piątek, 07 listopad 2014 00:00

Bliski Wschód: jeden z wariantów

Napisał

Dawni kartografowie kreślili mapy dostępnej im części naszej planety, umieszczając w centrum Jerozolimę. Stąd rozchodziły się aż po kresy naszego globu promienie potężnej mocy, przenikające ludzkie dusze i umysły. Znaczenia tego niezwykłego fenomenu – a właściwie może, jeśli nazywać rzecz po imieniu, raczej cudu – nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Ponownie Bliski Wschód stał się punktem newralgicznym w wiekach XII i XIII, kiedy Europa jednoczyła się w obronie Grobu Pańskiego. Był to czas nadzwyczajny dla cywilizacji łacińskiej, wypełnienie (niepozbawione wprawdzie nadużyć) pięknej i śmiałej idei. Królestwo Jerozolimskie stało się łącznikiem pomiędzy światem zachodnim a Orientem. Chrześcijanie pielgrzymowali do Świętego Miasta nie tylko wówczas, gdy było ono w rękach krzyżowców, ale także wtedy, gdy władali nim – oraz ziemiami, przez które wiodła droga pątników – nieprzyjaciele wiary Chrystusowej. Oprócz tych, którzy wyruszali w realną, pełną niebezpieczeństw wędrówkę, do miejsc znanych z Biblii podążały swoimi myślami w ciągu dwóch tysiącleci miliardy ludzi podczas nabożeństw, modlitw, lektur świętych ksiąg czy medytacji. Wyobraźnię tych, którzy wątpili, Lewant rozpalał jako wrota wiodące do tajemnic Arabia Felix.

Współcześnie Bliski Wschód stał się punktem, w jakim ścierają się wielkie płyty geopolityczne naszego globu. Rywalizują tutaj rzeczywiste mocarstwa oraz te kraje, które do takie roli pretendują. W problemy bliskowschodnie zaangażowana była większość państw posiadających arsenały nuklearne, a aż siedem krajów położonych się w tym regionie lub w bezpośrednim jego sąsiedztwie miało lub ma własne programy atomowe. Od kilku dekad ziemia Lewantu nieustannie drży i płonie.

Nie taki diabeł straszny?

Pośród wielu problemów w tym wciąż gotującym się kotle bliskowschodnim na pierwszy plan aktualnie wybija się wojna z Państwem Islamskim w Iraku i Lewancie, która przyćmiła nawet najświeższą eskalację sporu izraelsko-palestyńskiego, tę kolejną odsłonę trwającego już od lat dwudziestych minionego wieku konfliktu żydowsko-arabskiego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że sukcesy fanatycznych islamistów w rejonie Mezopotamii prezentowane są często przez media jako fenomen z kategorii bardzo pokrewnej tej, do której zalicza się epidemię Eboli czy oczekiwanie na wybuchy jakichś superwulkanów. Tymczasem kalifat proklamowany w połowie 2014 roku, wbrew żarliwym deklaracjom składanym przez jego twórców, raczej nie przyniesie zagłady cywilizacji zachodniej (zresztą afrykański wirus i jakaś apokaliptyczna erupcja w bliskiej perspektywie zapewne także nie będą przyczyną końca ludzkości). Państwo Islamskie to z pewnością twór efemeryczny i jego forma będzie musiała wkrótce ulec zmianie, zapewne nie tyle pod wpływem nalotów alianckich, ile bardziej w rezultacie nieporozumień w łonie samych dżihadystów. Jeśli przetrwa nieco dłużej, to prawdopodobnie wyłącznie jako luźna federacja obszarów kontrolowanych przez różne klany.

Państwo to naturalnie istniało już wcześniej (i istnieje nadal) nie tylko w granicach terytorium aktualnie opanowanego przez bojowników. Fundamentalizm islamski jest przecież w zasadzie zjawiskiem globalnym, rozlał się bowiem po krajach muzułmańskich, ale także po Europie Zachodniej, a nawet Australii. Publikowane za pomocą współczesnych kanałów komunikacyjnych nagrania przedstawiające morderstwa dokonywane na „niewiernych” wzbudzają grozę, bo w końcu taki jest ich cel. Islamscy fanatycy są święcie przekonani, że uda im się zastraszyć Zachód, jego degeneracja moralna, duchowe spustoszenie oraz materializm hedonistyczny i wiele innych oznak upadku widoczne są bowiem jak na dłoni. Demokratyczne władze państw zachodnich okazują raz po raz swoją słabość, miękkość i niezdecydowanie, podczas gdy atutem dżihadystów jest ich determinacja i bezwzględność, całkowite podporządkowanie się inspirowanej wiarą idei – co z tego, że z naszego punktu widzenia fałszywej.

W „Objawieniu Świętego Jana” padają słowa świadczące o tym, że Bóg upodobał sobie zimnych lub gorących, odtrąca natomiast tych letnich. A taka właśnie jest, niestety, współcześnie cywilizacja europejska: grzęznąca w relatywizmie, uwikłana w poprawność polityczną wynoszącą na ołtarze fałszywe złote cielce, na siłę i wbrew zdrowemu rozsądkowi próbująca godzić problemy, które w istocie nie są do pogodzenia. Ciekawe, jak wygląda to samobójcze szaleństwo Zachodu w oczach wyznawców Mahometa? I co powiedzieliby o nim dawni herosi krucjat?

(...)

Czytany 1585 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.