Paweł Falicki

Paweł Falicki

wtorek, 24 październik 2017 20:08

Czy będziemy podśpiewywać?

Zielony kapelusik z czerwonym piórkiem

Trulalilali, trulala, trulala, la, li la

Będziemy mieli domek z małym podwórkiem

Trulalilali, trulala, trulala, la

 

(1942, kompozytor: Jan Markowski, słowa: Zdzisław Gozdawa)

Zacznijmy od stwierdzenia, że państwo, jego istnienie – jest wartością. Dla kogo jest ono wartością? Ano, przede wszystkim dla mieszkańców terytorium, nad którym państwo rozciąga swoją władzę. Najbardziej lubiane byłoby państwo dyskretne i niemal niewidoczne, ale tak silne, by zapewniało bezpieczeństwo. Im bardziej państwo staje się opresyjne dla jego mieszkańców, tym mniej jest lubiane i tym mniej wydaje się potrzebne. Taki jest punkt widzenia mieszkańców terenu, nad którym rozciąga się państwo, z założeniem, że mieszkańcy ci nie są skłonni relokować się poza jego granice.

poniedziałek, 10 lipiec 2017 21:41

Ład ekonomiczny w świecie wg Benedykta XVI

Caritas in Veritate to najdłuższa encyklika papieża Benedykta XVI. Opublikowana została w 2009 roku. To jeden z nielicznych dokumentów Kościoła katolickiego w dużej części dotyczący ładu ekonomicznego w świecie.

Poniżej – fragmenty encykliki. Mogą się one na pierwszy rzut oka wydawać nieco wyrwanymi z całości, ale dość dobrze obrazują myśl Ojca Świętego. De facto postulują dość radykalne zachowania podmiotów gospodarczych we współczesnym świecie (np. kategoria daru między przedsiębiorstwami). Myśli papieża – gdyby je próbować implementować w życiu ekonomicznym – w pierwszej chwili budzą naturalny sprzeciw przedsiębiorcy. Niemniej po chwili refleksji uznać trzeba, że wiele negatywnych zjawisk życia gospodarczego mogłoby zniknąć, gdyby zalecenia Benedykta XVI były brane serio, np. przez managerów tworzących międzynarodowe korporacje. Wynaturzenia ładu gospodarczego, jakich jesteśmy świadkami, mogłyby zostać znacznie ograniczone.

sobota, 20 sierpień 2016 14:12

Gdzie trzymać pieniądze

Od ponad roku nie żyje już Sergej Paśko – założyciel Bałtyckiej Partii Republikańskiej i promotor samodzielnego państwa kaliningradzkiego. Jego partia – funkcjonująca z przerwami od 1993 roku – wprawdzie została w 2005 r. ostatecznie zdelegalizowana, ale myśl o utworzeniu „czwartego państwa bałtyckiego” pozostała żywa do dziś.

Z trudnościami rozwijana jest wewnątrz Federacji Rosyjskiej, m.in. przez wciąż represjonowanych Olega Bieriezowskiego i Igora Rudnikowa. Myśl ta pojawia się na dziesiątkach blogów, witryn internetowych, w mediach społecznościowych i tradycyjnej papierowej prasie – nie tylko rosyjskojęzycznej. Inicjatyw uniezależnienia się od Moskwy było chyba dziesiątki: od formalnych wniosków do Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej do rozganianych przez milicję pikiet niezadowolonych mieszkańców Kaliningradu. Obfite i rzetelne informacje o najnowszej historii Kaliningradu zaczerpnąć można np. z prac dr Mariusza Maszkiewicza, byłego ambasadora RP na Białorusi publikującego analizy m.in. na portalach www.ssrn.com lub www.nowapolitologia.pl.

Kaliningradzka enklawa (a właściwie: eksklawa) jest oczywiście dzisiaj naszpikowana infrastrukturą wojskową, a jej ludność (niecały milion) prawie w 100 procentach związana jest lub była z wojskiem. Mimo tego lojalność kaliningradczyków wobec moskiewskich rozkazów jest wątpliwa. Tzw. ulica stoi obiema nogami na ziemi i widzi, jakie zmiany następują w sąsiedniej Polsce i na Litwie, widzi również niemieckie ciągoty do odzyskania rdzennie pruskiego terytorium. Wie także, że w przypadku regermanizacji – Niemcy umieliby sobie poradzić z rosyjską mniejszością (skuteczna repatriacja potomków Niemców nadwołżańskich). Ta wątpliwa lojalność kaliningradczyków wobec Moskwy sięga nawet oficjalnych działaczy głównej politycznej siły FR „Jedna Rosja”, którzy w trakcie kampanii wyborczej podmieniani są nerwowo przez lobby kremlowskie na innych (np. przedsiębiorca E. Morozow usunięty z list po wygraniu wstępnych, okręgowych wyborów do Dumy miażdżącą większością głosów). Ludność Okręgu Kaliningradzkiego – jeśli pojawią się tam wkrótce tak czy inaczej poprzebierane wojska NATO – poprze oczywiście oderwanie enklawy od Moskwy pod warunkiem, że dostanie sensowną propozycję ochrony i perspektywę doszlusowania do „raju” Unii Europejskiej.

(...)

sobota, 20 luty 2016 21:27

Przejście pod kuratelę chińską

Historia Polski od 1795 do 1918 roku to rozbiory i zabory. Ludność państwa dzielonego na kawałki i okupowanego w naturalny sposób nabywa wrogości do każdej administracji.

Ponad 200 lat takiego stanu rzeczy to jest osiem pokoleń. W tym pięć lat wyjątkowo dotkliwej okupacji niemieckiej i ponad 40 lat PRL – państwa satelickiego w stosunku do dominującego ZSRR (obecnie – Rosja), czyli jeszcze dwa pokolenia. Przy czym, o ile niemiecka okupacja czyniła z Polaków bohaterów, to sowiecka, łamiąc charaktery – zamieniała nas w gówno, jak zauważył Józef Mackiewicz w „Drodze donikąd”. Lata te zawiesiły Polskę w schemacie myślenia „albo Berlin, albo Moskwa”. A wersji współczesnych „inteligentów” kojarzących mi się nie wiem dlaczego, z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Polityką” i „Gazetą Wyborczą”: „jak nie Bruksela to Białoruś”.

Roztoczona nad Polską w końcu II wojny światowej opieka ZSRR zaczęła kończyć się od roku 1976 drgawkami społecznymi. Ale ani bojaźliwa wobec rosyjskiego hegemona Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, ani tworzona od połowy lat 70. „opozycja demokratyczna” nie były w stanie radykalnie oderwać się od dominacji „matiuszki Rassiji”. Próby przejścia pod kuratelę niemiecką podjął premier Tadeusz Mazowiecki (spotkanie w Krzyżowej z kanclerzem Helmutem Kohlem i jego następstwa). Niemniej rzeczywistego uzależnienia Polski od Niemiec dokonały dopiero rządy Donalda Tuska. Chociaż trzeba oddać sprawiedliwość zarówno Leszkowi Millerowi, jak i Lechowi Kaczyńskiemu – to oni podpisywali różne akty, od Maastricht przez Ateny do Lizbony, integrujące nas z Rzeszą Niemiecką (zwaną przez wiele ostatnich lat – Unią Europejską).

Trzeci eksperyment niemiecki zjednoczenia państw Europy pod jednym kierownictwem (po dwu nieudanych militarnych próbach w 1914 i 1939) obserwowany jest uważnie zarówno przez Rosję, jak i USA. Żadne z tych państw nie jest naprawdę zainteresowane powstaniem kolejnego hegemona, z gospodarką przewyższającą możliwości ekonomiczne, a w perspektywie i militarne obu tradycyjnie antagonistycznych światowych policjantów. Unia Europejska – nowe państwo – tworzy się jednak mimo krytycznego podejścia dotychczasowych hegemonów. Zadanie utworzenia nowego państwa-hegemona wzięły na siebie Niemcy. Mimo licznych ograniczeń nałożonych na nie po II wojnie światowej, nie zrezygnowały z mocarstwowych planów i stały się politycznym i gospodarczym przywódcą organizacji pretendującej do nadzoru nad krajami położonymi na europejskim subkontynencie.

Reorientacja powojennej PRL z wiecznej przyjaźni z Moskwą na sztamę z Berlinem (który „znajduje się” dzisiaj w Brukseli, wraz z nieocenionym komisarzem Martinem Schultzem) zaangażowała w ostatnich latach większość polskich elit politycznych bez reszty. Legislacyjna sraczka (eufemistycznie zwana „dostosowaniem polskiego prawa do wymogów unijnych”), która opanowała obie polskie izby parlamentarne i wszystkie rządy – niezależnie od ich „lewicowości” czy „prawicowości” – zaabsorbowała tak bardzo polityków, że mało który jest w stanie zastanowić się nad kierunkiem, w którym zdąża RP.

Jednym z nielicznych polskich polityków, który wyczuł dość wcześnie „nowy wiatr”, był Leszek Miller. Pięciodniowa wojna Rosji z Gruzją nie pozostawiła złudzeń co do imperialnych intencji Moskwy, nawet wśród byłych aparatczyków PZPR. „Przewerbowanie” Leszka Millera z orientacji prorosyjskiej na proamerykańską odbyło się wprawdzie przy spazmach części wiernego SLD (dawniej PZPR), ale wjazd agentów CIA do Polski z operacjami przerzutu więźniów przez Kiejkuty dobitnie pokazał, że pomagamy USA. Natomiast USA odwdzięcza się kartonami z amerykańską gotówką. Wprawdzie wdzięczność ta nie rozlewała się na całe społeczeństwo, niemniej było to tak jak z koniakiem – znanym powszechnie napojem klasy robotniczej, pitym ustami jej przedstawicieli z Komitetu Centralnego.

(...)

środa, 04 luty 2015 00:00

Eksport państwowego prawa

W listopadzie 1993 roku, gdy w Maastricht podpisywano traktat kreujący Unię Europejską ? w Polsce trwała szaleńcza gospodarcza pierestrojka podszyta politycznymi trzęsieniami ziemi. Prezydent Wałęsa rozwiązywał Sejm, Suchocką wymieniano na Pawlaka, gdy tymczasem złodzieje ssali pieniądze, skąd się dało (afery Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie, Fundacji Prasowej Solidarność czy PFRON ? Normiko ? by nie być gołosłownym).

poniedziałek, 11 sierpień 2014 12:20

Chiny - paradoksalna siła katolicyzmu

Lotnisko w Szanghaju jest na oko dwa razy bardziej rozległe niż to we Frankfurcie nad Menem. Może dlatego, że terminale są położone dalej od siebie. To złudzenie, bo ma ono tylko trzy pasy, a Frankfurt ma ich cztery. Ale pasażerów ?przepakowuje? o ponad 30% więcej niż Frankfurt. I jakoś nie mogłem na nim znaleźć politycznie poprawnej wielowyznaniowej kaplicy, tak rozpowszechnionej na lotniskach europejskich. Wydawałoby się, że po przylocie powinno się zauważyć gdzieś posążek jakiegoś Buddy. Ale nic takiego nie rzuca się w oczy.

sobota, 10 maj 2014 05:22

Kompleks osi Berlin-Moskwa

Snucie rozważań o relacjach międzynarodowych Polski ostatnio jest zdominowane polityczną ?bieżączką?. By w ogóle wypowiadanie się na temat Polski w świecie miało sens, wydaje się rozsądne uprzednie zdefiniowanie kilku pojęć. A nawet, jeśli nie ?zdefiniowanie?, to przynajmniej próba jakiegoś doprecyzowania.

wtorek, 28 styczeń 2014 11:45

Propagandowa bańka

Nie sposób dziś nie zauważyć rozlewania się propagandy homoseksualizmu. Od początku lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) zdecydowało o wykreśleniu homoseksualizmu z Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (DSM) ? wykazu chorób psychicznych, propagowanie homoseksualizmu stało się łatwiejsze, bo pozbawione piętna medycznej dewiacji.

Północna granica Unii Europejskiej strzeżona jest jedynie przez dwie zakurzone kamery. Być może transmitują gdzieś obraz przejeżdżających z rzadka samochodów, ale nie zdziwiłbym się, gdyby były to zwykłe atrapy. Wąska droga pokryta szarym asfaltem na chwilę urozmaicana zostaje kilkoma znakami drogowymi, napisem ?Norge?, herbem prowincji, ale właściwie nie ma powodu zwalniać, bo żadnych istotnych zmian nie ma.

Załóżmy, że jest już po wszystkim. Że członkowie Komisji Europejskiej i cała administracja UE nie dostali już trzeci miesiąc wypłaty i duża część z nich po prostu przestała przyjeżdżać na posiedzenia do Brukseli. To powoduje paraliż decyzyjny. Unia Europejska z większością instytucji, które miały tworzyć nowe państwo ? zamiera i zanika, trochę jak Liga Narodów.

startPoprzedni artykuł123Następny artykułkoniec
Strona 1 z 3

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.