Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz

czwartek, 23 marzec 2017 22:38

Aktywnie wypełnić próżnię

Zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Ameryce wprawiło tamtejszy salon i żydokomunę w szok, z którego nie może ochłonąć do dnia dzisiejszego. Nastąpiła konfrontacja demokracji kierowanej z demokracją spontaniczną.

sobota, 10 grudzień 2016 10:15

Epitafium dla łacińskiej cywilizacji

Historia cywilizacji łacińskiej jest długa, więc nic dziwnego, że w tym czasie zaszło wiele różnych wydarzeń, wśród których pewne mogą być uznane za rodzaj wojny domowej. Do takiego wniosku możemy dojść, jeśli wojnę domową zdefiniujemy jako konflikt, którego celem jest nadanie państwu jakiegoś kierunku, co do którego nie ma zgodności. Jeśli inne metody zawodzą, wtedy rozstrzyga siła. Skoro jednak celem wojny domowej jest tylko nadanie państwu określonego kierunku, to znaczy, że państwo ma nadal istnieć, bo w przeciwnym razie wojna domowa zostałaby pozbawiona sensu. „Domowy” charakter wojny zakłada zatem, że obydwie strony konfliktu są zainteresowane przetrwaniem państwa, a w związku z tym nie będą podejmowały działań skierowanych na jego unicestwienie. Można nawet powiedzieć, że przetrwanie państwa jest warunkiem brzegowym kontynuowania wojny domowej. Jeśli bowiem jej przeciąganie miałoby doprowadzić do zagłady państwa, strony wojujące konflikt zawieszają, a w każdym razie – w interesie każdej z nich powinny to zrobić.

sobota, 20 sierpień 2016 13:11

Slalom między volkslistami

„Mieeeczów ci u nas dostaaatek, ale i te przyjmę, jako zapowiedź zwycięęęstwa” – cytował Władysław Gomułka, ponoć z wielkim upodobaniem, słowa włożone przez Henryka Sienkiewicza w usta króla Władysława Jagiełły przed bitwą pod Grunwaldem.

Wysocy komunistyczni dygnitarze też mieli swoje ambicje, a nawet – co wydaje się niewiarygodne – swoje marzenia czy może fantasmagorie – a Władysławowi Gomułce wydawało się, że jest współczesnym wcieleniem różnych polskich królów – przede wszystkim Władysława Jagiełły, po pierwsze, że Władysław, a po drugie – że pogromca Krzyżaków, czyli Niemców. Czy rzeczywiście – trudno zgadnąć, ale sam słyszałem, jak Władysław Gomułka podczas jakiegoś przemówienia wymyślał niemieckiemu kanclerzowi Konradowi Adenauerowi. Akurat w zachodniej prasie bulwarowej trwała dyskusja – jakiej właściwie płci są anioły. Najwyraźniej Władysław Gomułka, który miał antykościelnego bzika, musiał dopuścić sobie to do głowy, bo podczas wspomnianego przemówienia odezwał się w te słowa: „Prędzej pan, panie Ade – nauer odgadnie, jakiej płci są anioły, niż my się wyrzekniemy naszych Ziem Zachodnich!”. Ta przerwa w nazwisku niemieckiego kanclerza wzięła się stąd, że „Ade” było na końcu jednej kartki, a „nauer” – na początku drugiej i zanim Władysław Gomułka kartki przewrócił, upłynęła chwila powodująca wyraźną przerwę w przemówieniu.

Jak bowiem jeszcze przed nastaniem Władysława Gomułki zauważył inny Władysław, mianowicie Władysław Studnicki, wybór kierunku polskiej polityki zagranicznej zależy w pierwszym rzędzie od tego, których Kresów Polska zamierza bronić. Jeśli Kresów Wschodnich, to wskazany jest sojusz z Niemcami. Jeśli Kresów Zachodnich, to wskazany jest sojusz z Rosją. Władysław Studnicki najpierw był socjalistą, ale potem został narodowcem i zarazem germanofilem, a takie połączenie również dzisiaj jest wielką rzadkością, bo wielu narodowców zapamiętało z Dmowskiego tylko tyle, że trzeba trzymać się Rosji bez względu na to, których Kresów akurat Polska broni, czy które pragnie odzyskać. O ile za czasów pierwszej wojny światowej germanofilia Studnickiego nawet przynosiła pewne rezultaty, to podczas drugiej – już tylko aresztowania – ale bo też podczas drugiej wojny większość Niemców to była narodowo-socjalistyczna, zbrodnicza hołota, która spowodowała, że mnóstwo europejskich narodów znienawidziło Niemców, a same Niemcy doprowadziła do dewastacji i likwidacji.

(...)

sobota, 28 maj 2016 23:30

Kilka ostrożnych pomysłów

Jak wiadomo, oprócz tego świata, na którym wszyscy żyjemy, istnieje również tzw. tamten świat, na który wszyscy kiedyś się przeniesiemy. No, może nie od razu, ale kiedyś, na pewno. Warto zwrócić uwagę, że tamten świat ma znacznie lepszą reputację od tego świata, co jest o tyle osobliwe, że o tamtym świecie wiemy bardzo niewiele, prawdę mówiąc – tyle, co nic.

Jedno jednak wiemy na pewno – że mianowicie nigdy tam nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform, podczas gdy ten świat jest nieustannie wstrząsany jakimiś reformami. Bardzo możliwe, że to właśnie w tym tkwi przyczyna tak wielkiej różnicy w reputacji między tym i tamtym światem. „Stąd dla żuka jest nauka”, żeby z reformami postępować bardzo ostrożnie. Skoro na tamtym świecie unikają reform, to na pewno mają bardzo ważne powody. Skoro jednak na tym świecie bez reform wytrzymać niepodobna, to trzeba dopuszczać tylko takie reformy, co do których mamy pewność, a przynajmniej przekonanie, że przysłużą się one państwu i obywatelom.

Po co jest konstytucja

Dokumentem, który ustanawia zasady funkcjonowania państwa, jest konstytucja. Warto w związku z tym postawić głupie pytanie, po co właściwie jest konstytucja? Na trop odpowiedzi naprowadza nas refleksja nad momentami dziejowymi, w których konstytucje się pojawiały. Przeważnie pojawiały się w momencie osłabienia władzy monarszej, może nie do tego stopnia, by państwo się rozpadło albo, by zmienił się jego polityczny ustrój, ale na tyle, że królewscy poddani zaczynali stawiać królowi warunki. Mogli mu być nadal posłuszni, mogli nadal szanować dynastię, ale żądali określenia przez króla granic własnych kompetencji i uznania kompetencji poddanych. Jeśli taki kompromis się ucierał, to właśnie była konstytucja. Wynika stąd, że jednym z celów konstytucji jest dostarczenie obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. O takich gwarancjach łatwo się tylko mówi, a znacznie trudniej jest skonstruować je tak, żeby funkcjonowały w praktyce. Jak wspomina św. Paweł, władza „nie na próżno nosi miecz”, no a jeśli ten miecz wyciągnie, to cóż tu mówić o jakichś gwarancjach?

Sprawa, jak widać, nie jest prosta, mimo to wielu ludzi zastanawiało się nad takimi gwarancjami i pewien Francuz, Karol Ludwik de Montesquieu, człowiek pozbawiony złudzeń, ale inteligentny i spostrzegawczy, wpadł na dobry pomysł. Zauważył mianowicie, że każda władza ma skłonność do niepohamowanego rozszerzania swego imperium i właśnie na tej skłonności postanowił zbudować gwarancję ochrony przed jej samowolą. Tę samą paradoksalną zasadę wykorzystuje się ponoć w walkach wschodnich, gdzie siłę przeciwnika skierowuje się przeciwko niemu. Monteskiusz wpadł na pomysł, że skoro każda władza charakteryzuje się skłonnością do niepohamowanego rozszerzania swego imperium, to trzeba władze rozmnożyć, by je ze sobą następnie zderzyć. Ponieważ każda ma wspomnianą skłonność, to siłą rzeczy będą się nawzajem blokowały, a jeśli na dwie władze napuści się trzecią, to już będą trwały w klinczu, będą trzymały się za klapy, a skoro będą trzymać się za klapy, to nie będą miały ani jednej wolnej ręki, by dusić za gardło nas – i to jest właśnie ta nasza gwarancja. Może nie jest ona idealna, ale jak powiadają – dobra psu i mucha, więc nie ma co grymasić.

Skoro już mamy trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, to drugim zadaniem konstytucji jest takie ułożenie stosunków między nimi, by wyeliminować paraliże decyzyjne. Polska konstytucja z 1997 roku ustanawia wprawdzie trójpodział władzy, ale przeprowadza go niekonsekwentnie, dopuszczając unie personalne między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Prowadzi to do patologii, której ilustracją jest sytuacja z roku 1993, kiedy to Sejm głosował wniosek o votum nieufności dla ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego. Wniosek ten upadł jednym głosem – mianowicie głosem posła Janusza Lewandowskiego, który jako poseł głosował przeciwko. Zatem gdybyśmy mieli rząd złożony z 460 ministrów, z których każdy byłby jednocześnie posłem, to ci sami ludzie najpierw projektowaliby ustawy, potem – jako posłowie – by je uchwalali, później – jako ministrowie – by je wykonywali, a wreszcie – znowu jako posłowie – kontrolowaliby prawidłowość tego wykonania. Dlatego trzeba by konsekwentnie przeprowadzić rozdział między władzą ustawodawczą i wykonawczą, i wszelkie unie personalne wyeliminować.

(...)

sobota, 20 luty 2016 22:03

II wojna o inwestyturę

Polityczna wojna w Polsce zatacza coraz szersze kręgi. Po decyzji Komisji Europejskiej, która 13 stycznia br. uruchomiła bezprecedensową procedurę „sprawdzania” stanu praworządności w naszym i tak przecież nieszczęśliwym kraju, 19 stycznia w Parlamencie Europejskim odbyła się groteskowa inkwizycja, w ramach której część deputowanych wyrażała głębokie zaniepokojenie i niezadowolenie stanem demokracji i praworządności w Polsce, że poseł Janusz Korwin-Mikke musiał im przypomnieć, iż demokracja, to tyrania Większości, więc PiS mając większość w Sejmie, może robić co chce. Jeśli zatem nie podoba im się to, co PiS robi, to nie powinni bredzić o demokracji, bo najwyraźniej nie zdając sobie z tego sprawy, odwołują się do zasady nomokratycznej, która z zasadą demokratyczną (im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja) jest oczywiście sprzeczna.

Ale czegóż można wymagać od zgromadzenia, które na swego przewodniczącego wysunęło niedouka i alkoholika Martina Schulza? Więc jeśli jedni posłowie lamentowali nad stanem demokracji i praworządności w Polsce i demonstrowali święte oburzenie, to znowu innym demokracja i praworządność w Polsce bardzo się podobała.

Wreszcie – 20 stycznia przyleciał do Polski z Ameryki pan Daniel Fried. Pretekstem jego wizyty było omówienie z warszawskimi władzami sprawy sankcji przeciwko złemu ruskiemu czekiście Putinowi i nawet jakiejś rozhowory na ten temat przeprowadził, ale – jak to dwa tygodnie wcześniej ujawnił Główny Cadyk III RP Aleksander Smolar, naprawdę przyjazd pana Frieda był spowodowany „zaniepokojeniem” Waszyngtonu stanem demokracji i praworządności w Polsce, nasz Drogi Gość zaś ma tu wystąpić w charakterze rewizora, tyle że nie „iz Pietierburga”, tylko z Waszyngtonu, i tubylczych dygnitarzy obsztorcować.

Dodatkowym wyjaśnieniem charakteru misji pana Frieda jest artykuł dwóch autorów: Bruce’a Ackermana i Macieja Kisilowskiego w periodyku „Foreign Policy”, wzywający prezydenta Obamę do karnego odwołania zapowiedzianego na lipiec szczytu NATO w Warszawie albo przynajmniej – do zbojkotowania go, by w ten sposób pokazać warszawskiemu rządowi mores. Autorzy wyjaśniają, dlaczego prezydent Obama powinien tak postąpić. Otóż dlatego, by w dyscyplinowaniu Polski wyręczyć Niemcy, które w stosunkach z Polską mają zabagnione konto, więc nie bardzo im wypada Polskę zbyt ostro sztorcować. Ameryka, to co innego. Autorzy, najwyraźniej zapominając o prezydencie Roosevelcie, który w Teheranie i Jałcie sprzedał Stalinowi Polskę, tak jak sprzedaje się krowę, uważają, że Ameryka w stosunkach z Polską ma czyste konto, więc może pozwolić sobie na znacznie więcej, niż Niemcy.

Celem zaś tych dyscyplinujących posunięć ma być przywrócenie w Polsce „równowagi”. Między kim, a kim? Próżno łamalibyśmy sobie nad tym głowę, gdybyśmy nie przypomnieli sobie, ze pan Daniel Fried w latach 1987-1989 był z ramienia Departamentu Stanu USA odpowiedzialny za przeprowadzenie transformacji ustrojowej w naszym nieszczęśliwym kraju, która – jak pamiętamy – polegała na tym, że RAZWIEDUPR (Razwiedywatielnoje Uprawlienije), przy pomocy i współpracy „lewicy laickiej” wyselekcjonował sobie taką „reprezentację społeczeństwa”, do której miał zaufanie i do spółki z nią położył fundamenty ustrojowe III Rzeczypospolitej. Konieczność „przywrócenia równowagi”, na którą zwrócili uwagę autorzy artykułu w „Foreign Policy” oznacza, że w ocenie Waszyngtonu pozycja RAZWIEDUPR - a po ostatnich wyborach została zagrożona, czego dowodem jest właśnie polityczna wojna w Polsce.

(...)

piątek, 27 listopad 2015 22:13

Czy w szaleństwie jest metoda?

W 2015 roku sprawdza się w Europie prorocza wizja francuskiego pisarza Jana Raspail, który w powieści „Obóz świętych”, opisał przed 40. laty jak miliony indyjskich nędzarzy opanowują statki, łodzie i wszystko, co tylko utrzymuje się na wodzie, by dotrzeć do Europy. Nie mają wobec Europejczyków żadnych złych zamiarów, a w każdym razie – nic o tym nie wiadomo. Chcą tylko tutaj dotrzeć i tu pozostać. Jednak już na wieść o zbliżaniu się tej armady nędzarzy Europa jako wspólnota cywilizacyjna zaczyna się rozpadać. Cywilizacja umiera i kiedy pierwsi przybysze docierają wreszcie na Stary Kontynent, Europy właściwie już nie ma – poza izolowanymi enklawami, w których chronią się ci nieliczni, co zachowali wolę oporu.

Dzisiejsza Europa sprawia wrażenie zaczadzonej własną propagandą, jakby zapomniała, że w propagandę maja wierzyć inni, a nie jej producenci. Kucharz sobie nie gotuje, żołnierz sobie nie wojuje. Tymczasem zachowanie większości europejskich przywódców wobec tak zwanych uchodźców z Syrii i innych krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej nosi znamiona czystego szaleństwa, rodzaju instynktu samobójczego. Czy to rzeczywiście szaleństwo, czy w tym szaleństwie jest jednak metoda?

Operacje pokojowe, misje stabilizacyjne

Kiedy w początkach lat 90. rozpadał się Związek Sowiecki i światowy system komunistyczny, wydawało się, że świat będzie odtąd politycznie jednobiegunowy. Że niekwestionowanym światowym hegemonem będą Stany Zjednoczone, a dopiero potem – różne lokalne, regionalne mocarstwa i wreszcie reszta bantustanów, suwerennych, albo i nie. Ale chociaż Związek Sowiecki się rozpadał, w niektórych punktach świata przetrwały zdecydowanie antyamerykańskie reżimy, których wrogość do USA była motywowana również religijnie. Był to przede wszystkim Iran, w którym po islamskiej rewolucji zainstalował się teokratyczny system z ajatollahami przy władzy. Stany Zjednoczone z różnych względów nie chciały wdawać się w otwartą wojnę z Iranem, również dlatego, że prozachodni szach Reza Pahlavi potężnie to państwo uzbroił, toteż w celu rozgromienia wrogiego reżimu posłużyli się irackim dyktatorem Saddamem Husajnem, który w latach 80. był jeszcze tak zwanym naszym sukinsynem – jak Amerykanie określają swoich agentów władających zaprzyjaźnionymi państwami. W charakterze „naszego sukinsyna” Saddam Husajn rozpoczął – ośmioletnią, jak się okazało – wojnę z Iranem, która jednak nie doprowadziła do rozstrzygnięcia, bo reżym irański nie został obalony. Wojna przyniosła tylko wzmocnienie Iraku, uznawanego za zaporę przed rozprzestrzenianiem się islamskiej rewolucji.

Islamska rewolucja, uznająca Stany Zjednoczone za „Wielkiego Szatana”, Izrael zaś– za „Szatana Mniejszego”, znajdowała żywy rezonans w krajach arabskich i w ogóle – muzułmańskich, więc trzeba było ją blokować, między innymi po to, by nie rozlała się na Arabię Saudyjską, żelazną ręką rządzoną przez największych i najbardziej „naszych” spośród wszystkich sukinsynów. W takiej sytuacji „nasz sukinsyn” w osobie Saddama Husajna był na wagę złota, chociaż... jego rosnąca siła obserwowana była z coraz większym niepokojem w bezcennym Izraelu.

Wprawdzie Saddam Husajn był „naszym sukinsynem”, ale przecież tylko sukinsynem, w dodatku – mniej wartościowym, toteż bezcenny Izrael bez ceregieli zbombardował iracki ośrodek atomowy Osirak. Wprawdzie „społeczność międzynarodowa” operację izraelską „potępiła”, ale na potępieniu się skończyło, bo jużci – każdy wiedział, że za bezcennym Izraelem murem stoją Stany Zjednoczone, dla których obrona Izraela jest bezwzględnym priorytetem. Toteż kiedy w 1990 Saddam Husajn zajął Kuwejt, wypłacając sobie w ten sposób honorarium za udział w wojnie z Iranem, natychmiast przestał być „naszym sukinsynem”, przemieniając się we wroga całej miłującej pokój ludzkości. Toteż Stany Zjednoczone, jako przywódca wielonarodowej koalicji, przedsięwzięły przeciwko Irakowi operację wojskową pod nazwą „Pustynna Burza”, która doprowadziła do wyparcia wojsk irackich z Kuwejtu i narzucenia Husajnowi warunków pokoju. Tym razem, m.in. ze względu na niepokonany ciągle Iran, Amerykanie jeszcze nie pociągnęli Husajna pod „sąd zagniewanego ludu”, którego tak obawiał się Adolf Hitler.

(...)

sobota, 12 wrzesień 2015 13:20

Dlaczego manipulują?

„List ten najlepsza gazeta, z którego na cały świat kazać zrobić gazetę, napisawszy, que c`est la lettre du Roi a la Reine (że to list Króla do Królowej)”. W Polsce do końca 1683 roku list ten doczekał się pięciu wydań, został też przełożony na inne języki i osiągnął 20 wydań w Anglii, Austrii, Hiszpanii, Niemczech i Włoszech. Zacytowane zdanie pochodzi ze słynnego listu Jana III Sobieskiego do Marysieńki po zwycięskiej bitwie pod Wiedniem („Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały...”) w roku 1683. Ale zwycięstwo osiągnięte przy Boskich auxiliach to jedna sprawa, a inną sprawą jest odpowiednie przedstawienie tego wydarzenia opinii światowej. Najwyraźniej Jan Sobieski był tego świadom, czego dowodem jest zalecenie, by z listu „zrobić gazetę”.

sobota, 12 wrzesień 2015 10:34

Złoto czy uran w orbicie Marsa?

Żeby nie zaczynać od Adama i Ewy, lepiej cofnąć się w czasie trochę bliżej, to znaczy do 15 sierpnia 1971 roku, kiedy to amerykański prezydent Ryszard Nixon ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się w porozumienia z Bretton Woods. Konferencja w Bretton Woods odbyła się w lipcu 1944 roku, a jej celem było ustanowienie nowego ładu finansowego na świecie, ponieważ dotychczasowy ład finansowy został zniszczony na skutek II wojny światowej. Wojna bowiem powoduje spustoszenia we wszystkich dziedzinach życia, a zwłaszcza w dziedzinie finansowej, ponieważ jest przedsięwzięciem szalenie kosztownym.

środa, 04 luty 2015 00:00

Do drugiej, a nawet trzeciej potęgi

Jak w rozmowie z Orianą Fallaci zauważył etiopski cesarz Hajle Selasje – „na świecie nigdy nie dzieje się nic nowego” – toteż chyba powinniśmy włożyć między bajki opowieści o „neokoloniach” i temu podobnych zjawiskach. Polska nie jest żadną „neokolonią”, tylko zwyczajnie – kolonią i to w znaczeniu podwójnym, czyli kolonią do kwadratu.

piątek, 07 listopad 2014 00:00

Podmuchy pustynnej burzy

Od kiedy Bliski Wschód stał się zapalnym punktem świata? Można powiedzieć, że od zawsze, bo to przecież tam właśnie kształtowały się pierwsze imperia: asyryjskie, perskie, Aleksandra Wielkiego, którego znaczne pozostałości zostały wchłonięte przez Imperium Rzymskie.

startPoprzedni artykuł123456789Następny artykułkoniec
Strona 1 z 9

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.