wtorek, 09 lipiec 2013 16:52

Scenariusze na nadchodzący sezon (część 1)

Napisane przez

Odpowiedź na pytanie Sz. Redakcji ? ?Co po Unii Europejskiej?? ? nie wymaga specjalnych zdolności profetycznych, najwyraźniej bowiem j u ż j e s t p o U E ? w każdym razie takiej, jaką mogła się wydawać przed kilkunastu laty, kiedy najlepsze tradycje Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (swoboda obrotu gospodarczego) zdawały się jeszcze żywe, a punkt ciężkości całego projektu zdawał się leżeć po prostu w Schengen (swoboda przekraczania granic).

Tymczasem Unia Europejska w dzisiejszym stanie nie przyśniłaby się chyba nawet w najczarniejszych snach poczciwym lecz nie dość przezornym ?ojcom założycielom? Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali z roku 1952. Trudno o bardziej spektakularne potwierdzenie reguły O?Sullivana: każde przedsięwzięcie z góry nieokreślone jako antysocjalistyczne, prędzej czy później stoczy się w socjalizm.

W procesie akcesyjnym reklamowano przede wszystkim swobodę podróżowania i handlu ? a dziś agendę UE otwiera dążność do centralizacji i uzurpacja kompetencji superpaństwa (wspólna polityka zagraniczna, wspólna norma biurokratyczna i wspólna piramida finansowa). Wiele mówiono o Unii jako jedynej windzie na wyższy poziom cywilizacyjny ? a tymczasem winda ostro ruszyła w dół, w mroki antycywilizacji. Na dobre rozkręcił się już w Europie proceder legalnego mordowania bezbronnych, słabszych, starszych, młodszych, niezdrowych, nieidealnych (eutanazja); trwa nieustanna promocja i podnoszenie do rangi normy prawnej dewiacji (sodomia) i bredni (globalne ocieplenie). Wszystko to razem sankcjonowane przez neomarksistowską doktrynę poprawności politycznej i niezawoalowaną groźbę sankcji gospodarczych, a nawet przemocy militarnej czy policyjnej wobec malkontentów ? w UE obowiązuje wszak kategoryczny imperatyw ?ratowania zagrożonej demokracji? (euro-doktryna Breżniewa). Na dodatek, jak to w demokracji, nie wiadomo dokładnie, kto tym wszystkim rządzi. To znaczy, na pewno nie ci, których nam akurat pokazują w telewizorze jako liderów ? bo i oni nie mieliby żadnej władzy, gdyby im nie była dana z góry. A gdzież ta ?czarodziejska góra? ? czy prawdziwych panów naszego losu szukać mamy wśród bywalców Davos, czy ?Bilderbergu?, czy jeszcze gdzie indziej?

Ten totalny i totalniacki projekt nie jest tym, do czego Polaków wabiono przed kilkunastu laty ? pierwotny szyld ewidentnie nie odpowiada charakterowi usług, jakie aktualnie świadczy firma. Zalecano nam akces do sowietu brukselskiego przede wszystkim jako sposób na ostateczne oderwanie się od sowietu moskiewskiego ? a dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że im głębiej tkwimy w tym pierwszym, tym bardziej wpycha nas on na powrót w realia tego drugiego. Fasadowość parlamentaryzmu, rządy ?komisarzy? pozornie wybieralnych, a faktycznie desygnowanych przez Bóg wie kogo, talmudyzm biurokratyczny zamiast cywilizowanego prawa, ideologiczny dyktat wbrew logice rynku (i w ogóle wszelkiej logice) ? to dość, by każdego, kto dobrze popamiętał ZSRS i RWPG, przyprawić o déj? vu.

Ale dość o tym ? Sz. Czytelnik łatwo znajdzie dość materiałów wyczerpująco, miażdżąco i dowodnie krytycznych wobec Eurokołchozu, chociażby w poprzednich rocznikach ?Opcji?, które przed sądem historii stanowić mogą żelazny dowód, że nie wszyscy Polacy są mądrzy dopiero po szkodzie. Tu poprzestańmy zatem na konstatacji, że Unia Europejska, jak każdy projekt socjalistyczny, stanąwszy w obliczu bankructwa ? usztywnia strukturę, a przy tym ujawnia swe paskudne, acz naturalne totalitarne inklinacje.

Niektórzy pamiętają jeszcze ogłoszoną szumnie i hucznie na przełomie stuleci ?strategię lizbońską?, wedle której UE dawała sobie 10 lat na wyprzedzenie USA w rozwoju gospodarczym (sic!) ? co teraz brzmi równie głupio jak niegdysiejsze buńczuczne zapowiedzi genseka Chruszczowa, że Sowiety ?dościgną i prześcigną? Stany Zjednoczone. Narastający dysonans poznawczy ? tj. rozbieżność między niespełnionymi obietnicami a wizją realnej katastrofy odraczanej przez kolejne ?programy naprawcze? (por. casus Grecji) ? grozi anonimowym promotorom tego projektu jawną niesubordynacją w szeregach (por. casus Węgier). Ale budowniczowie wieży Babel nie zamierzają, rzecz jasna, publicznie ogłaszać manka w kasie ? będą zatem musieli, jak każdy nieuczciwy kasjer, głośno wołać: Łapaj złodzieja! By wzbierający gniew ludu nie przerodził się w jakiś prawdziwy ?bunt mas?, będą się go starali przekierować na jakieś cele zastępcze. A ponieważ ?globalna wojna z terroryzmem? jest widowiskiem, które nieco się już opatrzyło, potrzebne są jakieś urozmaicenia w scenariuszu. Krótko mówiąc: potrzebna będzie jakaś prawdziwa wojna.

(...)

Czytany 3845 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.