×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
piątek, 07 listopad 2014 00:00

Od Redakcji

Napisane przez

Pod koniec września prezydent Iranu Hasan Rowhani, włodarz państwa do niedawana przedstawianego w mediach, jako wiodące prym w tzw. osi zła, wystąpił do narodów zgromadzonych na sesji ONZ z dramatycznym apelem o powołanie sojuszu przeciwko nowo powstałemu państwu islamskiemu ISIS (jeszcze większemu złu?). Sytuacja na Bliskim Wschodzie przypominać zaczęła tym samym już nie tyle szybko zmieniający się kalejdoskop, co raczej poligon doświadczalny po eksperymentalnym wybuchu. Trudno obecnie o orientację kto z kim i dlaczego. Względnie prosperujący w latach 90. Bliski Wschód z dnia na dzień zamienia się w szybko narastający chaos i trudno nie dostrzec w tym procesie złowieszczej wręcz roli dyżurnego demokratora świata – Stanów Zjednoczonych.

Do bajek dla naiwnych należy włożyć oficjalną narrację, że chodzi w tym wszystkim o szlachetny prometejski gest niesienia płomienia wolności krajom pomrocznym. Przeczy temu choćby awanturnicze wspieranie przez prezydenta Obamę rebeliantów i radykałów islamskich przeciw legalnie urzędującym, umiarkowanym, jak na standardy bliskowschodnie, władzom suwerennych państw, takich jak choćby Syria. Walka o wpływy i dominację w regionie żyznego półksiężyca stanowi obecnie „być albo nie być” dla głównych globalnych graczy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że sukcesywna realizacja strategii Zbigniewa Brzezińskiego z wolna przekształca się w pełzający konflikt globalny.

Odżyły też dawne dziewiętnastowieczne demony. Nienawiść do zachodniego okupanta wskrzesiła najbardziej radykalną postać islamu wywodzącą się wprost z ruchów wahabickich. Okrucieństwo i bezpardonowość z jaką zwolennicy nowego kalifatu ścinają głowy świętej resztce irackich chrześcijan, transmitowana przez media na srebrne ekrany, wzbudziła postrach i zgrozę w tzw. cywilizowanym świecie, który wcześniej dość gładko przeszedł obok setek tysięcy zabitych ofiar wojny irackiej, nie znużył też swoich oczu widokiem chrześcijan mordowanych w Indiach czy Afryce. Czy nowy kalifat jest ową apokaliptyczną bestią? Czy raczej słabą gangsterską inicjatywą pasterzy kóz? A może na Bliskim Wschodzie bestia faktycznie już od dawna grasuje, choć jest to jednak inne, bardziej znajome zwierzę. Może do tej pory pozostawało ono nierozpoznane w związku z tym, że posiada główne media i rządzi światową propagandą. Najgroźniejszym wszak graczem, jest ten, który rozdaje karty. Odpowiedzi na tak postawione pytania pozostawiamy naszym autorom oraz wysokiej inteligencji czytelników kwartalnika Opcja na prawo.

Czytany 3578 razy

Więcej w tej kategorii: « Bliski Wschód: jeden z wariantów
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.