poniedziałek, 21 październik 2013 23:04

W stronę państwowej hipokryzji. O źródłach politycznej poprawności

Napisane przez

Północna granica Unii Europejskiej strzeżona jest jedynie przez dwie zakurzone kamery. Być może transmitują gdzieś obraz przejeżdżających z rzadka samochodów, ale nie zdziwiłbym się, gdyby były to zwykłe atrapy. Wąska droga pokryta szarym asfaltem na chwilę urozmaicana zostaje kilkoma znakami drogowymi, napisem ?Norge?, herbem prowincji, ale właściwie nie ma powodu zwalniać, bo żadnych istotnych zmian nie ma.

Łagodne wzgórza pokryte coraz bardziej tundrowatą roślinnością, wrzosy, mchy, porosty, małe brzózki, karłowate iglaki, płachty czerwonych borówek w powtykanymi ogromnymi kapeluszami kozaków, których nikt tu nie zbiera. W dolinach jeziora, a na szosę co chwilę wychodzą leniwie renifery. Granica między Finlandią a Norwegią wygląda na wymarłą. Jedynie powiewające na stojących obok siebie masztach czyściutkie flagi obu państw wskazują, że ktoś od czasu do czasu musi je zmieniać i prać.

W tym roku postanowiłem w czasie wakacji sprawdzić, czy da się wykąpać w Morzu Barentsa. Wydawało mi się, że norweski przylądek Nordkapp będzie właściwym miejscem tego eksperymentu: odludny, spokojny, pozbawiony nachalnych komunikatów cywilizacyjnych. Zbliżanie się do tego północnego czubka Europy rzeczywiście wskazywało na to, że uciekam od zgiełku miast, że za chwilę słychać będzie jedynie szum fal i ewentualnie porykiwanie reniferów.

W wysuniętej najbardziej na północ dwuipółtysięcznej miejscowości Honningsvag zrozumiałem jednak, że przed ?prawdziwymi Europejczykami? nie da się uciec na północ. Do portu w Honningsvag zawija co pewien czas siedmiopiętrowy prom, wysadzając na brzeg po kilka tysięcy turystów. Są to najczęściej dobrze zorganizowani Niemcy, którzy zwartymi grupami dojeżdżają trzydzieści kilka kilometrów do przylądka Nordkapp i po zrobieniu fotografii karnie wracają na prom.

Sam przylądek Nordkapp to skała z jednym budynkiem, który, tak na oko, tylko w jednej trzeciej wystaje ponad grunt, reszta jest w wykutej opoce. W budynku mieści się kino, muzeum, restauracja, obserwatorium meteorologiczne, poczta dla turystów i sklepik z trollami oraz wyrobami z rogów reniferów. Wjazd samochodem z dwiema osobami na parking i zwiedzanie tego przereklamowanego obiektu kosztuje 490 NOK, tj. ok. 240 zł. I nie byłoby nad czym się rozwodzić, gdyby nie dziwne, pionowo stojące olbrzymie kręgi nieopodal budynku.

Zaniepokojony podszedłem, by zbadać nienaturalną konstrukcję. Siedem kręgów przypominało stojące pionowo ogromne monety. Przed nimi ? statua rozczochranej kobiety z dzieckiem. Nos mnie nie mylił ? było to jakieś absurdalnie monumentalne dzieło emanujące chorą ideą politycznej lub społecznej poprawności.

(...)

Czytany 2260 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.