sobota, 12 wrzesień 2015 11:29

Przemówienie Viktora Orbána, wygłoszone 27 lutego w centrum konferencyjnym Várkert Bazár w Budapeszcie

Napisał

Sytuacja, w której się teraz znajduję, jest dobrze znana. Mówca w takim momencie, zanim rozpocznie swoje przemówienie, chciałby wcześniej słuchaczom coś jeszcze powiedzieć. Pierwsza moja uwaga byłaby następująca.
Pan przewodniczący  [zarządu Fundacji na Rzecz Obywatelskich Węgier, Zoltán Baloga] wspomniał o tych powierzchownych, rezonerskich analitykach, według których obywatelskie Węgry są tylko politycznym produktem, a to podkopuje zaufanie zwolenników naszej wspólnoty politycznej. Rozumiem ten niepokój, ale od duchownych Kościoła reformowanego – nie mówiąc już o ministrach – oczekuję więcej wiary w siebie. Wszak wysoko wznosimy nasz sztandar, każdy go widzi. Każdy widzi, że jesteśmy wspólnotą partii ludowej, opierającej się na fundamentach chrześcijańskiej demokracji. Obywatelskie Węgry są ideą, gwiazdą przewodnią tej wspólnoty. Nie sądzę, by w ciągu najbliższych stu lat w tej kwestii miała nastąpić jakaś zmiana.
Pan przewodniczący wspomniał również, że rządzenie, które opiera się na fundamencie wartości narodowych i chrześcijańskich – jeśli dobrze go cytuję – nie jest kwestią o charakterze politycznym, lecz sprawą osobistą. Nie chodzi w nim o pozycję czy rangę ani o przywileje czy uzależnienie od władzy. Warto, żebyśmy sobie o tym przypominali, będąc u władzy. To sprawa kluczowa. W naszych rządach to kwestia podstawowa.


Oczywiście, musimy zaraz zaznaczyć: jesteśmy tylko ludźmi. Nie jesteśmy święci, choć mamy się o to starać, co nie zaszkodzi nawet reformatom kalwinistom; mamy swoje interesy, skłonności, mamy też oczywiście swoje upodobania. Nasza praca nie jest doskonała, choć również i o to winniśmy się starać.
Jednak pomimo wszelkich ułomności i niedoskonałości, w jednej rzeczy nie możemy zbłądzić: żadne osobiste ambicje, żadne jednostkowe ani grupowe interesy nie mogą wznieść się ponad interes ojczyzny, ponad służbę dla niej. To coś więcej niż poszanowanie prawa. Tu chodzi o coś mocniejszego niż przysięga złożona na Konstytucję. Tak jak określił to pan przewodniczący, tu chodzi o sprawę osobistą, sprawę honoru, a jednocześnie o fundament prowadzenia polityki przez chrześcijańską demokrację.
W tym miejscu narzuca się pewna rada, ważna dla każdego polityka wyznającego idee chrześcijańskiej demokracji. Przytaczam: Nie troszczcie się o to, czy Bóg jest z wami, ale o to, czy wy jesteście z Nim. Życzę wiele sukcesów nam wszystkim!
Szanowne Panie, Szanowni Panowie!
Jesteśmy tu zgromadzeni w sali centrum konferencyjnego Várkert Bazár [w parku zamkowym], jednego z najciekawszych, najbardziej szczególnych kompleksów architektonicznych kraju. Wszyscy wiedzą, jak wyglądał ten kompleks jeszcze parę lat temu: opuszczony, zamieniający się w ruinę, skazany na wyniszczenie – nie było tu nic innego, jak tylko gruz, chwasty i wstyd. W końcu, po wielu latach bezradności, zrodziła się odważna decyzja. To, co przez dekady podlegało tylko zniszczeniu i ruinie, lśni teraz na nowo dawnym blaskiem. Kompleks Várkert Bazár może stanowić symbol naszych rządów.
Szanowni, Panie i Panowie!
Dziś w pierwszym rzędzie chciałbym powiedzieć państwu o tym, że cywilizacja europejska, Europejczycy, a szczególnie europejscy przywódcy stają wobec kłębowiska pytań. Śledząc życie polityczne Europy, wyczuwam, że nie tylko brak na nie zadowalających odpowiedzi, lecz nawet nie jestem pewien tego, czy w ogóle zrozumieliśmy pytania, które nam zadają nasze czasy.

Oto pierwsze z nich. Czy epoka, w której tu i teraz znajdują się Europejczycy, to jeszcze ten sam okres kryzysu, rozpoczętego w 2008 roku, czy też żyjemy już w nowym świecie, powstałym po tym kryzysie finansowym? To nie wszystko jedno! Nie wszystko jedno, czy możemy żywić nadzieję, że to jeszcze epoka kryzysu, po której życie w Europie będzie mogło powrócić do przedkryzysowego porządku, który dziś już wydaje porządkiem czasów pokojowego dobrobytu. Czy też musimy się pogodzić z faktem, że to już inny świat, twardy, nieprzyjazny, i jeśli szybko czegoś nie zrobimy, to boleśnie zdewaluuje nasz stary, dobry kontynent.
A jeśli sprawa tak się ma, to na darmo przestrzenie wolności europejskiej egzystencji, na darmo kuszący i budzący zazdrość styl życia, na darmo wspaniały skarbiec kultury – albowiem w wielkim światowym biegu konkurencyjności nasza Europa zostaje nieodwracalnie zepchnięta na boczny tor.
25 lat po cudzie roku 1990 we wschodniej części Europy słychać szczęk oręża. Na południu drenażowe gospodarcze pakiety ratunkowe wywołują wzrost nastrojów anarchistycznych i wrogich Unii Europejskiej; jedna po drugiej pojawiają się skrajne, budzące niepokój partie. W zachodniej połowie kontynentu organizacje terrorystyczne rekrutują swych bojowników spośród żyjących tam imigrantów, a w tym samym czasie południowe granice Unii, w tym i nasze, zalewane są falami współczesnej wędrówki ludów, na co bezradnie patrzą coraz bardziej sfrustrowane państwa oraz ich rządy.
Wszystko to dzieje się w takiej sytuacji gospodarczej, w której miliony obywateli Europy Zachodniej są przekonane, że muszą coraz więcej pracować za coraz mniejsze wynagrodzenie, jeśli w ogóle są w stanie utrzymać swoje miejsca pracy.
Europa zderza się z pytaniami, na które nie da się już znaleźć odpowiedzi w ramach liberalnego multikulturalizmu. Czy możemy przyjąć ludzi, spośród których wielu nie chce zaakceptować europejskiej kultury lub też z góry przybywa z intencją jej zniszczenia? W jaki sposób utraciliśmy i jak możemy odzyskać wspólną europejską ojczyznę, którą jest w stanie zaaprobować każdy naród Unii, Grecy i Niemcy jednocześnie?
Czy jesteśmy w stanie zatrzymać powrót upiorów zimnej wojny i tego, by oddalająca się od Europy Rosja ponownie stała się naszym wrogiem? A czy my, Węgrzy, jesteśmy w stanie stanąć w obronie niepodległości Ukrainy, bezpieczeństwa zakarpackich Węgrów, energetycznego bezpieczeństwa Węgier i naszych interesów gospodarczych jednocześnie?
Naszym obowiązkiem, jako węgierskiego rządu powstałego w drodze wyborów, jest dać naszą własną odpowiedź, odpowiedź kraju, który jest członkiem NATO i Unii Europejskiej. Węgry muszą tak stawiać kroki, by móc pozostać miejscem bezpiecznym i pewnym w tym niepewnym świecie. Nasze odpowiedzi muszą być takie, byśmy mogli obronić nasze osiągnięcia, do których doszliśmy własnym potem i ciężką pracą oraz byśmy tym samym mogli stworzyć możliwości samorealizacji dla jeszcze większej liczby Węgrów.

Do tego wszystkiego, moi drodzy przyjaciele, szanowni panie i panowie, potrzebna jest suwerenna i przejawiająca własną inicjatywę polityka zagraniczna. Suwerenna polityka zagraniczna ma swoje warunki, wymaga albo poważnej armii, albo osiągnięć gospodarczych; oczywiście, najlepiej gdy oba czynniki występują jednocześnie. Rozmiar i uzbrojenie naszej armii nie pozwalają na prowadzenie w oparciu o nią suwerennej węgierskiej polityki zagranicznej. Choć trzeba sobie uświadomić, że w Europie Środkowej na nowo rozpoczął się proces uzbrajania się. W roku 2010 zaś walczyliśmy o gospodarcze przetrwanie i wyjście z kryzysu gospodarczego, co pochłonęło wszystkie nasze siły.
Dlatego w 2010 roku mogliśmy prowadzić tylko taką politykę zagraniczną, która miała charakter dostosowawczy i naśladowczy, polegającą na pozostawaniu w tzw. głównym nurcie. Mogliśmy oczekiwać tylko tego, by od zewnątrz obroniła ona nasze działania na rzecz odzyskania gospodarczej samodzielności, odnowy i reorganizacji kraju. Tę misję, pod przewodnictwem [ministra] Jánosa Martonyiego, wypełniliśmy. Za to należą się mu podziękowania!
W roku 2014 sytuacja się zmieniła. Węgry zapisały kartę historii gospodarczego sukcesu, co powoli znajduje uznanie również w Europie. Nie możemy dalej spoza boiska obserwować, jak inni za nas kształtują naszą przyszłość. Dlatego ogłosiliśmy nową doktrynę, rozpoczęliśmy inicjatywną politykę zagraniczną. Przeprowadziliśmy stosowne zmiany organizacyjne i personalne, w centrum umieściliśmy zagraniczne stosunki gospodarcze, młodych, zdolnych ludzi z ambicjami rzuciliśmy na głęboką wodę. Starsi do udzielania rad, a młodzi do walki!
Wielu oczywiście zdumiewa ta suwerenna i pełna własnej inicjatywy polityka zagraniczna, zadziwia nasza nowa i samodzielna polityka europejska. Zdumiewa fakt, że oto zakończył się okres polityki braku zaangażowania i defensywy. Naturalnie, rzeczą oczywistą jest, że również w polityce zagranicznej ważne jest umiarkowanie, zwłaszcza w niej. Musimy wiedzieć, gdzie są nasze granice, byśmy nie skończyli jak Tygrys z „Kubusia Puchatka”, który przebrał miarę w podskakiwaniu.

Szanowne panie, szanowni panowie!
Zaobserwowałem, że wcześniej często albo baliśmy się zagranicy, albo patrzyliśmy na nią z góry. Taki sposób myślenia i taki instynkt nie są godne Węgier, które wkrótce ponownie staną się liderem Europy Środkowej, i na które coraz pewniej można spoglądać jako na przykład sukcesu samodzielnej i odważnej polityki gospodarczej. Czas, byśmy nauczyli się traktować zagranicę jako równorzędnego partnera i tak też się czuć wobec niej.
Nie bójmy się walczyć o własną rację. Uwierzcie, państwo, świat to doceni, spotka się to z uznaniem. Tylko w tym miesiącu nasz kraj odwiedził jeden prezydent, trzech premierów i dziewięciu ministrów spraw zagranicznych. Mieli swoje powody, by tu przyjechać, gdyż przywróciliśmy Węgry na polityczną mapę Europy. Socjaliści i liberałowie nazywają to wyizolowaniem w polityce zagranicznej.
Węgry w roku 2010 odpowiedziały na najważniejsze europejskie pytania. My już od 2010 roku żyjemy w tej przyszłości, do której wielu dopiero teraz wyrusza lub wcześniej czy później będzie się o to starało. Europa dziś jeszcze otacza się fosami politycznej poprawności, obmurowuje licznymi tabu i dogmatami. W przeciwieństwie do nich my dostrzegliśmy, że stary, przedkryzysowy świat już nie powróci.
Są rzeczy, które warto zachować z poprzedniej epoki, na przykład, demokrację, i to w formie w miarę możności pozbawionej dodatkowych określeń. Trzeba zaś pożegnać się z tym wszystkim, co się nie sprawdziło, więcej – co poniosło klęskę. Trzeba to odrzucić, zanim zostaniemy przez to pogrzebani. My wybraliśmy przyszłość. Kto nie dokonuje wyborów, za tego wyboru dokonają okoliczności. Kto nie podejmuje decyzji, za tego zadecydują inni.
Dlatego też odrzuciliśmy neoliberalną politykę gospodarczą – być może w ostatniej godzinie. Odstawiliśmy politykę zaciskania pasa, unikając w ostatniej chwili losu Grecji.
Pożegnaliśmy się z fałszywą ideą społeczeństwa multikulturowego, zanim uczyniłaby z Węgier obóz uchodźców. Odrzuciliśmy też liberalną politykę społeczną, która nie uznaje dobra wspólnego i odrzuca chrześcijańską kulturę, czyli jedyny naturalny fundament europejskiej organizacji społeczeństwa. Odrzuciliśmy również dogmat politycznej poprawności. Naraziliśmy się przez to wszystko na wiele niegodnych ataków i oskarżeń.
Uważam, że Węgier ze swojej natury jest politycznie niepoprawny, co znaczy, iż nie utracił jeszcze zdrowego rozsądku. Nie interesuje go gadanie, tylko fakty, pragnie wyników, nie teorii, chce pracy i tanich kosztów utrzymania, nie daje się nabrać na pseudozasadę, że bezrobocie jest naturalną częścią nowoczesnej gospodarki.
Chce się wyzwolić ze współczesnego niewolnictwa bankowego, do którego doprowadziły go kredyty dewizowe. Nie chce w swojej ojczyźnie tłumu ludzi z innych kultur i obyczajów, którzy są niezdolni do przystosowania się, stanowią zagrożenie dla porządku publicznego, dla jego miejsca pracy i utrzymania.


/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Sytuacja, w której się teraz znajduję, jest dobrze znana. Mówca w takim momencie, zanim rozpocznie swoje przemówienie, chciałby wcześniej słuchaczom coś jeszcze powiedzieć. Pierwsza moja uwaga byłaby następująca.
Pan przewodniczący [zarządu Fundacji na Rzecz Obywatelskich Węgier, Zoltán Baloga] wspomniał o tych powierzchownych, rezonerskich analitykach, według których obywatelskie Węgry są tylko politycznym produktem, a to podkopuje zaufanie zwolenników naszej wspólnoty politycznej. Rozumiem ten niepokój, ale od duchownych Kościoła reformowanego – nie mówiąc już o ministrach – oczekuję więcej wiary w siebie. Wszak wysoko wznosimy nasz sztandar, każdy go widzi. Każdy widzi, że jesteśmy wspólnotą partii ludowej, opierającej się na fundamentach chrześcijańskiej demokracji. Obywatelskie Węgry są ideą, gwiazdą przewodnią tej wspólnoty. Nie sądzę, by w ciągu najbliższych stu lat w tej kwestii miała nastąpić jakaś zmiana.
Pan przewodniczący wspomniał również, że rządzenie, które opiera się na fundamencie wartości narodowych i chrześcijańskich – jeśli dobrze go cytuję – nie jest kwestią o charakterze politycznym, lecz sprawą osobistą. Nie chodzi w nim o pozycję czy rangę ani o przywileje czy uzależnienie od władzy. Warto, żebyśmy sobie o tym przypominali, będąc u władzy. To sprawa kluczowa. W naszych rządach to kwestia podstawowa.
Rządzenie, które opiera się na fundamencie wartości narodowych i chrześcijańskich, nie jest kwestią o charakterze politycznym, lecz sprawą osobistą. Nie chodzi w nim o pozycję czy rangę ani o przywileje czy uzależnienie od władzy. To sprawa kluczowa. W naszych rządach to kwestia podstawowa.
Oczywiście, musimy zaraz zaznaczyć: jesteśmy tylko ludźmi. Nie jesteśmy święci, choć mamy się o to starać, co nie zaszkodzi nawet reformatom kalwinistom; mamy swoje interesy, skłonności, mamy też oczywiście swoje upodobania. Nasza praca nie jest doskonała, choć również i o to winniśmy się starać.
Jednak pomimo wszelkich ułomności i niedoskonałości, w jednej rzeczy nie możemy zbłądzić: żadne osobiste ambicje, żadne jednostkowe ani grupowe interesy nie mogą wznieść się ponad interes ojczyzny, ponad służbę dla niej. To coś więcej niż poszanowanie prawa. Tu chodzi o coś mocniejszego niż przysięga złożona na Konstytucję. Tak jak określił to pan przewodniczący, tu chodzi o sprawę osobistą, sprawę honoru, a jednocześnie o fundament prowadzenia polityki przez chrześcijańską demokrację.
W tym miejscu narzuca się pewna rada, ważna dla każdego polityka wyznającego idee chrześcijańskiej demokracji. Przytaczam: Nie troszczcie się o to, czy Bóg jest z wami, ale o to, czy wy jesteście z Nim. Życzę wiele sukcesów nam wszystkim!
Szanowne Panie, Szanowni Panowie!
Jesteśmy tu zgromadzeni w sali centrum konferencyjnego Várkert Bazár [w parku zamkowym], jednego z najciekawszych, najbardziej szczególnych kompleksów architektonicznych kraju. Wszyscy wiedzą, jak wyglądał ten kompleks jeszcze parę lat temu: opuszczony, zamieniający się w ruinę, skazany na wyniszczenie – nie było tu nic innego, jak tylko gruz, chwasty i wstyd. W końcu, po wielu latach bezradności, zrodziła się odważna decyzja. To, co przez dekady podlegało tylko zniszczeniu i ruinie, lśni teraz na nowo dawnym blaskiem. Kompleks Várkert Bazár może stanowić symbol naszych rządów.
Szanowni, Panie i Panowie!
Dziś w pierwszym rzędzie chciałbym powiedzieć państwu o tym, że cywilizacja europejska, Europejczycy, a szczególnie europejscy przywódcy stają wobec kłębowiska pytań. Śledząc życie polityczne Europy, wyczuwam, że nie tylko brak na nie zadowalających odpowiedzi, lecz nawet nie jestem pewien tego, czy w ogóle zrozumieliśmy pytania, które nam zadają nasze czasy.
Żadne osobiste ambicje, żadne jednostkowe ani grupowe interesy nie mogą wznieść się ponad interes ojczyzny, ponad służbę dla niej.
Oto pierwsze z nich. Czy epoka, w której tu i teraz znajdują się Europejczycy, to jeszcze ten sam okres kryzysu, rozpoczętego w 2008 roku, czy też żyjemy już w nowym świecie, powstałym po tym kryzysie finansowym? To nie wszystko jedno! Nie wszystko jedno, czy możemy żywić nadzieję, że to jeszcze epoka kryzysu, po której życie w Europie będzie mogło powrócić do przedkryzysowego porządku, który dziś już wydaje porządkiem czasów pokojowego dobrobytu. Czy też musimy się pogodzić z faktem, że to już inny świat, twardy, nieprzyjazny, i jeśli szybko czegoś nie zrobimy, to boleśnie zdewaluuje nasz stary, dobry kontynent.
A jeśli sprawa tak się ma, to na darmo przestrzenie wolności europejskiej egzystencji, na darmo kuszący i budzący zazdrość styl życia, na darmo wspaniały skarbiec kultury – albowiem w wielkim światowym biegu konkurencyjności nasza Europa zostaje nieodwracalnie zepchnięta na boczny tor.
25 lat po cudzie roku 1990 we wschodniej części Europy słychać szczęk oręża. Na południu drenażowe gospodarcze pakiety ratunkowe wywołują wzrost nastrojów anarchistycznych i wrogich Unii Europejskiej; jedna po drugiej pojawiają się skrajne, budzące niepokój partie. W zachodniej połowie kontynentu organizacje terrorystyczne rekrutują swych bojowników spośród żyjących tam imigrantów, a w tym samym czasie południowe granice Unii, w tym i nasze, zalewane są falami współczesnej wędrówki ludów, na co bezradnie patrzą coraz bardziej sfrustrowane państwa oraz ich rządy.
Wszystko to dzieje się w takiej sytuacji gospodarczej, w której miliony obywateli Europy Zachodniej są przekonane, że muszą coraz więcej pracować za coraz mniejsze wynagrodzenie, jeśli w ogóle są w stanie utrzymać swoje miejsca pracy.
Europa zderza się z pytaniami, na które nie da się już znaleźć odpowiedzi w ramach liberalnego multikulturalizmu. Czy możemy przyjąć ludzi, spośród których wielu nie chce zaakceptować europejskiej kultury lub też z góry przybywa z intencją jej zniszczenia? W jaki sposób utraciliśmy i jak możemy odzyskać wspólną europejską ojczyznę, którą jest w stanie zaaprobować każdy naród Unii, Grecy i Niemcy jednocześnie?
Czy jesteśmy w stanie zatrzymać powrót upiorów zimnej wojny i tego, by oddalająca się od Europy Rosja ponownie stała się naszym wrogiem? A czy my, Węgrzy, jesteśmy w stanie stanąć w obronie niepodległości Ukrainy, bezpieczeństwa zakarpackich Węgrów, energetycznego bezpieczeństwa Węgier i naszych interesów gospodarczych jednocześnie?
Naszym obowiązkiem, jako węgierskiego rządu powstałego w drodze wyborów, jest dać naszą własną odpowiedź, odpowiedź kraju, który jest członkiem NATO i Unii Europejskiej. Węgry muszą tak stawiać kroki, by móc pozostać miejscem bezpiecznym i pewnym w tym niepewnym świecie. Nasze odpowiedzi muszą być takie, byśmy mogli obronić nasze osiągnięcia, do których doszliśmy własnym potem i ciężką pracą oraz byśmy tym samym mogli stworzyć możliwości samorealizacji dla jeszcze większej liczby Węgrów.
Węgry muszą tak stawiać kroki, by móc pozostać miejscem bezpiecznym i pewnym w tym niepewnym świecie. Nasze odpowiedzi muszą być takie, byśmy mogli obronić nasze osiągnięcia, do których doszliśmy własnym potem i ciężką pracą oraz byśmy tym samym mogli stworzyć możliwości samorealizacji dla jeszcze większej liczby Węgrów.
Do tego wszystkiego, moi drodzy przyjaciele, szanowni panie i panowie, potrzebna jest suwerenna i przejawiająca własną inicjatywę polityka zagraniczna. Suwerenna polityka zagraniczna ma swoje warunki, wymaga albo poważnej armii, albo osiągnięć gospodarczych; oczywiście, najlepiej gdy oba czynniki występują jednocześnie. Rozmiar i uzbrojenie naszej armii nie pozwalają na prowadzenie w oparciu o nią suwerennej węgierskiej polityki zagranicznej. Choć trzeba sobie uświadomić, że w Europie Środkowej na nowo rozpoczął się proces uzbrajania się. W roku 2010 zaś walczyliśmy o gospodarcze przetrwanie i wyjście z kryzysu gospodarczego, co pochłonęło wszystkie nasze siły.
Dlatego w 2010 roku mogliśmy prowadzić tylko taką politykę zagraniczną, która miała charakter dostosowawczy i naśladowczy, polegającą na pozostawaniu w tzw. głównym nurcie. Mogliśmy oczekiwać tylko tego, by od zewnątrz obroniła ona nasze działania na rzecz odzyskania gospodarczej samodzielności, odnowy i reorganizacji kraju. Tę misję, pod przewodnictwem [ministra] Jánosa Martonyiego, wypełniliśmy. Za to należą się mu podziękowania!
W roku 2014 sytuacja się zmieniła. Węgry zapisały kartę historii gospodarczego sukcesu, co powoli znajduje uznanie również w Europie. Nie możemy dalej spoza boiska obserwować, jak inni za nas kształtują naszą przyszłość. Dlatego ogłosiliśmy nową doktrynę, rozpoczęliśmy inicjatywną politykę zagraniczną. Przeprowadziliśmy stosowne zmiany organizacyjne i personalne, w centrum umieściliśmy zagraniczne stosunki gospodarcze, młodych, zdolnych ludzi z ambicjami rzuciliśmy na głęboką wodę. Starsi do udzielania rad, a młodzi do walki!
W roku 2014 ogłosiliśmy nową doktrynę, rozpoczęliśmy inicjatywną politykę zagraniczną. Przeprowadziliśmy stosowne zmiany organizacyjne i personalne, w centrum umieściliśmy zagraniczne stosunki gospodarcze, młodych, zdolnych ludzi z ambicjami rzuciliśmy na głęboką wodę. Starsi do udzielania rad, a młodzi do walki!
Wielu oczywiście zdumiewa ta suwerenna i pełna własnej inicjatywy polityka zagraniczna, zadziwia nasza nowa i samodzielna polityka europejska. Zdumiewa fakt, że oto zakończył się okres polityki braku zaangażowania i defensywy. Naturalnie, rzeczą oczywistą jest, że również w polityce zagranicznej ważne jest umiarkowanie, zwłaszcza w niej. Musimy wiedzieć, gdzie są nasze granice, byśmy nie skończyli jak Tygrys z „Kubusia Puchatka”, który przebrał miarę w podskakiwaniu.
Szanowne panie, szanowni panowie!
Zaobserwowałem, że wcześniej często albo baliśmy się zagranicy, albo patrzyliśmy na nią z góry. Taki sposób myślenia i taki instynkt nie są godne Węgier, które wkrótce ponownie staną się liderem Europy Środkowej, i na które coraz pewniej można spoglądać jako na przykład sukcesu samodzielnej i odważnej polityki gospodarczej. Czas, byśmy nauczyli się traktować zagranicę jako równorzędnego partnera i tak też się czuć wobec niej.
Nie bójmy się walczyć o własną rację. Uwierzcie, państwo, świat to doceni, spotka się to z uznaniem. Tylko w tym miesiącu nasz kraj odwiedził jeden prezydent, trzech premierów i dziewięciu ministrów spraw zagranicznych. Mieli swoje powody, by tu przyjechać, gdyż przywróciliśmy Węgry na polityczną mapę Europy. Socjaliści i liberałowie nazywają to wyizolowaniem w polityce zagranicznej.
Węgry w roku 2010 odpowiedziały na najważniejsze europejskie pytania. My już od 2010 roku żyjemy w tej przyszłości, do której wielu dopiero teraz wyrusza lub wcześniej czy później będzie się o to starało. Europa dziś jeszcze otacza się fosami politycznej poprawności, obmurowuje licznymi tabu i dogmatami. W przeciwieństwie do nich my dostrzegliśmy, że stary, przedkryzysowy świat już nie powróci.
Są rzeczy, które warto zachować z poprzedniej epoki, na przykład, demokrację, i to w formie w miarę możności pozbawionej dodatkowych określeń. Trzeba zaś pożegnać się z tym wszystkim, co się nie sprawdziło, więcej – co poniosło klęskę. Trzeba to odrzucić, zanim zostaniemy przez to pogrzebani. My wybraliśmy przyszłość. Kto nie dokonuje wyborów, za tego wyboru dokonają okoliczności. Kto nie podejmuje decyzji, za tego zadecydują inni.
Dlatego też odrzuciliśmy neoliberalną politykę gospodarczą – być może w ostatniej godzinie. Odstawiliśmy politykę zaciskania pasa, unikając w ostatniej chwili losu Grecji.
Dlatego też odrzuciliśmy neoliberalną politykę gospodarczą – być może w ostatniej godzinie. Odstawiliśmy politykę zaciskania pasa, unikając w ostatniej chwili losu Grecji.
Pożegnaliśmy się z fałszywą ideą społeczeństwa multikulturowego, zanim uczyniłaby z Węgier obóz uchodźców. Odrzuciliśmy też liberalną politykę społeczną, która nie uznaje dobra wspólnego i odrzuca chrześcijańską kulturę, czyli jedyny naturalny fundament europejskiej organizacji społeczeństwa. Odrzuciliśmy również dogmat politycznej poprawności. Naraziliśmy się przez to wszystko na wiele niegodnych ataków i oskarżeń.
Uważam, że Węgier ze swojej natury jest politycznie niepoprawny, co znaczy, iż nie utracił jeszcze zdrowego rozsądku. Nie interesuje go gadanie, tylko fakty, pragnie wyników, nie teorii, chce pracy i tanich kosztów utrzymania, nie daje się nabrać na pseudozasadę, że bezrobocie jest naturalną częścią nowoczesnej gospodarki.
Chce się wyzwolić ze współczesnego niewolnictwa bankowego, do którego doprowadziły go kredyty dewizowe. Nie chce w swojej ojczyźnie tłumu ludzi z innych kultur i obyczajów, którzy są niezdolni do przystosowania się, stanowią zagrożenie dla porządku publicznego, dla jego miejsca pracy i utrzymania.
Czytany 875 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.