piątek, 07 listopad 2014 00:00

Nowy faraon, te same metody

Napisał

Z dzisiejszej perspektywy coraz lepiej widać, że wielomilionowe demonstracje przeciwko rządom prezydenta Mursiego nie miały wiele wspólnego ze spontaniczną rewolucją, a stały się narzędziem do odbudowy zagrożonej pozycji przez egipską armię.

Po obaleniu w lutym 2011 roku prezydenta Hosniego Mubaraka nowo wybrane islamistyczne władze cieszyły się dużym poparciem narodu i były dla wielu nadzieją na pozytywne zmiany w kraju. Tyle że w czasie ich rządów sytuacja gospodarcza nie uległa poprawie, liczni turyści wybrali na wymarzone wakacje inne destynacje, a niezbyt wielu zagranicznych inwestorów postanowiło zaryzykować swój kapitał w tak niepewnym regionie. Od samego początku Mursi, bardziej niż na rozwiązywaniu bolączek swoich rodaków, skupiony był na walce z opozycją, która słusznie oskarżała go, że dąży do stopniowej islamizacji kraju i obsadza ?wszystkie stołki? swoimi ludźmi. Nie ona stała się jednak jego największym przeciwnikiem, który ostatecznie doprowadził go do upadku, a Bractwo Muzułmańskie do rozbicia.

Głębokie państwo w moro

Kompleks polityczno-wojskowy zarządzany przez dowództwo armii, który ukształtował się już w latach 60 XX wieku, a później rozszerzył także na biznes prywatny, do czasów Mubaraka miał się świetnie i żerował na wydobywanym w kraju gazie ziemnym i turystyce. Odsunięcie od władzy dyktatora niewiele zmieniło, gdyż służby bezpieczeństwa i policja pozostały te same, co w jego czasach.

Po obaleniu Mursiego amerykański think thank Stratfor pisał, że armia egipska była od czasu powstania nowoczesnej republiki w 1952 roku ostoją reżimu, ale rządziła ?spoza sceny?. Gdy upadła Partia Narodowo-Demokratyczna, wojskowym zabrakło cywilnego partnera do prowadzenia kraju. Nie umieli też oni poradzić sobie z systemem wielopartyjnym. Po sukcesie wyborczym Bractwa Muzułmańskiego była szansa na to, że pomimo różnic ideologicznych obie strony będą potrafiły współpracować. ?Wraz z wyborem Mursiego na prezydenta (...) wydawało się jednak, że pomimo różnic ideologicznych, wojsko znalazło swego rodzaju następcę Partii Narodowo-Demokratycznej. Tym, czego potrzebowała armia, była możliwość sterowania polityką kraju tak, by ograniczyć niepokoje społeczne. Rząd Mursiego nie potrafił dać sobie z tym rady. Jego skupienie na umacnianiu władzy własnego ugrupowania było czynnikiem, który doprowadził do obecnych masowych protestów publicznych. Wskutek tego armia po raz kolejny utraciła cywilnego partnera. Nie ma alternatywy dla Bractwa Muzułmańskiego, ponieważ opozycja jest dużym ruchem protestujących pozbawionym organizacji i jednolitego przywództwa. Jest jednak jasne, że za protestami stoi liberalna i świecka opozycja, która po raz pierwszy okazała zdolność ustanowienia wspólnego frontu. Nie jest jasne, czy zjednoczy się i czy skrzydło polityczne Tamarod, Front 30 Czerwca, stanowi alternatywę polityczną dla sieci społecznej Bractwa istniejącej w kraju? ? pisał Stratfor.

Z dzisiejszej perspektywy widzimy, że z liberalnej, świeckiej opozycji nie udało się stworzyć siły mogącej liczyć się z władzą wojskowych, którzy pod przewodnictwem prezydenta Sisiego zdominowali tamtejszą scenę polityczną.

Mursi myślał, że jako prezydent będzie mógł osłabić władzę armii. Próbował. Jednak na próżno. Gdy chciał wysłać na emeryturę szefa służb specjalnych i część dowództwa wojsk ? wybuchły pierwsze demonstracje. Choć nieliczne, to już podczas nich wykuto główny zarzut, na którego bazie później usprawiedliwiono dokonanie puczu, czyli: wykorzystywanie instytucji państwa do wprowadzania swojej ideologii. Po stu dniach jego władzy tłum zaczynał gęstnieć, a wołania o zagrożeniu ?islamizacją? i ?monopolem władzy? zaczęły się ponawiać. Doszło do pierwszych starć pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami Mursiego i Bractwa. Rozpalona tam iskra stopniowo doprowadziła do pożaru, który w rocznicę jego prezydentury objął cały kraj. Połączona opozycja, ruch młodzieżowy ? miliony ludzi na ulicach Kairu ? gorącą temperaturę wydarzeń z 30 czerwca zeszłego roku wzmacniały kilkutygodniowe problemy z dostawami prądu i benzyny. Wszystko to spadło na barki Mursiego. Na to tylko czekała armia, która dzień po tym masowym proteście dała prezydentowi dwie doby na rozwiązanie konfliktu z opozycją. Ten jednak zbagatelizował zagrożenie. Jego aresztowanie przez wojsko spowodowało, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły problemy z prądem i benzyną. Dziwnym trafem, dotychczasowy minister ds. energetyki zachował swoje stanowisko w kolejnym rządzie. Wojskowi zaś na tyle obawiali się, że znów nie uda im się sprawować dostatecznej kontroli nad cywilnymi władzami, że musieli na główne stanowisko ? prezydenta ? wylansować jednego ze swoich, czyli gen. Sisiego ? jednego z głównych organizatorów puczu przeciwko Mursiemu.

(...)

Czytany 2131 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.