środa, 04 luty 2015 00:00

Eksport państwowego prawa

Napisane przez

W listopadzie 1993 roku, gdy w Maastricht podpisywano traktat kreujący Unię Europejską ? w Polsce trwała szaleńcza gospodarcza pierestrojka podszyta politycznymi trzęsieniami ziemi. Prezydent Wałęsa rozwiązywał Sejm, Suchocką wymieniano na Pawlaka, gdy tymczasem złodzieje ssali pieniądze, skąd się dało (afery Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie, Fundacji Prasowej Solidarność czy PFRON ? Normiko ? by nie być gołosłownym).

Próba utworzenia nowego państwa ? Unii Europejskiej nie dotyczyła specjalnie Polski, toteż niewiele można było znaleźć w polskich mediach sensownych komentarzy. Może to niezbyt zręcznie i elegancko wspominać własne opinie, ale pisałem wtedy (do ?Najwyższego Czasu!?), że utworzenie państwa pretendującego do bycia mocarstwem na europejskim kontynencie ? nie będzie w smak ani Rosji, ani Stanom Zjednoczonym. Żaden z tych hegemonów nie był (i nie jest) zainteresowany nawet częściową utratą wpływów na zróżnicowanym, ale bogatym przecież euroazjatyckim półwyspie.

Dzisiaj mogę ? jak stara ciotka ? pozrzędzić: ?a nie mówiłem?? Przepychanka między USA a Rosją o wpływy w Europie trwa w najlepsze, a tu i ówdzie zamienia się nawet w lokalne wojny. W spontaniczny ukraiński ?Majdan? wierzy jeszcze może garść zwolenników PiS i część klakierów telewizji TVN. Nawet ?The Economist? publikuje na okładce grafiki prezydentów Putina i Obamy w czerwonych krawatach, wyraźnie sugerując, że grają oni do jednej bramki. Poszczególne europejskie kraje (dawniej: państwa) są zachęcane, straszone, szantażowane i przekupywane przez obu hegemonów, a to do umieszczenia obcych wojsk na swoim terytorium, a to do zmiany waluty, a to do energetycznego uzależnienia się od tego czy innego dostawcy.

W tym huraganie propozycji i nacisków warte odnotowania są usiłowania Niemiec do prowadzenia własnej, państwowej polityki. Niemcy jako państwo poważne ? jak mawia Stanisław Michalkiewicz ? dążą nie tylko do uniezależnienia się od większych graczy, ale również inteligentnie rozszerzają swój system prawny na sąsiadów, próbując odgrywać rolę europejskiego hegemona.

Przed kilku miesiącami gruchnęła w międzynarodowych sferach transportowych wiadomość o tym, że Niemcy zmuszą kierowców ciężarówek jadących tranzytem do korzystania z hoteli w czasie przymusowych postojów. Pretekstem miało być zbytnie zmęczenie kierowców po nocy spędzonej w ?sleeperze? własnej kabiny. Ponieważ gros przewozów przez Niemcy wykonywanych jest przez polskie firmy, polscy przewoźnicy podnieśli raban. Najgłośniej było słychać Władysława Frasyniuka. I trzeba przyznać, że tym razem wypowiadał się publicznie sensownie, wyrażał bowiem opinię jako przedsiębiorca, a nie jako polityk. Niemniej, ponieważ opcja polityczna, do której należał kiedyś ten słynny trybun wrocławskiego podziemia, rozpadła się już dawno, pies z kulawą nogą z aktualnego rządu RP nie podchwycił tematu i Niemcy ? konsekwentnie i precyzyjnie ? rozpoczęli usuwanie polskich przewoźników z niemieckich szos.

A robota to ogromna, bo polskie firmy mają największy udział w rynku wszystkich przewozów w UE. Duża część tych przewozów przecina teren Niemiec, więc każda dodatkowa regulacja spowoduje jakiś efekt u przewoźników.

Wprawdzie pogłoski o przymusowych noclegach w niemieckich hotelach nie spełniły się (hotelarze niemieccy z pewnością tego żałują), ale od początku tego roku Niemcy ustaliły minimalną godzinową stawkę 8,50 EUR dla wszystkich wykonujących jakiekolwiek prace na terenie Niemiec. Rozporządzenie wykonawcze weszło w życie 1 stycznia i z niemiecką precyzją wszyscy nie-niemieccy kierowcy, którzy załadowują lub rozładowują towary na terenie Niemiec muszą podpisać oświadczenie, iż są świadomi, że należy im się 8,50 EUR za godzinę pracy. Oświadczenia na razie leżą w firmach niemieckich, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wkrótce inspektorzy Bundesministerium der Finanzen poprosili każdą niemiecką firmę o udostępnienie tych oświadczeń. A stąd już bardzo prosta droga do zwrócenia się o pomoc prawną do polskiego fiskusa z pytaniem, czy firma przewozowa nie tylko wypłaciła kierowcy należną stawkę godzinową, ale czy prowadzi ewidencję czasu pracy swoich pracowników na terenie Niemiec w sposób przewidziany niemieckimi przepisami. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że polskie organa skarbowe uprzejmie udzielą wyczerpujących informacji niemieckim kolegom po przeprowadzeniu stosownych kontroli w firmach polskich przewoźników.

(?)

Czytany 981 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.