piątek, 12 kwiecień 2013 01:39

Zachód przestał być twórczy

Napisane przez

Z profesorem Ryszardem Legutką rozmawia Petar Petrović

Zachodni świat odchodzi od swoich korzeni, tradycji, zrywa ze swoją przeszłością – wielu myślicieli, filozofów ostrzega nas przed tymi niebezpiecznymi, a można nawet powiedzieć, zabójczymi tendencjami. Wciąż złowrogo brzmi myśl: „Los ginącego Rzymu powtarza się wielokrotnie” – którą sformułował w Zmierzchu Zachodu niemiecki filozof Oswald Spengler. Z jego wizją zgadzało się wielu myślicieli, m.in Patrick J. Buchanan, który porównuje w swojej książce Śmierć Zachodu obecne zagrożenia do tego, co się działo podczas epidemii dżumy w XIV wieku. Od momentu wydania dzieła Spenglera za kilka lat upłynie prawie wiek. Czy to oznacza, że proces „zmierzchu”, „upadku” czy też „śmierci” Zachodu jest rozciągnięty w czasie, czy może jest to jednak zbyt katastroficzna wizja?

To jest oczywiście długi proces, a nie gwałtowna zmiana, trwająca przez krótki czas katastrofa. Trwa to od pewnego momentu, na początku XX wieku pojawiały się głosy, że zachodni świat się wyczerpał, że dochodzi do zmierzchu, upadku, różnie to nazywano. Potężny nurt literacki i filozoficzny w ten sposób to opisywał. Dziś widzimy, że mieli rację ci, którzy po I wojnie światowej mówili, że Zachód przestał być twórczy i że stracił orientację moralną. Znaleźli potwierdzenie swoich przemyśleń w tym, co działo się później, gdyż nadeszła apokalipsa.

Czyli nie wyciągnięto wniosków z koszmaru roku 1914 ani później, gdy zakończyła się II wojna światowa?

Myśmy w istocie nie wyszli z tego, co się stało po II wojnie światowej. Mieliśmy oczywiście do czynienia z częściowym odtworzeniem sił witalnych Zachodu, odbudową Europy, ale rozwój Starego Kontynentu nie nabrał już impetu. Na dodatek komunizm, który zebrał po II wojnie światowej siły, nie był uważany za wroga Zachodu, ale poniekąd za jego przyszłość. Oczywiście, może trochę zdeformowaną, nie taką, jaka być powinna, ale jednak przyszłość. Widzimy, że dziś Zachód nie ma już niczego innego do zaproponowania, jak tylko ciągłe powtarzanie tego samego. Sztuka nie jest już twórcza, filozofia też już jest jedynie zjadaniem własnego ogona. Nie ma ducha optymizmu, wiary w siebie, króluje sceptycyzm, poczucie groteski, żartu, beznadziei i zwątpienia.

Myślę, że wielu pana profesora kolegów z Parlamentu Europejskiego nie zgodziłoby się z pana słowami. Ba, poczuliby się urażeni. W końcu wciąż słyszymy, że pomimo kryzysu gospodarczego Unia Europejska świetnie się rozwija, jest wzorem dla reszty świata, jest innowacyjna, pomysłowa itd.

Tak mówią biurokraci czy politycy, którzy muszą tak mówić. To jest zaklinanie rzeczywistości. Oni, co prawda, nawołują do tego, żeby Europa stała się znowu twórcza, by ponownie była przodownikiem w nauce, technice, sztuce i wynalazczości, ale tak się nie dzieje. Wobec tego przekonują, że należy się jeszcze bardziej jednoczyć, demokratyzować, to ich zdaniem ma przynieść sukces. Ale mylą się. Widać, że w tych dziedzinach Europa jest wyraźnie w tyle. Oni jednak chcą stosować te same lekarstwa, które do tej pory nie przyniosły zadowalających rezultatów. Ciekawe, że po II wojnie światowej nie było wcale poczucia nowego otwarcia, nową wizję przed Europą postawili jedynie komuniści. Panowała atmosfera przygnębienia. Zdawano sobie sprawę, że to, co nastąpiło, wynika z samych trzewi ducha europejskiego, że to nie jest coś, co zrobili barbarzyńcy, którzy przyszli z zewnątrz.

Ale czy nie można uznać zjednoczenia Europy za wynikającego z ducha optymizmu, wiary w możliwość przezwyciężenia animozji?

Pomysł na integrację europejską w rzeczywistości też nie wyrastał z ducha optymizmu, ale raczej z roztropności. Miał bowiem zapobiec przyszłej wojnie światowej. Później, jak to zwykle bywa, pojawił się taki okres niefrasobliwej radości i buntu. Zawsze jest tak, że upadek jest poprzedzony przez „bezepokę”, okres groteskowej zabawy. Tak było przed obydwiema wojnami światowymi. Był też dziwny okres zabawy w rewolucję w latach 60. Teraz i tego nie mamy.

A co mamy?

Mamy potężne instytucje biurokratyczne i pogłębiający się kryzys instytucjonalny i prawny w Europie. Już nie mówię o tym europejskim duchu, który jest niezdolny do stworzenia dobrych szkół, uczelni, postępu technologicznego czy rozwoju kultury. To powstaje poza Europą.

Zauważalna jest silna, głęboka i szybko postępująca erozja podstawowych wartości, na których zbudowano cywilizację łacińską: chodzi o greckie rozumienie nauki (racjonalności), rzymską ideę prawa i chrześcijańską koncepcję człowieka i moralności. Czy nie jest tak, że dzisiejsza kultura zwróciła się całkowicie przeciwko tym wartościom?

Właściwie już nowożytność była dość krytycznie nastawiona zarówno do chrześcijaństwa, jak i do antyku. W samym społeczeństwie te trzy wskazane przez pana źródła istniały. Podważali je ci, którzy tworzyli filozoficzne podwaliny nowoczesności. Szkoły czy uniwersytety funkcjonowały według klasycznych wzorów, uczono tam łaciny, greki, Pisma Świętego, pomimo że „prorocy nowoczesności” radzili, żeby to zarzucić, gdyż jest to nieaktualne, anachroniczne, niepotrzebne. To samo dotyczyło chrześcijaństwa, które według ich postulatów powinno być uproszczone, odarte z elementu objawionego i scholastycznego.

 

Ten proces trwał długo, aż w końcu stał się faktem – oni zwyciężyli w życiu społecznym, w głowach ludzkich, w instytucjach, w środkach przekazu. Ciekawe, że to się odbywało jednocześnie w komunizmie i na zachodzie Europy. Komuniści mieli „bogate środki” i szybko dążyli do zrealizowania swoich planów, na Zachodzie trwało to dłużej. Dlatego wielu było zaskoczonych w naszej części Europy, gdyż myśleli, że po upadku komunizmu nastąpi odrodzenie klasycznego wykształcenia – szlachetniejszego, otwierającego człowieka na europejskie dziedzictwo. Wierzono, że chrześcijaństwo otrzyma nowy impuls. Stało się odwrotnie. Ci, którzy przyszli, szybko zrobili porządek z tymi niedobitkami, które jeszcze zostały po poprzednim systemie. I komunizm, i liberalna demokracja w występującej obecnie wersji, mają prawomocne źródła w nowoczesności. Dochodzenie do tego było bardzo skomplikowane, ale w tej chwili liberalna demokracja – oczyszczona, sterylna – zapanowała niepodzielnie i jest monopolistą. Wcześniej nim nie była, gdyż były żywe inne tradycje, które ograniczały jej wpływy. A teraz... mamy to, co mamy... (...)

 

Czytany 3964 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.