piątek, 12 kwiecień 2013 01:18

Iluminaci i początek zmierzchu Zachodu

Napisane przez

Po czterech latach zwłoki, 7 sierpnia 1773 roku, papież Klemens XIV uległ w końcu naciskom Bourbonów oraz ich masońskich ministrów i rozwiązał znany na całym świecie zakon Towarzystwa Jezusowego. Jezuitów usunięto już wcześniej z Portugalii i Francji; zlikwidowanie ich zakonu przez Kościół, któremu pragnęli służyć, było posunięciem o nieprzewidzianych konsekwencjach dla Europy. Zaledwie jedno pokolenie później każda z dynastii, która przyłożyła rękę do jego rozwiązania, w tym również samo papiestwo, stanęły w obliczu rewolucji.

Władca Francji z rodu Bourbonów został zdetronizowany i ścięty przez motłoch, który rychło zwrócił przeciw samemu sobie w obłędnej orgii krwi, trwającej aż do początku XIX stulecia. Kres położył jej dopiero upadek Napoleona, będący następstwem klęski zadanej mu przez sprzymierzonych. Zaowocowało to przywróceniem monarchii oraz pokoju i stabilności w Europie na kolejne sto lat. Mimo owej klęski, zrodziła się wówczas nowa koncepcja – idea rewolucji, której upiorna obecność w dziedzinie polityki trwała przez dwieście lat, a w sferze kultury nawet dłużej.

Żadne z tych zjawisk, rzecz jasna, nie ujawniło się tuż po decyzji papieża; bezpośrednie następstwa rozwiązania zakonu jezuitów nie miały aż tak istotnego wymiaru. Wolnomularze mogli upatrywać w tym dowodu własnej politycznej przewagi, dla uczonych jednak była to okazja dla popchnięcia do przodu własnych karier.

Adam Weishaupt

Jednym z ludzi, którzy uznali, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i wykorzystali klęskę jezuitów dla osobistych korzyści, był Adam Weishaupt. Urodził się w Ingolstadt 6 lutego 1748 roku. Od siódmego do piętnastego roku życia uczył się w jezuickim gimnazjum, które zakon prowadził w jego rodzinnej miejscowości. W tym czasie jego postawa wobec jezuitów przybrała postać mieszaniny miłości oraz nienawiści i utrwaliła się w nim na resztę życia. Zaowocowało to stworzeniem opartej na jezuickiej duchowości koncepcji Seelenanalyse, co z kolei miało daleko idące konsekwencje.

W roku 1773 Weishaupt miał dwadzieścia pięć lat i był już profesorem prawa katedry uniwersytetu w Ingolstadt. Jedenaście lat później bawarski pisarz Johannes Pezzl, który zrobił karierę na analizowaniu charakterów innych ludzi, napisał jeden ze swoich szkiców, których kilka zachowało się po dziś dzień. Opisał w nim Weishaupta jako bladego, sprawiającego wrażenie twardego i niewzruszonego człowieka, który do tego stopnia był pochłonięty samym sobą, że jedynymi ludźmi, którzy kiedykolwiek się doń zbliżyli, było kilkoro kolegów-wykładowców. Wskutek rozwiązania Towarzystwa Jezusowego Weishaupt umocnił swoją pozycję na uczelni, objął bowiem katedrę prawa kanonicznego oraz filozofii praktycznej. Katedra ta, od ponad dziewięćdziesięciu lat zarezerwowana dla jezuitów, mogła mu teraz przypaść, choć nie był teologiem.

Błyskawiczny awans Weishaupta zapewne zdopingował go do snucia planów dalszej kariery, wykraczały one jednak poza zwyczajne i przyziemne akademickie rozgrywki. Weishaupt chciał się upewnić, że jezuici nie odzyskają wpływów na uniwersytecie w Ingolstadt, zaczął więc najpierw rozglądać się za możliwością wstąpienia do masonerii bądź innej tajnej organizacji, których pod koniec stulecia zwanego wiekiem tajnych stowarzyszeń powstawało wiele. Po kilku próbach, które podjął w tej sprawie w lożach Monachium i Norymbergi, zniechęcił się do wolnomularstwa wskutek jego dziwacznych rytuałów. Podobnie zareagował po zetknięciu się z różokrzyżowcami z sąsiedniego Burghausen, do których dotarł za pośrednictwem swoich studentów.

Ponieważ rozczarował się istniejącymi wtedy tajnymi stowarzyszeniami, postanowił utworzyć własne, aby jezuici nigdy już nie powrócili do Ingolstadt. Być może z uwagi na ducha owych czasów, a może dzięki własnemu geniuszowi Weishaupta, jego zdolnościom do kierowania ludźmi oraz umiejętności psychologicznej manipulacji, poczęta przezeń idea zaczęła żyć własnym życiem i szybko okazało się, że uczelniane ramy są dla niej zbyt ciasne. Nie dlatego, że uniwersytet nie miał związku z jego planami. Jako profesor Weishaupt miał styczność z młodymi, łatwo ulegającymi jego wpływom ludźmi, którym zaszczepiał antyklerykalne przekonania; wielu jego studentów odurzonych możliwościami, jakie oferowała im tamta epoka, chętnie dało się wciągnąć do utworzonego przezeń tajnego stowarzyszenia. 1 maja 1776 roku Weishaupt powołał do życia organizację, której nadał nazwę Klubu Doskonalenia, zmienioną na Zakon Pszczół, a następnie na Zakon iluminatów, pod którą znamy ją dzisiaj.

Znaczenie iluminatów nie zasadza się na ich politycznej skuteczności (istnieli tylko nieco ponad osiem lat); znacznie ważniejszy jest tutaj sposób ich wewnętrznej organizacji. Czerpiąc wzorce zarówno od jezuitów, jak i od masonów, Weishaupt opracował wyjątkowo wyrafinowany system kontroli opartej na manipulowaniu ludzkimi namiętnościami. Od jezuitów zapożyczył koncepcję badania sumienia, a od Kościoła katolickiego, do którego członkowie Towarzystwa Jezusowego należeli, spowiedź sakramentalną; w ten sposób stworzył system zwany Seelenspionage, który umożliwiał mu kontrolowanie adeptów w taki sposób, że nie byli oni tego świadomi.

Iluminaci pewnie nie staliby się niczym więcej niż kolejnym bawarskim bractwem, gdyby nie atmosfera epoki i przypadkowe, lecz szczęśliwe spotkanie Weishaupta z pochodzącym z północnych Niemiec arystokratą o wyjątkowym talencie organizacyjnym. W świecie niemieckojęzycznym masoneria pojawiła się w roku 1737, kiedy w hamburskim pubie „Enlischen Taverne” powstała pierwsza niemiecka loża „Absalom”. Jeszcze tego samego roku w Berlinie otwarto lożę „Aux trois aigles blancs”, a w 1740 roku „Aux trois globes”. W Wiedniu w roku 1742 powołano do życia lożę „Aux trois canons”.

Weishaupt, który od pewnego czasu był zafascynowany masonerią, w roku 1777 wstąpił w końcu do nowo otwartej w Monachium loży Ścisłej Obserwy „Zur Behutsamkeit”. W 1780 roku, uczestnicząc w spotkaniach frankfurckiej loży „Zur Rinigkeit”, Weishaupt poznał o cztery lata odeń starszego Adolfa Freiherra von Knigge, który od razu uległ jego urokowi. Von Knigge przystąpił do masońskiej loży Ścisłej Obserwy w Kasell w 1773 roku, ale podobnie jak wielu innych masonów nie był zadowolony z zastanego przez siebie status quo. Mierziły go skomplikowane rytuały oraz nieustanne wewnętrzne niesnaski i kłótnie, które powodowały dzielenie się wolnomularzy na coraz to nowe grupy i odłamy. W organizacji iluminatów, stworzonej przez Weishaupta, von Knigge upatrywał narzędzia, które pozwoli mu zlikwidować ów chaos, zaprowadzić porządek i zreformować coraz to bardziej skłóconą masonerię.

Konwent z Wilhelmsbad

Ponieważ następstwem wojny trzydziestoletniej był podział Niemiec zgodnie z regułą „czyja władza, tego religia”, von Knigge, który 5 lipca 1778 roku został członkiem iluminatów, spowodował, że w istocie katolicka i bawarska organizacja Weishaupta zyskała możliwość obecności w protestanckich księstwach północnych Niemiec. Dzięki temu oraz zapałowi i organizacyjnym talentom von Kniggego liczba członków zakonu zaczęła wzrastać. Krótko po jego przystąpieniu do iluminatów liczba adeptów w całych Niemczech wynosiła już pięćset osób. Same liczby jednak nie mówią wszystkiego. Von Kniggemu, być może dlatego, że był arystokratą, udało się sprawić, iż oprócz studentów Weishaupta do iluminatów zaczęli przystępować przedstawiciele arystokracji oraz wpływowi biurokraci i myśliciele z całego obszaru Niemiec. Von Knigge sprytnie wykorzystywał istniejące już loże masońskie jako źródło pozyskiwania nowych członków.

Kluczowym wydarzeniem okazał się Konwent z Wilhelmsbad, czyli kongres wolnomularski, który obradował niedaleko Hanau od 16 lipca do 1 września 1782 roku. Miał on, jak się okazało, daleko idące konsekwencje nie tylko dla lóż Ścisłej Obserwy, ale również dla wszystkich europejskich lóż. Henry de Virieu, wracając z Konwentu w Wilhelmsbad, tak oto odpowiedział na pytanie swego przyjaciela o tajne informacje, z którymi podobno miał się tam zapoznać: To wszystko jest znacznie poważniejsze niż myślisz. Spisek został przygotowany tak starannie, że jest praktycznie niemożliwe, żeby Kościołowi i monarchii udało się przed nim ochronić. Nie ma pewności, czy właśnie w Wilhelmsbadzie opracowano plany rewolucji francuskiej, niewątpliwie jednak był on wodą na młyn iluminatów, którzy z dobrym skutkiem zaczęli przyciągać do swojej organizacji sporą liczbę masonów. Dzięki wysiłkom i staraniom podejmowanym w Wilhelmsbadzie von Kniggemu udało się przekonać część prominentnych masonów, żeby przystąpili do iluminatów. Należał do nich również książę Ferdynand Brunszwicki i książę Karol Heski, człowiek mający również szerokie kontakty w Szlezwiku-Holsztynie. Po spotkaniu z von Kniggem w Wilhelmsbad do iluminatów wstąpił także wydawca Johann Joachim Christoph Bode, który zawiózł iluminatyzm do Weimaru i założył tam lożę, do której między innymi należeli Goethe, Karol August, książę Weimaru i niemal wszyscy z czołowych przedstawicieli oświecenia w Niemczech. Owe kilka tygodni, które von Knigge spędził w Hanau, były bardzo dla iluminatów owocne, a cel, jaki sobie postawili, czyli osłabienie lóż Ścisłej Obserwy oraz doprowadzenie do ich „ziluminatyzowania”, wydawał się teraz możliwy do urzeczywistnienia.

 

To jednak się nie udało z powodu walki prowadzonej wewnątrz organizacji. Jak na ironię, powodem tego konfliktu był system kontroli stosowany w zakonie. Sukces von Kniggego w rekrutowaniu nowych członków wywołał w Weishauptcie poczucie, że jego pozycja jest podkopywana przez podwładnego, co skłoniło go do zaostrzenia systemu kontroli. To z kolei było przyczyną pogłębienia się antagonizmów między nim a von Kniggem, który uważał, że jest źle traktowany. Ten drugi powiedział później, że nie przystąpił do iluminatów, żeby pełnić rolę kogoś podrzędnego, po którym oczekuje się, że będzie ślepo przyjmował rozkazy od jakiegoś generała jezuitów. Wedle jego oświadczenia, Spartakus (czyli Weishaupt), poniżał i tyranizował swoich podwładnych i chciał „narzucić ludzkości jeszcze cięższe jarzmo niż to, które nałożyli jej jezuici”. Ostatecznie rozłam stał się zbyt głęboki, żeby dało się go załagodzić i kiedy zakon iluminatów w roku 1783 osiągnął największą w swojej historii liczbę członków, zaczął się jego rozpad. (...)

 

Czytany 3314 razy
Więcej w tej kategorii: « Pornoland Chiny patrzą na Zachód »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.