poniedziałek, 21 październik 2013 23:30

Scenariusze na nadchodzący sezon (część 2)

Napisane przez

Pisanie scenariuszy w gatunku ?political science fiction?, podobnie jak przepowiadanie pogody czy wróżenie z fusów obarczone jest nie tyle ryzykiem, ile wprost gwarancją błędu ? po prostu żadne prognozy długoterminowe nigdy nie sprawdzają się w stu procentach. Zawsze więc znajdzie się okazja do drwiny z niewczesnego proroka, który stara się wybiegać refleksją socjopolityczną dalej niż, powiedzmy, do przyszłego wtorku ? ponieważ niechybnie już we środę łatwo da się go złapać za niejedno słowo, które nie stało się ciałem.

O ile jednak etatowej wróżce czy ?pogodynce? w naturalny sposób zależeć musi na możliwie najwierniejszym spełnieniu się przepowiedni, o tyle autorom snującym m.in. na tych łamach mroczne wizje przyszłości w gruncie rzeczy zależy, jak przypuszczam, na czymś wręcz przeciwnym. Nie po to pisze się wszak mrożące krew w żyłach scenariusze ?ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej?, by w przyszłości czerpać satysfakcję z tego, że się coś trafnie wykrakało ? ale raczej odwrotnie: licząc w duchu na to, że będzie kiedyś można odetchnąć z ulgą, że najgorsze przewidywania się jednak nie spełniły. W istocie więc katastroficzne dywagacje, jakie tu łaskawie drukuje Sz. Redakcja, nie wychodzą spod pióra (resp. klawiatury) ogarniętych manią autodepresyjną nałogowych czarnowidzów ? ale raczej niepoprawnych optymistów przekonanych, że pisaniną mogą jeszcze coś zmienić (notabene, to również dyspozycja psychiczna z pogranicza innej jednostki chorobowej: obłędu posłanniczego). Autorzy ?Opcji? zdają się wierzyć, że również w geopolityce i cybernetyce społecznej ma zastosowanie ?zasada nieokreśloności? Heisenberga ? co by oznaczało, że przykładając się solidnie do opisu rzeczywistości, tym samym zmieniamy ją choćby w minimalnym stopniu. Że zatem snując te rozważania, w jakiś sposób wpływamy na dynamikę układu geo-strategicznego ? niczym ów przykładowy motyl w Amazonii, którego machnięcie skrzydełkiem ostatecznie skutkować może trzęsieniem ziemi z epicentrum w Rowie Jawajskim. Tak się tu, jak przypuszczam, łudzimy ? w każdym razie dotyczy to niżej podpisanego: wiara w ?efekt motyla? w sprawie polskiej.

Faza terminalna

Z tym większą więc przykrością skonstatować trzeba, że czas, jaki upłynął od publikacji poprzedniego numeru (?Opcja? 3/2013), przynosi kolejne fakty pasujące jak ulał do skrajnie pesymistycznej tezy, że sprawa polska wchodzi w fazę terminalną. Scenariusz rozbiorowy (copyright: St. Michalkiewicz) jest realizowany w najlepsze ? przy czym intryga nie jest nawet specjalnie wymyślna. Państwo jest bowiem deprecjonowane i demontowane w biały dzień ? i to bezczelnie, ?na rympał?. Oto np. latem tego roku zlikwidowano de facto Sztab Generalny Wojska Polskiego (owszem, zostawiając przy nim kompetencje planistyczne i doradcze, ale odbierając dowódcze) i ostatecznie zerwano tzw. kotwicę budżetową (uchylając tzw. próg ostrożnościowy, który zresztą i tak służył za listek figowy maskujący autobankructwo z premedytacją). I stało się to wszystko bez stawiania jakichś szczególnie szczelnych zasłon dymnych, bez specjalnego wysiłku propagandowego (bo trudniejsze pytania nawet b. niepokornym stołecznym dziennikarzom jakoś się nie nasunęły). Z ostatnich tygodni odnotujmy jeden akt autodestrukcji szczególnie znamienny, bo godzący bezpośrednio w ?układ odpornościowy? organizmu państwowego: oto Prezydent Bronisław Komorowski podpisał (niewątpliwie w najlepiej pojętym interesie własnym i wspólników) prawo znoszące możliwość wykonywania kary śmierci nawet w stanie wojny. A zatem zdrada stanu i dezercja w obliczu wroga nie są już dziś w Polsce zagrożone karą adekwatną. Nie będzie więc można rozstrzelać ? a byłoby to jedyne właściwe, państwowotwórcze rozwiązanie ? ani generała Janusza Noska, który Służbę Kontrwywiadu Wojskowego tuż po zamachu smoleńskim otworzył był pono na oścież i na przestrzał przed kolegami z post sowieckiej FSB (Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, dawnej KGB ZSRS), ani Lecha Wałęsy, który wezwał do ?zjednoczenia? z Niemcami, a więc do zniesienia państwa, którego całości i suwerenności przysięgał wszak bronić. A zatem ?skoku? na nasze państwo dokonują nie osobiście jacyś zamorscy piraci czy zbójcerze zza wschodniej lub zachodniej rubieży ? wyręcza ich bowiem w pełni zwasalizowana tubylcza administracja, do cna zinfiltrowane służby oraz volks-europejczycy i euro-kołchoźnicy z ochotniczego zaciągu. Dziś Hans Frank nie musiałby się już fatygować do Krakowa, a Iwan Sierow do Lwowa ? obecnie kolaboranci załatwiają te sprawy we własnym zakresie.

(...)

Czytany 3503 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.