poniedziałek, 11 sierpień 2014 12:20

Chiny - paradoksalna siła katolicyzmu

Napisane przez

Lotnisko w Szanghaju jest na oko dwa razy bardziej rozległe niż to we Frankfurcie nad Menem. Może dlatego, że terminale są położone dalej od siebie. To złudzenie, bo ma ono tylko trzy pasy, a Frankfurt ma ich cztery. Ale pasażerów ?przepakowuje? o ponad 30% więcej niż Frankfurt. I jakoś nie mogłem na nim znaleźć politycznie poprawnej wielowyznaniowej kaplicy, tak rozpowszechnionej na lotniskach europejskich. Wydawałoby się, że po przylocie powinno się zauważyć gdzieś posążek jakiegoś Buddy. Ale nic takiego nie rzuca się w oczy.

Rząd chiński trzyma spory dystans do wszelkich religii i prowadzi do nich politykę permisywno-kontrolną. Religie wymienione i nazwane w Konstytucji ChRL to: buddyzm, taoizm, islam, katolicyzm i protestantyzm. Inne religie ? nawet znaczące, np. prawosławie ? przypisywane są do mniejszości narodowych. Widać z tego, że chrześcijaństwo nie stanowi dla chińskich władz żadnego kryterium rozróżniania konfesji. Generalnie współcześni Chińczycy są areligijni. Jedyną chyba masową pozostałością wierzeń jest żywy kult przodków obecny w różnych zwyczajach, ale najsilniej widoczny podczas Dnia Mycia Grobów (Qing Ming Jie) przypadającego na początek kwietnia.

Ci, którzy nie udali się na cmentarze, mogą uczcić przodków nawet na ulicy, spalając na małych ogniskach ofiary ? modele samochodów, atrapy biżuterii, odzieży lub po prostu imitacje banknotów ? przedmioty ukochane przez osobę zmarłą.

Jadąc z lotniska w stronę centrum Szanghaju, próżno szukać wież kościołów. Wprawdzie budynków ze spiczastymi wieżami jest zatrzęsienie, ale większość z nich to po prostu domy i bloki mieszkalne. Najwyższy szanghajski kościół katolicki to katedra św. Ignacego. Ale jej dwie 60-metrowe wieże giną w kontraście z rozstawionymi wokół 30-, 40-piętrowymi ścianami biurowców. Katedra w niedzielę nie jest przepełniona, ale niekoniecznie można znaleźć miejsce siedzące. Na dużych ekranach przyczepionych do kolumn bocznych naw wyświetlane są teksty pieśni i modlitw. Także kazanie jest wpisywane na bieżąco, w miarę jak ksiądz wypowiada kolejne zdania. To ujednoznacznia przekaz, dla wielu bowiem Chińczyków dopiero zapis znakami staje się jasnym komunikatem. Mowa nie zawsze jest łatwo zrozumiała. Liturgia Mszy sprawowana jest absolutnie nienagannie. ?po watykańsku? i bez żadnych dziwactw, które coraz częściej można obserwować w wielu rozchwianych europejskich prowincjach Kościoła katolickiego. Jedyną budzącą wątpliwości różnicą jest sposób przekazywania sobie ?znaku pokoju?. Gest ten, w wykonaniu chińskim do złudzenia przypomina pokłony oddawane w buddyjskich świątyniach. Reszta jest absolutnie łacińska, wręcz tchnie rzymską atmosferą.

Tchnienie to jest jednak częściowo puste w środku, to bowiem, co obserwuje turysta-katolik, jest nie do końca ?kanoniczne?. Kościoły katolickie, które widać gołym okiem, są to części Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich założonego w 1957 roku pod kuratelą Komunistycznej Partii Chin. Partia wychodzi bowiem z założenia, że najpierw się jest Chińczykiem, a dopiero potem można ewentualnie wyznawać taką czy inną religię. A bycie Chińczykiem oznacza absolutną podległość centralnej władzy. Kiedy więc władza zakłada stowarzyszenie w celu uporządkowania jakichś praktyk religijnych, to nie należy protestować, tylko się tam zapisać, jeśli się chce te praktyki uprawiać bez przeszkód. Kłopot polega na tym, że administratorzy tego stowarzyszenia (biskupi) są wyświęcani bez pytania o zgodę Watykanu. Jest w tym pewna logika, bo państwo nie chce, by decydenci w dużej chińskiej organizacji (a taką właśnie stowarzyszenie jest) byli zatwierdzani przez obce państwo. W miarę więc wyświęcania kolejnych biskupów Kościół katolicki w Chinach (tzn. Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich) krok po kroku sam się ekskomunikuje. Aby nie doprowadzić do pełnej formalnej ekskomuniki, już za Jana Pawła II niektórzy konsekrowani w Chinach biskupi czekali z ingresem na aprobatę Watykanu. Jest to jednak balansowanie na krawędzi napięć watykańsko-chińskich. Rezultat jest taki, że wieloma chińskimi diecezjami zarządzają biskup i sufragani, ale w takim ?zespole? tylko niektórzy z nich są uznani przez Watykan.

Niemniej ? czy Watykan uznaje danego biskupa, czy nie ? nawet w najmniejszym kościele katolickim życie religijne wre. Liczba wiernych rośnie, parafie są żywymi wspólnotami coraz większej liczby młodych wiernych, wydaje się też coraz więcej religijnej literatury, którą można zwyczajnie kupić lub dostać bezpłatnie w przykościelnych księgarenkach. Przy małym kościele w Ningbo (Jiang Bei) można dostać kilkanaście tytułów wydawnictw, broszur, książek. Boczne wejście do kościoła, przez coś w rodzaju portierni, jest otwarte poza godzinami sprawowania liturgii.

(...)

Czytany 3853 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.