piątek, 12 kwiecień 2013 01:34

Śmierć chrześcijańskiego Zachodu

Napisane przez

Każde państwo, każda kultura musi opierać się na zbiorze zasad moralnych. Fundamentem ich musi zaś być doktryna, którą nazywamy religią. Na przestrzeni dziejów śmierć religii zawsze oznaczała śmierć kultury i cywilizacji, która ją stworzyła. Kiedy chrześcijaństwo zatriumfowało w Imperium Rzymskim i pogańskich bogów zaczęto strącać z piedestałów, upadło również cesarstwo, a narodziły się i zaczęły rozkwitać państwa chrześcijańskie.

Upadku i końca chrześcijaństwa od dawna pragnęli i wypatrywali ludzie sławni, cieszący się zarówno dobrą, jak i złą pamięcią potomnych. Karol Marks nazywał religię opium dla ludu. Winston Churchill po lekturze jawnie antychrześcijańskiego tekstu Winwooda Reade’a Martyrdom of Man, służąc w Bangalore jako dwudziestojednoletni młodszy oficer, napisał do matki: „Pewnego dnia, chłodne i jaskrawe światło nauki oraz rozumu, przeniknie przez katedralne okna, a my wyjdziemy na zewnątrz, by samodzielnie poszukiwać Boga. Zrozumiemy wielkie prawa Natury – nasze przeznaczenie i nasza przeszłość staną przed nami otworem. Wówczas będziemy mogli wyzbyć się religijnych zabawek, które dotąd sprzyjają rozwojowi ludzkości”.

Mniejszy szacunek dla „religijnych zabawek” żywił Fryderyk Nietzsche: Uważam chrześcijaństwo za najbardziej zgubne i zwodnicze ze wszystkich kłamstw. Zdanie to podzielał jego wielbiciel, Adolf Hitler: Najdotkliwszym ciosem, jaki kiedykolwiek zadano ludzkości, było pojawienie się chrześcijaństwa. Eugene G. Windchy w książce The End of Darwinism pisze, że Hitler uważał, iż dla świata byłoby lepiej, gdyby w stoczonej w ósmym wieku bitwie pod Tours, która położyła kres arabskiej inwazji na Francję, zwyciężyli muzułmanie. Gdyby chrześcijanie ponieśli wtedy klęskę, argumentował [Hitler], ludy germańskie przyjęłyby bardziej wojowniczą postawę i z racji ich przyrodzonej wyższości, stałyby się przywódcami islamskiego imperium.

Albert Speer, architekt Hitlera wspomina w swoich pamiętnikach, że Hitler często powtarzał mu: Widzisz, naszym nieszczęściem jest niewłaściwa religia. Czemu nie przyjęliśmy takiej jak Japończycy, którzy poświęcenie dla ojczyzny poczytują za dobro najwyższe? Religia mahometańska również byłaby dla nas o wiele odpowiedniejsza niż chrześcijaństwo. Dlaczego musieliśmy przyjąć akurat chrześcijaństwo wraz z jego słabością i ślamazarnością?

A jednak nawet ci, którzy nienawidzą chrześcijaństwa, przyznają często, że ludzkość nie może obyć się bez religii. Hitler, który pogardzał chrześcijaństwem w kształcie, jaki nadało mu Kazanie na Górze, przyznał w Mein Kampf, że religia jest społeczeństwu niezbędna: Jest wiele oznak walki, z dnia na dzień coraz gwałtowniejszej, przeciwko dogmatycznym zasadom różnych kościołów, bez których w praktyce wiara religijna byłaby na tym świecie nieprawdopodobna. Szerokie masy narodów nie składają się z filozofów; wiara jest dla nich przeważnie jedyną podstawą moralnych poglądów na życie. Różne próby znalezienia środków zastępczych nie okazały się właściwe ani pomyślne, nie powiodło się także wprowadzenie ich na miejsce dawnych wyznań religijnych.

Stalin, który dążył do wyrugowania chrześcijaństwa, zdawał sobie sprawę z wpływu, jaki miało ono na naród rosyjski. W czasie „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” nakazał otworzyć katedry i kościoły, wypuścił z więzień biskupów i duchowieństwo oraz wezwał rodaków do walki za „Matkę Rosję”, nie zaś za partię komunistyczną, czy Politbiuro. Rozumiał, że rosyjskie masy to nie wyznawcy marksizmu, lecz chrześcijanie, którym bliski jest Bóg i Ojczyzna.

W roku 1938, kiedy Belloc uznał, że w Europie wiara ustępuje miejsca sceptycyzmowi, agnostycyzmowi i ateizmowi, stwierdził, iż Zachód wstąpił na drogę, która niechybnie doprowadzi go do cywilizacyjnego upadku: Postawa sceptyczna wobec tego, co transcendentalne, w masach ludzkich przetrwać nie może. Dla wielu to właśnie było powodem ich rozpaczy. Ubolewali nad godną pogardy słabością człowieka, która zmusza go do przyjęcia określonej filozofii albo religii, aby w ogóle był w stanie funkcjonować. My jednak widzimy w tym pozytywne i uniwersalne doświadczenie.

Śmierć Ameryki

Skoro Bóg umarł, wszystko jest dozwolone? – pyta Iwan Karamazow, bohater powieści Dostojewskiego. Obecnie wydaje się, że chyba tak. A jakie są społeczne konsekwencje zjawiska, które Meacham, były redaktor „Newsweeka”, nazywa końcem chrześcijańskiej Ameryki? Począwszy od roku 1960:

Wskaźnik urodzeń dzieci nieślubnych wzrósł z pięciu do czterdziestu jeden procent.

Wśród Afroamerykanów wskaźnik urodzeń dzieci nieślubnych wzrósł od roku 1960 z dwudziestu trzech procent do siedemdziesięciu jeden procent.

Liczba gospodarstw domowych małżeństw mających dzieci poniżej osiemnastego roku życia gwałtownie spadła i w roku 2006 wynosiła zaledwie 21,6 procenta.

Od wydania orzeczenia w sprawie Roe vs. Wade w USA przeprowadzono pięćdziesiąt milionów zabiegów aborcyjnych.

W latach 1960-1990 trzykrotnie wzrosła liczba samobójstw wśród nastolatków. Mimo że później wskaźnik ten uległ zmniejszeniu, w roku 2006 samobójstwo było tuż po zabójstwach trzecią pod względem częstotliwości przyczyną śmierci dorosłych i młodocianych od piętnastego do dwudziestego czwartego roku życia.

Oszukiwanie w sporcie, nauce, małżeństwie oraz prowadzeniu interesów nabrało charakteru pandemii.

W latach 1960-1992 liczba przestępstw z użyciem przemocy, czyli morderstw, gwałtów i napaści, wzrosła o 550 procent. Obecnie odnotowywany spadek tych przestępstw wiąże się z wychodzeniem pokolenia baby boomers z wieku, w którym sprawcy najczęściej ich dokonują (od 16-32 roku życia), spadkiem przyrostu naturalnego i siedmiokrotnym wzrostem liczby osadzonych w więzieniach, która obecnie wynosi 2,3 miliona osób; pięć milionów przestępców pozostaje pod nadzorem sądowym lub na zwolnieniu warunkowym.

Tradycyjna Ameryka umiera – stwierdza Jeffrey Kuhner z Edmund Burke Institute i winą za to obciąża indywidualistyczny hedonizm, filozofię „Playboya” oraz moralność MTV, które dominują w Hollywood i w całym społeczeństwie.

Degeneracja kulturowa i dezintegracja społeczna nawzajem sobie towarzyszą. Osiemdziesiąt lat temu przewidział to Thomas Stearns Eliot: Świat eksperymentuje, próbując tworzyć cywilizowaną, lecz niechrześcijańską umysłowość. Eksperyment ów skazany jest na porażkę; oczekując na jego załamanie się, musimy jednak wykazać się dużą cierpliwością.

Pisarz Tom Wolfe w przemówieniu, które wygłosił na West Point w 1987 r., wymienił cztery etapy istnienia amerykańskiej wolności. Pierwszy z nich to wyzwolenie się spod obcej tyranii, które przyniosła Rewolucja. Drugi – to uwolnienie się od arystokratycznego brytyjskiego systemu przywilejów i przynależności klasowej. Trzeci wreszcie – to urzeczywistnianie marzeń oraz podnoszenie poziomu życia, co realizowaliśmy po drugiej wojnie światowej. Etap czwarty rozpoczął się pod koniec dwudziestego wieku. To wolność od religii, która zdaniem Wolfe’a oznacza wolność od moralności oraz etycznych ograniczeń religii, a także zachowań, obyczajów i reguł prowadzenia się, które religia zaleca. Czwarty etap wolności przyniósł społeczną dezintegrację.

Aleksander Sołżenicyn uważa, że wolność od religii oraz moralnych ograniczeń, które ona narzuca, jest destrukcyjna oraz nieodpowiedzialna i stanowi wypaczenie idei, w które wierzyli, i o które walczyli Ojcowie Założyciele: Wszystkie poszczególne prawa człowieka – pisze Sołżenicyn – są nam dane, ponieważ człowiek jest tworem Boga. Oznacza to, że wolność została dana jednostce warunkowo, przy założeniu jej stałej religijnej odpowiedzialności…

Dwieście, a nawet pięćdziesiąt lat temu w Ameryce wydawałoby się rzeczą raczej niemożliwą, że jednostce może przysługiwać nieograniczona wolność służąca jedynie dla zaspokajania jej popędów albo zachcianek.

Czy naród może zachować wolność w oderwaniu od religii? Przypatrzmy się temu zagadnieniu. Tom Piatak, redaktor pisma „Chronicles”, pisze o podobnej dezintegracji społecznej w niegdyś konserwatywnej Wielkiej Brytanii, gdzie w niedziele uczęszcza do kościoła zaledwie siedem procent ludności. Jonathan Swift, osiemnastowieczny pisarz i duchowny anglikański przewidział, że upadkowi wiary chrześcijańskiej towarzyszyć będzie społeczna dezintegracja. Przytacza przykład wieśniaka, który wysłuchawszy argumentów wysuwanych przeciwko Trójcy Świętej, jak najbardziej logicznie skonkludował: „gdyby było jako powiadasz, mogę bezpiecznie się kurwić, chlać i lekce sobie ważyć proboszcza”.

 

Moralny upadek postchrześcijańskiej Brytanii jest oczywistością, czemu świadectwo dają zarówno statystyki jak i fakty – pisze Piatak. Odsetek dzieci nieślubnych w populacji białych Brytyjczyków wynosi czterdzieści sześć procent i jest dwukrotnie wyższy niż w populacji białych Amerykanów, a wskaźnik przestępczości jest w Wielkiej Brytanii wyższy o czterdzieści procent. Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci uznał, że spośród krajów zachodniego świata dzieciom żyje się najgorzej w Wielkiej Brytanii. Brytyjskie dzieci wcześniej niż ich rówieśnicy w innych krajach Europy sięgają po kokainę i najwięcej jej zażywają; prawdopodobieństwo odurzania się poprzez wdychanie rozpuszczalników jest w ich przypadku dziesięciokrotnie większe niż dzieci greckich, a palenia marihuany sześć do siedmiu razy większe niż dzieci szwedzkich. Niemal jedna trzecia brytyjskich dzieci w wieku jedenastu, trzynastu i piętnastu lat przyznaje się do co najmniej dwukrotnego upicia się alkoholem. (...)

 

Czytany 3575 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.