wtorek, 09 lipiec 2013 17:06

Anorektykom zaproponowano systematyczną dietę

Napisał

Z dr. Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK rozmawia Aleksander Kłos

Czy Unia jeszcze istnieje? Czy może mamy do czynienia z politycznym teatrem, a poważne decyzje podejmowane są w zupełnie innym miejscu?

Trzeba zacząć od tego, że starej Unii już nie ma, tej Unii, którą zakładali Schumann i jego towarzysze. Pytanie, jakie dziś należy sobie postawić, brzmi: czy ona opiera się jeszcze na jakichś zasadach, choćby na solidarności, równości, demokratycznym podejmowaniu decyzji? Dzisiaj wygląda na to, że łamie ona nawet własne traktaty.

Czy patrząc z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że był jakiś przełom w UE, od którego ?zaczęło się całe zło?? Czy obecny kryzys instytucjonalny był niejako wpisany w ten projekt? Można było przewidzieć, że taki będzie tego finał?

To narastało stopniowo, ale szczególny okres dekompozycji Unii, a moim zdaniem też wybranie kierunku na jej rozpad, rozpoczął się w momencie kryzysu. Wtedy okazało się, że choćby wspólna waluta jest kompletnym nieporozumieniem, niebezpiecznym dla wielu krajów. Ona wpędziła je w totalne tarapaty i w nędzę na wiele lat. Na euro skorzystały Niemcy, być może jeszcze Francja i Holandia, ale kraje południa Europy stały się z jego powodu pariasami Starego Kontynentu na wiele lat. Świadczą o tym choćby słowa komisarza UE ds. energii Günthera Oettingera, że Unia jest nadal w kryzysie i wymaga generalnego remontu. On dziwi się, że tak wiele osób sądzi, iż to się skończy pozytywnie.

A jak się skończy? UE wyjdzie z kryzysu czy się rozpadnie?

Ja od dawna jestem przeciwnikiem tego tworu biurokratycznego. Mówiłem już wcześniej, że do UE weszliśmy na bardzo złych warunkach, byleby wejść. Bardzo szybko okazało się, że to nie jest bogata ciotka, która wyłącznie obsypuje nas darami, że koszty integracji będą postępować, że Polska będzie płacić coraz więcej za przebywanie w tym klubie. Patrząc na dzisiejszą Europę, najlepiej wychodzą kraje, które albo nie są w UE, albo nie mają euro, jak np. państwa skandynawskie czy Szwajcaria. Mamy obecnie do czynienia z Unią co najmniej trzech prędkości, która niechybnie zmierza ku rozpadowi. Na pewno ten los spotka strefę euro, która podjęła próbę ratowania Grecji, Portugalii, Irlandii i Cypru, co pokazało, że biurokraci unijni nie cofną się przed żadnym bezeceństwem, byleby tylko uratować wspólną walutę. Europejski Bank Centralny, jako instytucja finansowa UE, ratuje właściwie jedynie banki i to wykorzystując gigantyczne kwoty idące w biliony euro.

Unijni notable ciągle przekonują, że już niedługo Europa wyjdzie na prostą, że stosowane przez nich metody przyniosą efekty.

W istocie walka z kryzysem w UE polega na pomaganiu walucie i bankom, a nie gospodarkom danych państw czy ich społeczeństwom. W UE mamy 26 milionów bezrobotnych, w Hiszpanii co drugi młody nie ma pracy, w Grecji wskaźnik ten dochodzi do 60 proc., mamy olbrzymie deficyty i rosnące długi. Widać więc, że kuracja, którą kanclerz Merkel zaleciła UE, polegająca na cięciu, oszczędnościach, odbieraniu socjalu społeczeństwom, okazała się gorsza od choroby. Lekarstwo kompletnie nie działa ? to widać gołym okiem. Długi Grecji na początku kryzysu były w granicach 120 PKB, dzisiaj są w granicach 160! Lada chwila musi paść Hiszpania, nie ma dla tego kraju perspektyw. Jeden hiszpański bank, który się ?przewrócił?, potrzebował do tej pory 15 mld euro ? a nie należał do największych. Oni pomimo złej sytuacji bronią się rękami i nogami przed korzystaniem z unijnej pomocy, słusznie, gdyż to lekarstwo jest trujące.

(...)

Czytany 3332 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.