności prywatnej posiadaczy środków produkcji i przestrzegał klasę proletariuszy przed destabilizacją porządku państwowego. Leonowi XIII nie można odmówić racji w ochronie własności prywatnej i postulatom jej rozszerzania (np. nakłanianie robotników, by kupowali sobie choćby mały kawałek własnej ziemi). Jednakże, wypowiadając się na tematy społeczne, papież wszedł w stylistykę narzuconą przez Marxa. Swobodnie posługiwał się marksowskim pojęciem klasy, mówił także o wyzysku, separował grupę robotników, podkreślając jak Marx, że to, co ich wyróżnia, to fakt, że nie są właścicielami maszyn i fabryk. To oczywiście wszystko prawda, ale opis XIX-wiecznej rzeczywistości w Rerum novarum dokonany jest w dużej części w marksowskim paradygmacie. Siła ram stworzonych przez Karola Marxa dała o sobie znać nawet w papieskiej encyklice...

Kolejni papieże próbowali wywikłać się z narzuconego przez Marxa systemu pojęć i częściowo im się to udawało. Najwięcej prób poczynił Jan Paweł II (Centessimus annus, Laborem exercens), jednak i oni do opisu współczesnych sobie problemów używali języka pojęć zaprojektowanych przez Karola Marxa. A więc mamy proletariat, kapitalistów, wyzysk, niesprawiedliwe płace, robotnika najemnego przeciwstawianego przedsiębiorcy, antagonizm ekonomiczny i próby jego pacyfikowania za pomocą pouczeń moralnych i etycznych rozważań, często grzęznących w sztucznej rozbudowie funkcji państwa jako ?trzeciego pracodawcy?. Państwa zawsze niezbędnego i zawsze niewinnego w społecznych konfliktach. Szczególną rozbudowę roli państwa jako strażnika i arbitra sprzeczności między klasą wyzyskiwaną i klasą wyzyskiwaczy można znaleźć w Laborem exercens. Papież Jan Paweł II najpierw dostrzega ekonomiczną sprzeczność klasową (dokładnie tak jak Marx), po czym próbuje jej zaradzić, podkreślając rolę ?trzeciego pracodawcy? oraz wprowadzając nową kategorię społecznego spoiwa ? solidarność. Przy czym ta solidarność miałaby pacyfikować antagonizmy między ludźmi, a nie np. między państwem a robotnikami czy też między pracodawcami a państwem. (...)

Czytany 2125 razy
Więcej w tej kategorii: « Patologia staje się normą Pornoland »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.