sobota, 10 maj 2014 04:58

W cieśninie niemiecko-rosyjskiej

Napisał

Nie ulega dyskusji, że państwo, w którym jedna nacja stanowi 95% obywateli, a blisko 20 milionów rodaków tej większości narodowej żyje rozproszona po świecie, już choćby z tego powodu powinno prowadzić jakąś przynajmniej w miarę wyrazistą politykę zagraniczną. Niestety, ta kwestia również w obecnej Polsce postawiona jest na głowie. Blisko ćwierć wieku temu orzeł biały odzyskał koronę, ale kraj, którego jest symbolem, nie jest kreatorem polityki międzynarodowej, a jedynie jej posłusznym klientem.

Fantazje i realia

Zdarzały się wprawdzie bardzo krótkie przerwy, kiedy władze polskie podejmowały pewne próby emancypacji na tym polu (z których najbardziej widowiskowe były działania prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas wojny w Osetii Południowej w 2008 roku). Jednak według pełnej samozadowolenia optyki obecnych władz w Warszawie do kapitalnych osiągnięć naszego kraju na forum międzynarodowym w pierwszym rzędzie należy prezydencja Rady Unii Europejskiej i współorganizowanie futbolowych mistrzostw Europy. Wstąpienie Polski do NATO czy też do Unii Europejskiej nastąpiło nie tyle przecież dzięki jakimś nadzwyczajnym zabiegom polskich polityków, ile właściwie na zasadzie inercji, wystarczy bowiem rzut oka na mapę Europy Środkowej, aby przekonać się, że przy obowiązujących trendach politycznych obie te akcesje i tak były nieuchronne.

Znamiennym dowodem na żenujący poziom, jaki osiągnęła Warszawa w negocjacjach zagranicznymi partnerami (choć określenie ?partnerzy? brzmi w zestawieniu z faktami raczej śmiesznie), są sprawy polonijne. Mniejsza już nawet o słynną i upokarzającą sprawę wiz amerykańskich, nie dotyczących przecież jedynie polskiej diaspory, która notabene w USA jest, jak wiadomo, mniejszością dość znaczącą. Niedawne podporządkowanie ?Wspólnoty Polskiej? ministerstwu spraw zagranicznych w zasadzie zniweczyło dużą część i tak niezbyt imponujących dokonań, jakie organizacja ta osiągnęła z mozołem i nie bez błędów w latach poprzednich. Pośród niemałej części Polonii stowarzyszenie, które miało ją integrować, jest teraz postrzegane niemal jako agentura wywiadu. Skoro więc zasadna jest wątpliwość, czy specjaliści od polskiej polityki zagranicznej zachowali jeszcze podmiotowość, rodzi się w tym wypadku od razu pytanie, o jaki wywiad chodzi. Pozostaje niemal regułą, że obsada polskich placówek konsularnych w różnych krajach jest w większym lub mniejszym stopniu skonfliktowana z obecnymi tam środowiskami polskimi. Często przysłani z Polski dyplomaci ? a więc tym bardziej ich przełożeni ? nie znają zupełnie lokalnej specyfiki społeczności polskiej, czego przykładem były pożałowania godne posunięcia Warszawy związane ze złożoną sytuacją wśród Polaków na Białorusi i faktycznie pogorszenie statusu naszych współplemieńców w tym państwie.

Wobec tak fatalnego stanu współczesnej polskiej polityki zagranicznej zastanawianie się nad jej perspektywami byłoby obecnie zagłębieniem się w dziedzinę fantastyki. Dlatego warto może raczej zainteresować się, jakie miejsce zajmuje nasz kraj w politycznych i geopolitycznych konstrukcjach państw z Polską sąsiadujących ? tych, które realnie oceniają sytuację międzynarodową i są w stanie wywierać na nią poważny wpływ. Raczej powszechnie wiadomo, jak układają się stosunki polsko-niemieckie. Nie ma mowy w nich o żadnym partnerstwie czy choćby ekwiwalentności, do tej pory dobry milion Polaków w Niemczech nie odzyskał statusu mniejszości narodowej, odebranego w Trzeciej Rzeszy, dzieci polskie są porywane rodzicom przez Jugendamty i germanizowane, a niemieckie filmy próbują obarczyć także nas winą za Holocaust. Bardziej złożona i na pozór mniej czytelna sytuacja jest na Wschodzie. Po haniebnej i entuzjastycznej szopce ?historycznego pojednania się z Rosją?, rozpętanej przez histeryzujących wajdelotów niemal na jeszcze dymiącym smoleńskim pogorzelisku i pensjonarskim zauroczeniu warszawskiego premiera Włodzimierzem Putinem przyszło po lekcji krymskiej pewne otrzeźwienie. Nadal jednak, jak w poprzednich latach ? a nawet dekadach! ? ?robienie? polityki wschodniej nad Wisłą polega głównie na tym, że gdy z jakichś powodów zaczyna się na świecie mówić o Rosji, wówczas publiczna telewizja polska zaprasza Stanisława Cioska albo jemu podobne autorytety. Aktualne działania podejmowane przez Moskwę zdają się dosyć jednoznacznie obnażać jej zamiary, nie od rzeczy byłoby wszakże zwrócenie uwagi na wcześniejsze sygnały, wysyłane przez kompetentnych powierników Kremla. Na tym polu wyróżniają się dwie postacie: Sergiusz Dorienko i czołowy współczesny geopolityk rosyjski Aleksander Dugin.

(...)

Czytany 2945 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.