wtorek, 09 lipiec 2013 17:21

Produkty połowicznego rozpadu

Napisał

Unia Europejska jest eksperymentem potrójnym: gospodarczym, politycznym i ideologicznym.

Eksperyment gospodarczy pierwotnie polegał na utworzeniu w Europie jednolitego obszaru celnego, w którym poszczególne kraje konkurowałyby ze sobą systemami podatkowymi i walutami narodowymi. W rezultacie powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza, na którą niestety zaczął nakładać się projekt polityczny, stopniowo wygaszając rozwojowe impulsy, jakie pojawiły się w następstwie utworzenia jednolitego obszaru celnego.

Projekt polityczny polegał bowiem na potraktowaniu EWG jako punktu wyjścia do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, które stanowiłyby przeciwwagę dla Ameryki. Nietrudno było domyślić się, o co chodzi naprawdę ? a co wkrótce expressis verbis przedstawiła Margaret Thatcher ? że mianowicie Unia Europejska jest narzędziem wprowadzania w Europie niemieckiej hegemonii. Tym razem strategią pokojową, która okazała się nie tylko skuteczniejsza, ale przede wszystkim ? tańsza od strategii militarnej, a w dodatku nieobciążona takimi ryzykami. Zatem strategia została zmieniona, ale nie cel, którym tak jak dawniej pozostała Tysiącletnia Rzesza.

Toteż nic dziwnego, że integracja europejska od samego początku finansowana była przez Niemcy, co różni agitatorzy czy nawet volksdeutsche interpretowali jako przejaw wielkoduszności, która skłania Niemcy do udelektowania wszystkich europejskich narodów. Czy ktoś w to wierzy ? trudno zgadnąć, bo idiotów na świecie nie brakuje, chociaż znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że Niemcy swoje wydatki na zabawę w jedność europejską traktują jako inwestycję, która w pewnym momencie musi zacząć się zwracać.

Warto przyjrzeć się bliżej mechanizmowi, za pomocą którego unijna biurokracja skutecznie próbuje podporządkować sobie europejskie narody. Łatwiej jest go zrozumieć zwłaszcza nam, którzy przeżyliśmy socjalizm realny ? bo mechanizm ten jest przynajmniej w ogólnych zarysach z socjalizmu realnego skopiowany. Jak pamiętamy, w realnym socjalizmie polityczne centrum przechwytywało całe bogactwo kraju, a następnie je rozdzielało ?według potrzeb?. Uzależniało to peryferie od politycznego centrum, bo bez względu na to, jaka część ogólnego bogactwa została wytworzona na danym obszarze, jego udział w podziale wcale z tego nie wynikał, tylko z pozycji i względach, jakimi reprezentant danego obszaru cieszył się w centrali. Dlatego za dobrego gospodarza za komuny uchodził nie ten, kto potrafił dobrze zarządzać na swoim terenie ? bo tak czy owak wszystko szło do centrali ? tylko ten, kto dla danego terenu potrafił z centrali najwięcej wyszarpać. Kiedy zatem dzisiaj przysłuchujemy się przekomarzaniom Umiłowanych Przywódców, ile który potrafi zdobyć ?funduszy unijnych?, to tak, jakbyśmy słuchali licytacji pierwszych sekretarzy za komuny. Nawiasem mówiąc, za komuny miało to nawet większy sens, bo centrala dysponowała całym bogactwem kraju, podczas gdy dzisiaj brukselska biurokracja dysponuje zaledwie niecałymi dwoma procentami europejskiego PKB, więc rola ?funduszy unijnych? w życiu gospodarczym jest zdecydowanie przesadzona.

(...)

Czytany 3882 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.