piątek, 07 listopad 2014 00:00

Były sprzedawca precli nowym Atatürkiem?

Napisał

Unia Europejska, USA, Izrael mają nie lada problem z nowym prezydentem Turcji – Recepem Tayyipem Erdoganem, który już od dwunastu lat kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa i wraz ze swoją „umiarkowanie islamistyczną” Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) urywa się z paska zachodnich mocarstw i ma ambicje sięgające poza wpływy w swoim regionie.

Będąc od dawna członkiem NATO i budując swoją przyszłość na kontaktach z Zachodem, Turcja rządzona była w dużej mierze przez osoby (z dużym wpływem armii), które nie obawiały się naginać czy wręcz łamać „demokratyczne zasady”, byleby tylko ochronić świeckość państwa. Dziś Erdogan nie tylko je łamie, ale krok po kroku islamizuje kraj i przedstawia siebie jako jedynego obrońcę religii muzułmańskiej w Turcji. Dzięki temu łatwo mu przedstawić zachodnią krytykę swoich rządów jako atak nie tylko na suwerenność kraju, ale i na wiarę w Allaha.

Zachód kręci nosem

Czy jednak Erdogan, realizując swoją wizję silnego państwa, regionalnego mocarstwa, już nie dążącego do westernizacji, ale do pełnienia roli pośrednika pomiędzy Wschodem a Zachodem, podważył NATO-wskie zobowiązania bądź zadeklarował, że należy dać sobie spokój z UE? Nie, przynajmniej oficjalnie, ale już dawno nie jest przez zachodnich liderów traktowany jako człowiek, który będzie grzecznie wypełniał ich sugestie, nie mówiąc już o dyrektywach. To zaś budzi gniew i automatyczne zastosowanie wobec niego wielu znanych zarzutów o łamanie „demokratycznych zasad” i „autorytaryzm”.

„Im dłużej Erdogan dominuje w tureckiej polityce, tym bardziej nietolerancyjne są jego rządy. Zupełnie jakby widział siebie jako dobrotliwego możnowładcę, a 77 mln swoich rodaków jako biernych poddanych, a nie obywateli nowoczesnej demokracji” – podkreślał w komentarzu redakcyjnym „Financial Times”. Gazeta ocenia, że pod jego rządami kraj co prawda staje się coraz bardziej zamożny, ale i „mniej wolny”. Daje też do zrozumienia, że jeśli Erdogan chce rozwoju gospodarczego, to musi „uspokoić” zagranicznych inwestorów, którzy „chcą stabilnych rządów, a także ocieplenia relacji Ankary z USA i Unią Europejską”. Oceny te, w różnych formach, pojawiają się w większości publikacji o najważniejszym tureckim polityku po jego niedawnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich. Wszędzie przypomina się brutalne rozprawianie się z protestami, które rozpoczęły się 28 maja 2013 roku na placu Taksim w centrum Stambułu, a później ogarnęły inne regiony i miasta Turcji, a także jego próby blokad youtube’a i Twittera – jako formę „niedemokrytycznego” zwalczania opozycji.

Jeszcze gorzej po jego sukcesie pisały niemieckie media, które podobnie jak elity polityczne z tego kraju są rozczarowane brakiem ustępliwości Ankary w relacjach z Berlinem. „Zwycięstwo Erdogana w pierwszej turze wyborów prezydenckich nie jest dobrą wiadomością. Nie dla Turcji i nie dla Europy. Tak jednoznaczne zwycięstwo Erdogan zrozumie jako zachętę do kontynuowania swych autorytarnych rządów. Tego chcieli wyborcy. Dla Europy Turcja staje się coraz bardziej nieprzewidywalna. Perspektywa członkostwa w UE oddaliła się z dniem dzisiejszym na wiele lat, co dla niektórych to dobre wieści” – oceniało „Nordwest-Zeitung”. „Jeśli Erdogan będzie kontynuował jako prezydent swój zgubny, antydemokratyczny kurs polityczny, a co do tego nie ma wątpliwości, Europa będzie musiała podnieść głos. Kontynuowanie negocjacji akcesyjnych będzie pozbawione sensu” – kontynuowało tyrady „Straubinger Tagblatt / Landshuter Zeitung”.

Trzeźwiej sytuację oceniało „Rhein-Neckar-Zeitung”, które napisało, że: „Erdogan zmienił Turcję tak, jak przed nim tylko twórca republiki Mustafa Kemal Atatürk. I Erdogan politycznie bardzo oddalił się od Europy. Jednakże: może on sobie na to pozwolić. Ponieważ wszystkie obecne miejsca konfliktów zbrojnych – Syria, Bliski Wschód, Izrael, Ukraina – znajdują się u wrót Turcji. A Zachód musi – czy chce, czy nie chce – postawić na Erdogana jako politycznego gracza”.

(...)

Czytany 1860 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.