piątek, 07 listopad 2014 00:00

Bliski Wschód w oczach niemieckich obserwatorów

Napisał

W niemieckich środowiskach niezależnych uważnie śledzi się rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, umieszczając ją w szerszym kontekście polityki światowej i geopolitycznych przesunięć.

Jak stwierdził ? odnosząc się do sytuacji na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie ? znany austriacki publicysta i bloger Andreas Unterberger, tworzą się dziś nowe sojusze, rysują nowe linie podziału, dawni wrogowie się jednają, dawni przyjaciele skaczą sobie do gardeł, coraz bardziej niespokojnie jest na Bliskim Wschodzie i w strefie postsowieckiej, coraz częściej różnice zdań i interesów pomiędzy podmiotami politycznymi rozstrzyga się za pomocą broni. Świat stoi na rozdrożu: albo zwycięży zdrowy rozsądek i wola pokoju, albo zapanuje chaos i dominować będzie prawo pięści, co w przyszłości doprowadzi do wojny na większą skalę.

Gérard Bökenkamp rozpatruje to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, jako efekt państwowego (militarnego) interwencjonizmu. Przypomina, że polityka gospodarczego interwencjonizmu w skali jednego kraju zawsze prowadzi do wysokich podatków, błędnych decyzji gospodarczych i zadłużenia państwa. Dzieje się tak dlatego, ponieważ centralni planiści, nie zważając na to, iż nasza wiedza nawet w odniesieniu do naszego najbliższego otoczenia jest ograniczona, mylnie sądzą, że: wiedzą, co dzieje się w całym społeczeństwie, potrafią przewidzieć, co zdarzy się w przyszłości, umieją sterować złożonymi procesami społeczno-gospodarczym i realizować dalekosiężne plany wymyślone przy biurku. Ta hybris jest podstawową cechą tzw. moderny. I taka sama zuchwałość dominuje w ?myśleniu? o polityce zagranicznej; rządzi nią nie rozpoznanie realnego świata faktów i ograniczonych zasobów, lecz ideologiczne mrzonki i fantazje o wszechmocy. Przy biurkach w ministerstwach spraw zagranicznych i ministerstwach obrony projektuje się nowe społeczeństwa. To, czego nie da się zaplanować w skali jednego kraju, chce się planować w skali międzynarodowej. I tak samo osiąga się skutki przeciwne do zamierzonych, tutaj zamiast wzrostu gospodarczego mamy gospodarcze kryzysy i depresje, tam zamiast ?nation building? ? etniczne wojny domowe. Polityka globalnego, wojskowego interwencjonizmu może całe wielkie regiony wtrącić w chaos i to właśnie dzieje się na Bliskim Wschodzie. Niczym nieuzasadnione przekonanie o posiadaniu wiedzy o skomplikowanym świecie oraz przecenianie własnych sił są korzeniami fałszywych decyzji w polityce zagranicznej. Polityczni planiści ulegają iluzjom, że są w stanie zrozumieć całą polityczną, społeczną i kulturalną złożoność obcych krajów i pokierować nimi w stronę ?demokracji?, co jest wyrazem bezgranicznej megalomanii.

Prowadzi się wojny w imię ?demokracji?, np. wojnę przeciw Irakowi, burząc skomplikowaną regionalną równowagę sił, a nieprzewidzianym efektem jest chaos i nowe konflikty. Czasowo i lokalnie ograniczone interwencje wojskowe, to nie to samo, co militarny interwencjonizm, którego celem jest przebudowa i ?demokratyzacja? regionów i krajów, z ich instytucjami, obyczajami i kulturami.

Zwolennicy takich operacji albo utracili kontakt z rzeczywistością, albo świadomie wprowadzają w błąd własnych obywateli. Tylko utopiści mogą wierzyć, że dzięki militarnej interwencji i centralnie dystrybuowanym pieniądzom uda się jakieś społeczeństwo podnieść na wyższy stopień rozwoju. To typowe zjawisko dla polityki interwencjonizmu: mydli się oczy obywatelom i wypiera ze świadomości każdą trzeźwą analizę sytuacji. Najwidoczniej, pisze Bökenkamp, odpowiedzialni za tę politykę politycy i dyplomaci Zachodu, nie są w stanie ustalić priorytetów; pragną osiągnąć wszystko, natomiast nie wiedzą, jak tę politykę sfinansować i przy pomocy ilu żołnierzy. Jedyne, w czym są zgodni, to to, że jest za mało żołnierzy i za mało pieniędzy.

Zasadniczym celem polityki zagranicznej, stwierdza Bökenkamp, nie jest urzeczywistnienie fantastycznych projektów, ale ograniczenie ryzyka dla bezpieczeństwa własnego państwa. Polityka interwencjonizmu ostatnich kilkunastu lat nie uczyniła świata bezpieczniejszym, stabilniejszym i bardziej pokojowym, wręcz przeciwnie. Militarny interwencjonizm w imię ideologicznych wizji zaprowadził świat w ślepą uliczkę. Bökenkamp apeluje, aby w polityce zagranicznej powrócić do rozsądku i realizmu, chłodnej kalkulacji kosztów i pożytków, aby oprzeć ją na faktach, a nie na utopijnych wizjach.

(...)

Czytany 2939 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.