wtorek, 28 styczeń 2014 14:09

Gender? To idelogia seksmaniaków

Napisał

Z ks. Dariuszem Oko, teologiem i filozofem, dr. hab. z Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie, rozmawia Aleksander Kłos

Dziś nie trzeba dyskutować z konserwatystami, prawicowcami, chrześcijanami na tematy światopoglądowe, wystarczy wystrzelić w ich kierunku słowo „homofob”, które powoduje publiczną infamię, wyrzuca poza obszar debaty publicznej. To i inne bliskie mu określenia, mają ten sam cel, jaki mieli komuniści, gdy nazywali swoich przeciwników „kułakami” czy „burżujami”, i naziści, wypowiadający się na temat „podludzi” Żydów.

Żyjemy w świecie, w którym wszystko kręci się wokół seksu. Nie ma już żadnej wstydliwości, prywatności, tabu. Coś, co kiedyś uważano za niemoralne czy chore, dziś jest normą. Od rana do wieczora jesteśmy bombardowani seks-informacjami, zewsząd przekonuje się nas, że powinniśmy „eksperymentować” i odrzucać „niedzisiejszą” moralność.

Środowiska promujące gender i homoseksualizm to bardzo często ludzie, którzy wszystko sprowadzają do seksu, czynią z niego swoją religię, bożka, dlatego uważam, że są to ideologie seksmaniaków. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro zdecydowana większość z nich to ateiści, ludzie, którzy nie tylko nie wierzą, ale mają niechętny, a często nienawistny stosunek do Boga i Kościoła. Ich ateizm, tak jak to było w przypadku XX-wiecznych ideologii, faszystowskiej i komunistycznej, na pierwsze miejsce wysuwa fizjologię. Wynikało to z odcięcia się od wszystkiego, co należy do strefy duchowej, w efekcie czego człowiek został zdominowany przez ciało i jego pożądanie, które nieutemperowane, pozostanie stale niezaspokojone.

Dziś ponownie przychodzi nam odkryć, jak wiele można zmienić poprzez manipulowanie słowami i ich znaczeniami. Siła rażenia takiego słowa, jak choćby „homofob”, jest ogromna.

Rzeczywiście, dziś nie trzeba dyskutować z konserwatystami, prawicowcami, chrześcijanami na tematy światopoglądowe, wystarczy wystrzelić w ich kierunku to słowo, które powoduje publiczną infamię, wyrzuca poza obszar debaty publicznej. To i inne bliskie mu określenia, mają ten sam cel, jaki mieli komuniści, gdy nazywali swoich przeciwników „kułakami” czy „burżujami”, i naziści, wypowiadający się na temat „podludzi” Żydów. U nas jeszcze to określenie nie ma takiej mocy, ale na Zachodzie już dawno ludzie obdarzeni taką etykietką są wyrzucani z pracy, a nawet trafiają do więzień. Nie mówiąc już o tym, że obchodzi się ich szerokim łukiem. Dlatego uważam, że jest to określenie rasistowskie – mające na celu pozbawienie przeciwnika ideologicznego możliwości obrony swoich przekonań. Obecnie dochodzimy do sytuacji, w której każdy, kto nie tylko przeciwstawia się lewackiej ideologii, ale jej nie wspiera, może być w ten sposób „zniszczony”. Już niedługo możemy się spodziewać, że zostaną wprowadzone prawa surowo zakazujące jakąkolwiek krytykę homoseksualizmu, gender, aborcji czy in vitro, a za złamanie zakazu będzie groziło więzienie. A to oznacza kolejny wymiar prześladowania chrześcijan. Już dziś wrogowie Kościoła przekonują, że „homofobów” trzeba leczyć w szpitalach psychiatrycznych. Czym różni się to od komunistycznych sposobów na przeciwników tego ustroju, których zamykano w psychuszkach?

Księdza artykuł „Z papieżem przeciw homoherezji”, opublikowany w 2012 roku, wywołał debatę zarówno w kraju, jak i za granicą. Czym jest homoherezja?

Jest to postawa wynikająca z zaprzeczenia nauczaniu Kościoła wobec homoseksualizmu jako czegoś negatywnego, nienaturalnego, będącego poważnym nieuporządkowaniem. Człowiek, który uważał się bądź ciągle uważa się, za członka Kościoła, porzuca w ten sposób swoją wiarę na rzecz ideologii gender. Homoherezja dotyczy także duchownych, co coraz częściej widzimy również w Polsce. Dlatego też Kościół stawia sprawę jasno: osoby o skłonnościach homoseksualnych nie mogą być nie tylko wyświęcane, ale także przyjmowane do seminarium. Proszę zobaczyć, w jak wielkim kłamstwie stworzonym przez media żyjemy. Jeśli oprzemy się na badaniach choćby Instytutu Kocha, które wskazują, że w społeczeństwie jest mniej niż dwa procent homoseksualistów, to co nam mówi o tym środowisku fakt, że przypada na nie średnio czterdzieści procent przypadków pedofilii (bardzo często jest to efebofilia, czyli pociąg do dorastających chłopców) i sześćdziesiąt procent zachorowań na AIDS? W przypadku takich przestępstw w Kościele katolickim dotyczy to 90 proc. przypadków. Czy w takim razie powinniśmy propagować tę patologię, ukazywać ją w sposób wymyślony, nierzeczywisty, promować wśród dzieci i młodzieży – czy raczej wypadałoby, żebyśmy pokazywali, jak jest naprawdę?

(...)

Czytany 3604 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.