poniedziałek, 11 sierpień 2014 11:48

Wielka wojna podjazdowa

Napisał

Gdy w 30 r. n.e. Jezus odezwał się do Faryzeuszy w Jerozolimie słowami: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM, wskazując tym samym na siebie jako na Mesjasza i Boga, spotkało się to z gwałtownym oporem słuchających go żydowskich namiestników.

Naród, z którego wywodził się Jezus Chrystus, traktowany był przez Boga ze sporą estymą. Przez blisko tysiąc pięćset lat, jeśli przyjąć tradycyjnie przyjętą datę powołania Mojżesza, surowymi nakazami przygotowywany był, jak to możemy odczytać z ksiąg Starego i Nowego Testamentu, do szczególnej misji Bożego wcielenia. Popadł jednak, z powodu swych licznych uchybień, w pewien rodzaj pychy i zatwardziałości. Stopniowo coraz mocniej zaczęło mu się wydawać, że powodem wybrania, którego dostąpił są jakieś jego szczególne cechy. To z kolei spowodowało zaprojektowanie na swój użytek zupełnie nowatorskiej wizji religijnej. W jej epicentrum Izraelici postawili samych siebie. Od tej pory pożądali oni, owszem, obiecanego mesjasza, ale o cechach niespodziewanie odległych od wizji zaproponowanej przez Stwórcę. Mesjasza, który pasowałby bardziej do tych nacjonalistycznych mrzonek, a nade wszystko mesjasza, który by swoją obecnością zalegalizował ich przywództwo i kierunki duchowe. Mesjasz miał być dostojny, niepodzielnie panujący, lecz nie na tyle, by nie paść na kolana przed samą wspólnotą żydowską i przed jej dostojnikami. Ten narodzony z dziewicy nie dość, że pochodził z Nazaretu i bluźnił, nazywając Boga swoim ojcem, to jeszcze nikomu (zwłaszcza nikomu z nich) nie schlebiał.

Doszło tedy do pierwszego, jakże poważnego w skutkach ideowego konfliktu tych dwóch wizji. Żydom (poza małą trzódką pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej), nie przychodziło nawet do głowy, by konfrontować się z własnym zaślepieniem. Ukrzyżowanie Chrystusa, jako kulminacja ich wyboru i wrogości, miało załatwić, jak mniemali, kwestię Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

Przyczyny nienawiści

Gdy w 30 r. n.e. Jezus odezwał się do Faryzeuszy w Jerozolimie słowami: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM, wskazując tym samym na siebie jako na Mesjasza i Boga, spotkało się to z gwałtownym oporem słuchających go żydowskich namiestników. Zupełnie na to nie zważając, dolał jeszcze przysłowiowej oliwy do ognia, objawiając ich skryte intencje: Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Kropkę nad ?i? postawił, wydając o nich jednoznaczny, bardzo niemiły, ale w całej rozciągłości prawdziwy sąd: ojcem waszym jest diabeł.

Być może od tego właśnie czasu znienawidzili Go ostatecznie, czego przejawem był zarzut, czy też może tzw. odbicie piłeczki: masz demona i szalejesz! Było to pierwsze fałszywe świadectwo, jakie o nim wydali.

Tym, co wzmocniło jeszcze ich winę, a co za tym idzie nienawiść, było bratobójstwo. Ewangelista Jan mówi: Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Zabijając narodzonego tak jak oni z żydowskiej matki Zbawiciela, wypełnili starotestamentową opowieść o Ablu i Kainie. I tak jak w Księdze Rodzaju, nie zapanowali nad swoją, coraz bardziej wzmagającą się złością. Nie nawrócili się, by odnaleźć spokój, a na dodatek w swym zaślepieniu nie rozumieli, że przyczyniają się tylko do wypełnienia słów, a tym samym autoryzacji Tego, którego znienawidzili. Zabili go bowiem rzeczywiście i wyłącznie za to, że mówił im prawdę. Aby stłumić wyrzuty sumienia od początku zarzucali mu więc kłamstwo.

Dławione sumienie

Przywódców żydowskich bardzo pognębiły wieści o Jego zmartwychwstaniu, bardzo również dawał się we znaki rozwój wspólnot chrześcijańskich, ale największym motorem działań Sanhedrynu stało się tłumione z wielką energią sumienie. Wybrali na tę dolegliwość lekarstwo, które dzisiaj można by z powodzeniem skojarzyć z naukami ich potomka Zygmunta Freuda, będącymi zresztą naukową inkarnacją tej ścieżki w XX w. Nie uznali swojej winy, lecz podświadomie rozpoczęli poszukiwania sposobów leczenia objawowego. Od tego momentu trwają coraz liczniejsze i śmiałe próby usprawiedliwienia czynu popełnionego. Najprostszą podręczną bronią było opisanie całej sytuacji całkiem inną, nieprawdziwą narracją, czyli mówiąc prościej, fałszywe świadectwo. Przerzucenie winy na ofiarę, którego aktem założycielskim stało się owo ?masz demona?.

Kain i Abel na rozdrożu

Od samego początku nie chodziło, wyłącznie o walkę propagandową (która z czasem odgrywać będzie coraz większą rolę), ale o bezwzględnie brutalne i jak najbardziej siłowe wyeliminowanie swej ofiary i wymazanie wszelkiej o niej pamięci. Przez zapisaną mu sukcesję ofiarą tą stał się, Kościół, który był żywym świadectwem żydowskiego mordu.

Najpierw, jak to opowiada nam Nowy Testament, arcykapłani wydają polecenie żołnierzom, by ci rozpowiadali, że to uczniowie wykradli ciało Jezusa Chrystusa. Potem, gdy forma niezbyt jeszcze rozbudowanego oszustwa nie skutkuje i społeczność chrześcijańska notuje coraz większy rozkwit, następują liczne, mniej lub bardziej krwawe, prześladowania. Za ich zaczyn można uznać mord inicjacyjny w postaci ukamienowania diakona chrześcijańskiego św. Szczepana. Za nasilenie: moment objęcia władzy przez Heroda Agrypę w 41 roku, kiedy to wspólnota zmuszona była do ewakuacji z Jerozolimy, śmierć poniosło wielu chrześcijan i ścięty został apostoł Jakub Większy. Zwiastunem początku ich końca były okrutne prześladowania i ostateczne wykluczenie chrześcijan z synagogi przez fałszywego żydowskiego mesjasza ? przywódcę drugiego, trwającego trzy lata (132-135), buntu przeciw Rzymowi ? Bar Kochbę.

Istnieją jednak dokumenty, które świadczą o tym, że również później wiele prześladowań przeciwko Kościołowi wybuchło z inspiracji żydowskiej. Tertulian relacjonuje, że zawiść synagogi stała się powodem spalenia na stosie św. Polikarpa ze Smyrny, a w rozprawie Ad nationes stwierdza: od Żydów pochodzą oszczerstwa względem chrześcijan. Żydowski ślad wyziera zza prześladowań chrześcijan podjętych przez cesarza Dioklecjana, kiedy to antychrześcijańskim podżeganiem niechlubnie wsławił się rabin Abbahu. Dziwne edykty wydaje prześladowca Kościoła Julian Apostata. Pozwala on np. palić Żydom chrześcijańskie kościoły.

Paszkwile

Po dwóch niezwykle brutalnych i miejscami do złudzenia przypominających swoim terrorem Rewolucję Francuską krwawych insurekcjach, nie mniej krwawo stłumionych przez Rzymian, Żydzi popadają w niełaskę, tak u władz cesarstwa, jak i licznych zamieszkujących je narodów. Wypędzeni ostatecznie z Jerozolimy znajdują się w sytuacji nader kłopotliwej. Walka z konkurencyjną nową wiarą, szerzącą się z coraz większym rozmachem staje się niemal niemożliwa, a na pewno niemożliwe jest prowadzenie jej w sposób otwarty, siłowy. Chrześcijaństwo, z początku znoszące liczne uciążliwe prześladowania, stopniowo przesuwa się do pozycji religii uznanej, a potem oficjalnej ? państwowej, co stawia Żydów w coraz większej opozycji, uczy konspiracji. Nie zapierają się oni swych negatywnych uczuć do dawnej ofiary, wręcz przeciwnie tłumiona w nich nienawiść, nie znajdując stosownego ujścia, nabrzmiewa.

Dalsza walka z konkurencyjną sektą (nie licząc incydentów) z konieczności musiała ograniczyć się do formy walki ideologicznej bądź do propagandowych podżegań.

We wczesnych wiekach mamy wiele świadectw tego, jaki certyfikat diaspora żydowska wystawiła Jezusowi Chrystusowi, czy chrześcijanom. Mamy tutaj do czynienia z nieudolnie budowanym, ale jakże niszczącym, miejscami wręcz wulgarnym, bluźnierczym antyświadectwem.

(...)

Czytany 3394 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.