piątek, 12 kwiecień 2013 01:31

Obawiam się wewnętrznych barbarzyńców

Napisane przez

Z profesorem Zbigniewem Stawrowskim rozmawia Petar Petrović

Europejczycy tracą swój optymizm, przestają być innowacyjni, dynamiczni i twórczy. Coraz częściej stawiane jest pytanie o przyszłość zachodniej cywilizacji. Odpowiedzi bardzo rzadko są optymistyczne. Nie chodzi jedynie o postępujący kryzys gospodarczy i widmo bankructwa, ale o stopniowy upadek cywilizacyjny. Jesteśmy świadkami następowania silnej i szybkiej erozji podstawowych wartości, na których zbudowano cywilizację łacińską: chodzi o greckie rozumienie nauki (racjonalności), rzymską ideę prawa i chrześcijańską koncepcję człowieka i moralności. Dziś kultura Zachodu odwraca się od swoich korzeni i szuka zastępników ? w efekcie pogłębia się duchowa pustka.

Świadomość, że zbliża się moment zmierzchu Zachodu, pojawiła się chyba po raz pierwszy szesnaście wieków temu w Cesarstwie Rzymskim. Kiedy w 410 roku Wizygoci pod wodzą Alaryka zajęli Rzym, dominowało poczucie, że zawaliła się cywilizacja. Wtedy to św. Augustyn siada i pisze Państwo Boże, w którym to dziele poza wielką rozprawą z Rzymem, z jego kulturą i religią pojawia się pytanie o sens historii. U Augustyna mamy więc nie tylko spojrzenie na to, co się dzieje tu i teraz, ale jednocześnie próbę zakreślenia szerszej perspektywy. To, co się wydarza tu i teraz, jest zakorzenione w tym, co było, i ma tam swoje przyczyny i źródła, ale również otwiera na coś nowego ? pytanie tylko, na co? To pytanie zadawano sobie w ważnych dla Europy momentach, zwłaszcza wtedy, kiedy czuło się nadciągającą katastrofę albo już się jej doświadczało.

Myśląc o dzisiejszych czasach warto zauważyć, że minął już krótki okres zachłyśnięcia się upadkiem systemu komunistycznego, kiedy Fukuyama mógł napisać Koniec historii (trywializując niemiłosiernie w swej książce tezę Hegla, który nigdy by się z taką interpretacją nie zgodził). Owo przekonanie, że to właśnie liberalna demokracja ? przynajmniej jako teoretyczny ideał ? nie ma współcześnie żadnej intelektualnej konkurencji, już w 1989 roku było dość naiwne. Widać to jeszcze bardziej wyraźnie dzisiaj, gdy panuje totalne pomieszanie pojęć, brakuje natomiast pogłębionej refleksji nad niemal wszystkimi kluczowymi ideami, które służyły nam i nadal służą do opisu porządku cywilizacyjnego, kulturowego, a także politycznego.

Kiedy mówimy o Zachodzie czy to czasów Augustyna, czy reformacji, która była przecież również potężnym wstrząsem dla Zachodu, czy o obecnym stanie rzeczy, dobrze jest oddzielić w nim różne nurty. Pojawiały się bowiem takie, które były i są ewidentnie destrukcyjne i samobójcze, niszczące go od wewnątrz. Dzisiejszy Zachód wcale nie musiałby się obawiać wzrastającej siły islamu, Chin czy jeszcze kogoś innego, gdyby nie niósł wewnątrz siebie niezwykle głębokiej choroby. Pamiętajmy, że to Zachód właśnie był przez ostatnie stulecia najbardziej interesującą propozycją cywilizacyjną dla całego świata. Teraz to się zmieniło, pojawiają się pytania o jego zmierzch, a my w takim razie musimy spytać: co w zamian? Co ewentualna konkurencja może nam zaproponować?

Wydaje się, że mało kto zdecydowałby się na zastąpienie naszej cywilizacji tą stworzoną przez Chiny czy wyznawców Allaha...

Zostawmy może konkurencję, niech nią zajmują się stosowni specjaliści ? mnie przede wszystkim interesują problemy wewnętrzne naszej własnej cywilizacji. Pamiętajmy o tym, że są w niej również nurty ożywiające czy podtrzymujące przy życiu to, co tworzyło fundamenty cywilizacji Zachodu i co nadal w nim pozostaje obecne, nawet wtedy, jeżeli jest spychane na margines.

Czy przedstawiciele nurtów ?samobójczych? mają sprecyzowaną wizję tego, jak chcieliby, żeby wyglądał ich wymarzony Zachód? Na jakich fundamentach miałby się opierać? Czy może jest to jedynie niszczycielski chaos?

Kiedyś ten nurt nazwałem ?pustoszącą pustką?. Ale gdyby to był tylko chaos, to byśmy tego nie mogli opisać ani zdefiniować ? zupełny chaos nie niesie w sobie żadnych prawidłowości.

XX wiek powiedział nam o naszej cywilizacji coś nowego ? to z jej wnętrza narodziły się systemy totalitarne. W środku zadowolonego Zachodu, po tym, w jakimś sensie wspaniałym XIX wieku, okresie rozwoju wolności i pokoju, wybucha wielka wojna, a zaraz potem pojawiają się systemy totalitarne ? one są nową jakością. Nie da się mówić o dzisiejszych czasach bez dokładnej diagnozy tego, czym one były. A tego do tej pory nie udało się zrobić. Problem totalitaryzmu, zwłaszcza w jego wersji czerwonej, na pewno nie został intelektualnie przetrawiony. Nazizm nie był aż tak wielkim wyzwaniem intelektualnym, gdyż był czymś lokalnym, odwoływał się do konkretnego narodu, rasy, w sensie politycznym udało się go zdławić siłą. Komunizm zaś miał aspiracje uniwersalne. Już w latach 30. XX wieku zauważono podobieństwo religii oraz ideologii totalitarnych, które przybierały jakby ich pokrętną postać. Można powiedzieć, że nazizm był karykaturą religii żydowskiej, od której przejął ideę narodu wybranego ? nic dziwnego, że to przeciwko Żydom jako swoim głównym konkurentom Niemcy przede wszystkim skierowali swoje działania. Natomiast komunizm, to bez wątpienia parodia chrześcijaństwa.

Poprzez uniwersalizm?

Tak. Proszę zwrócić uwagę choćby na zbieżność takich wyrazów jak komuna i komunia ? kryją się za nimi dwie całkowicie różne wizje powszechnej wspólnoty. Z jednej strony kolektyw, z drugiej najgłębsza wspólnota wolnych osób. Niezależnie od tego należy jednak zapytać: czy obecnie nie rysuje się przed nami możliwość jeszcze innej formy totalitaryzmu, jeszcze bardziej złośliwej i niebezpiecznej?

Gdyż mniej zauważalnej dla tych, którzy jej stopniowo ulegają, nie zdając sobie z tego sprawy?

Myślę, że bardziej podstępnej. Trudno nie zauważyć, że Zachód jest dziś stosunkowo mocno immunizowany na nazizm, doszło do tego, że gdy ktoś powie słowo ?naród?, to natychmiast zapala się w głowach czerwone światło. Ale z komunizmem jest inaczej, przecież on nie został potępiony, nie było dla niego żadnej Norymbergi, do tej pory wielu ludzi utożsamia się z jego ideologią: ?Marksizm był bardzo dobry, ale został wypaczony? ? wciąż to słyszymy. Cała lewicowość Zachodu, te koszulki z Che, pokazują, że to jest nadal istotna pokusa.

My, Polacy mamy nad innymi krajami tę przewagę, że doświadczyliśmy źródłowo obu totalitaryzmów, w naszej świadomości jest jednak poczucie, że komunizm był bardziej niebezpieczny. Owszem Niemcy, naziści, byli brutalni, okrutni i tu nie chodzi o to, żeby na wadze stawiać liczbę ofiar, ale jeżeli przyglądamy się strukturze i dynamice działania tych systemów, to można powiedzieć, że nazizm był niejako prostolinijny w swojej brutalności, nie ukrywał przemocy, jasno wskazywał wrogów. Tam przemoc była na pierwszym miejscu, natomiast w komunizmie było to kłamstwo i dlatego wnikał on w umysły dużo głębiej. To kłamstwo stanowiło fundament sowieckiego systemu, ale było ono też celowo eksportowane, uwodziło naiwnych idealistów, którzy okazywali się ostatecznie jedynie pożytecznymi idiotami. (...)

Czytany 3748 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.