sobota, 12 wrzesień 2015 11:47

Czarne złoto, czyli zmarnowany potencjał

Napisane przez

Węgiel kamienny w krystalicznie czystej formie pokazuje, jak Polska marnuje swój potencjał rozwojowy. Losy branży górniczej, wydobycia i wykorzystania węgla są bardzo przykrym dla nas przykładem słabości polskiego państwa, które nie potrafi utrzymać bogatego w zasoby sektora gospodarki.

Rozwój przemysłu? Podstawą węgiel

Żeby się rozwijać, skutecznie konkurować z innymi społeczeństwami, konieczne są atuty, jak w kartach: można mieć bardzo dobre rozdanie – na przykład Rosja posiadająca całą tablicę Mendelejewa, a na dodatek energetyczne mocarstwo, bogate w złoża gazu, ropy, węgla i uranu. To samo Ameryka – potentat surowcowy, przede wszystkim węglowy – posiadający największe zasoby na świecie, co czwarta tona światowych złóż węgla jest w USA. Jak kiedyś Wielka Brytania, która w XIX wieku zbudowała swoją potęgę na produkcji przemysłowej, opartej o własne wydobycie węgla. Jak obecnie Chiny, które dla rozwoju potrzebują przede wszystkim energii elektrycznej produkowanej z węgla, i zwiększają jego wydobycie niewiarygodnie szybko – gdy w 2000 roku wydobyto 1,4 miliarda ton, to w ubiegłym roku – już 3,7 mld ton – dwa razy więcej. Szybki rozwój chińskiego wydobycia węgla jest konieczny dla dynamicznego rozwoju gospodarki – jednego z najbardziej spektakularnych zjawisk współczesnego świata.

Odejście od węgla może być zrozumiałe w gospodarkach wysoko rozwiniętych, których społeczeństwa nie chcą wykonywać ciężkich i „brudnych” prac, gdzie kapitał może być zainwestowany w sektory o wyższym zwrocie z inwestycji, gdzie złóż jest mało, a możliwości rozwoju alternatywnych źródeł energii wystarczająco duże, by móc porzucić węgiel. Polska nie spełnia żadnego z tych warunków, jednak dała się skłonić do porzucenia swojego podstawowego surowca energetycznego.

 

Zasoby – podstawa potencjału gospodarczego

Polska ma bardzo dobre warunki do rozwoju sektora górniczego, posiada bowiem duże pokłady węgla, tak kamiennego, jak i brunatnego. To jedyne nasze surowce, których mamy w nadmiarze. Wśród unijnych zasobów węgla kamiennego Polska jest monopolistą – posiadamy bowiem 5,3 miliarda ton węgla (wg EIA), co stanowi aż 85% unijnych zasobów. Polska jest 10. producentem węgla kamiennego (EIA). Połowę światowego węgla wydobywają Chiny, 14% Stany Zjednoczone. My wydobyliśmy w 2011 r. 1,1 procent z 6,6 mld ton, zajmując 10. miejsce. Na tle Unii Europejskiej jest jeszcze lepiej – wydobywamy ponad 60 procent europejskiego urobku – 75,6 miliona ton, gdy w Unii wydobyto 123,7 mln w 2011 r. (Eurostat).

Węgla nie zabraknie też dla następnych pokoleń – Polska ma udokumentowanych zasobów węgla na 63 lata produkcji, nieporównanie więcej niż Hiszpania (33 lata), Czechy (19 lat), W. Brytania (14 lat) czy Niemcy (9 lat). Polski węgiel ma wciąż ogromny potencjał, nawet po zlikwidowaniu ponad połowy kopalń, często w dobrym stanie i z dużymi perspektywami. Jesteśmy europejskim węglowym Kuwejtem.

I ten potencjał to nie tylko Śląsk, do jego złóż trzeba dodać czekające na zbilansowanie zasoby Lubelskiego Zagłębia Węglowego. Gdy w naszych granicach znajduje się większość pokładów, to przy mniejszych zasobach Ukrainy działało pięć kopalń, u nas tylko Bogdanka. Potencjał ten nie jest rozwijany, wręcz jest blokowany, gdyż ministerstwo środowiska nie wyraża zgody na zagospodarowanie kolejnych pól. Mimo to kopalnia Bogdanka, która ma atrakcyjne złoża, niższe koszty wydobycia (także dzięki temu, że jest prywatna), bije co roku rekordy wydobycia i przejmowania rynku. W 2014 roku spółka wydobyła 9,19 mln ton węgla, czyli prawie milion ton więcej niż rok wcześniej. Zasoby tej tylko kopalni są szacowane na około 800 mln ton – na prawie sto lat produkcji. Czyli można w dzisiejszym dołku cenowym wydobywać z zyskiem, rozwijać produkcję, mając zasoby na wiele lat.

Jednak to odosobniona jasno świecąca gwiazdka na tle polskiego górnictwa. Jako sektor podlega ono bowiem dwóm niszczącym procesom. Przede wszystkim znajduje się

 

Pod presją klimatycznej polityki Unii.

W gorącej atmosferze strajków górniczych i zamykania kopalń warto sobie przypomnieć stare powiedzenie Stefana Kisielewskiego: To nie kryzys, to rezultat. Rzeczywiście, to efekt polityki prowadzonej przez ostatnie ćwierćwiecze III RP. Polski węgiel jest z miażdżącym uścisku błędów polskiego rządu. Tak strategicznych, jak i zarządczych.

Destrukcja popytu jest najważniejszą siłą, która niszczy górnictwo. Jest coraz mniej chętnych do kupna węgla ze względu na ograniczanie potrzeb polskiej energetyki. Jedynie w ciągu ostatnich 8 lat popyt na węgiel energetyczny spadł w Polsce z 74 do 57 milionów ton – aż o 23 procent. Rynek kurczy się bardzo szybko.

Ten proces trwa od początków III RP, jest rezultatem nieodpowiedzialnej postawy naszych elit politycznych. Już w pierwszej strategii energetycznej z 1990 roku znalazły się takie stwierdzenia:

  •     niekorzystna struktura pozyskania nośników energii pierwotnej z powodu monokultury węglowej,
  •     nieprawidłowa i bardzo niekorzystna struktura energii pierwotnej, która jest zdominowana przez węgiel,
  •     Polska jest jednym z największych „trucicieli” powietrza,
  •     niepokojący jest bardzo duży udział paliw stałych.

Takie wnioski przyjęto wtedy pracując razem z instytucjami międzynarodowymi, jak Bank Światowy, Międzynarodowa Agencja Energii, Ministerstwo Przemysłu Francji, którym w rządowych Założeniach polityki energetycznej RP 1990-2010 dziękowano za wysiłek w kształtowaniu strategii.

Jeszcze dalej posunął się w krytyce węgla Sejm 9 listopada 1990 roku. Odrzucił on ten i tak krytyczny wobec naszych zasobów program rządowy w uchwale twierdzącej, że jest niespójny z założeniami polityki ekologicznej i że ochrona środowiska powinna być podstawowym czynnikiem warunkującym wybór technologii energetycznych. Odurzone wolnością nowe elity władzy stawiały na czystość środowiska, podcinając rozwój gospodarki.

Te pierwsze dokumenty skazywały polski węgiel na powolne obumieranie. Przez 25 lat wydobycie węgla kamiennego w Polsce spadło ze 193 milionów ton (1988 r) do 70 mln (2014 szac.) – o 63 procent. Przypomnijmy: przez ten czas wydobycie światowe się podwoiło.

Gwałtowny spadek popytu – podstawowa przyczyna niszcząca górnictwo – po zmianie ustroju był spowodowany upadkiem polskiego przemysłu ciężkiego. Przykładem może być tu produkcja stali – w 1980 r. produkowaliśmy 19,5 miliona ton stali, dekadę później już tylko 13,6 mln, a obecnie zaledwie 8 milionów. Malkontentom twierdzącym, że nie potrzeba nam takich ilości i że to nieefektywny socjalizm... przypomniałbym jedynie, że przez te lata wielkie i bogate kraje produkują nieporównywalnie większe ilości stali na mieszkańca i nie obniżają jej produkcji. Holandia, Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania – nawet lekko zwiększyły. USA zmniejszyły o 18%, Niemcy (licząc z NRD) zmniejszyły o 17%, a jedynie Francja obniżyła produkcję o 1/3. Polska zaś o... 60 procent. Polska produkuje 200 kilogramów stali na 1000 mieszkańców, gdy Niemcy 530, Włochy i Holandia po 400, Hiszpania 300 kg. Nie mówiąc już o Chinach, które przez ten czas zwiększyły produkcję ponad 20-krotnie, produkując 600 kg na osobę.

Drugim po dezindustrializacji uderzeniem w węgiel było przyjęcie (i to na wiele lat przed formalnym wstąpieniem) polityki klimatycznej i energetycznej Unii Europejskiej. Normy emisji dwutlenku węgla, najbardziej efektywne energetycznie urządzenia, przymusowe wprowadzanie alternatywnych źródeł energii – to wszystko uderza w ten najtańszy surowiec. I nie pomaga wzrost zużycia energii elektrycznej – węgiel jest wypychany z energetyki nawet przez importowaną z dalekiego świata biomasę, co już jest szczytem ekonomicznego absurdu. Nie dość że spalamy w piecach polskie lasy (wg klimatycznej rachunkowości unijnej nie powiększa to ilości CO2 i nie prowadzi do globalnej katastrofy), to jeszcze dopłacamy do importu kosztownej biomasy np. z Indonezji. Gdy koszt nabycia przez energetykę jednego gigadżula z węgla kamiennego wynosi 8,12 zł, przy krajowych biopaliwach – już 24,25 zł, to przy palmie olejowej – aż 30 zł. Oczywiście za te ekstrawagancje płacimy w naszych rachunkach.

Decyzje rządów w 2008 i 2014 roku o podpisaniu kolejnych wydań unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego są wyrokiem śmierci na węgiel, i to w wieloletnich męczarniach. Trzeba ją jakoś osłodzić, więc przy pierwszym pakiecie zajęto się kłótniami między PiS-em a PO o to, kto był winny tej decyzji. Premier Tusk podpisał pakiet, ale prezydent Lech Kaczyński w okresie negocjacji był zajęty innymi ważnymi sprawami, jak np. „Joaniną” (kto dzisiaj o niej słyszał?), a niezbyt się martwił o takie abstrakcyjne sprawy jak węgiel i energetyka. Ostatni podpis pod najnowszym wydaniem tego programu, zaostrzającym wymogi, złożyła premier Ewa Kopacz, ogłaszając jednocześnie sukces odroczenia jego kosztów. I to pomimo posiadania takiego atutu w ręce jak artykuł 194 Traktatu Lizbońskiego, dający państwom członkowskim samodzielność w decyzjach o krajowych źródłach energii.

Brak starań polskich polityków na arenie europejskiej o nasze interesy gospodarcze to nic niezwykłego, przyzwyczailiśmy się. Gdy kanclerz Merkel intensywnie starała się przedłużyć osłony dla niemieckiego węgla, chroniąc jednocześnie niemiecki przemysł przed kosztami odnawialnej energii, polscy politycy budowali koalicje przeciwko Rosji, nie patrząc na straty, jakie przynosi to polskiej gospodarce. Walczyli też o gaz łupkowy, promując interesy amerykańskich nafciarzy, czy wreszcie promowali Unię Energetyczną, czyli oddanie władzy nad energią i jej źródłami w ręce Brukseli. Czy Donald Tusk, ale także opozycja jeszcze głośniej wzywająca do mówienia przez Europę jednym energetycznym głosem, potrafiliby wskazać jeden choćby przykład korzystnych dla nas decyzji energetycznych Brukseli? Ja takich nie widzę.

Jak widać, nasi politycy niezbyt intensywnie bronią naszych zasobów, mogących wspomóc rozwój kraju i branż gospodarki, które tutaj kreują znaczącą część łańcucha wartości – od wysokich płac, przez popyt dla krajowych dostawców po zyski przedsiębiorstw.

Ale nie tylko o Unię i jej politykę tutaj chodzi.

 

Złe zarządzanie

Podstawową funkcją właściciela jest dbałość o majątek. Drogą do tego jest właściwe zarządzanie. Jednak polskie państwo jest słabym właścicielem, który nie daje sobie rady z jednej strony z otoczeniem sektora, popularnie zwanym mafią węglową, a z drugiej – z silnymi związkami zawodowymi. Podjęte ponad rok temu przez Donalda Tuska próby naprawy górnictwa, łącznie z jego otoczeniem, były głośno zapowiadane przed unijnymi wyborami, jednak pozostały na poziomie słów i planów. Bezradność premiera ilustrują jego słowa: nie może być mowy o tym, aby ludzie niekompetentni z jakiegoś klucza – towarzyskiego czy politycznego – funkcjonowali w spółkach węglowych. Taka wypowiedź słowa premiera po siedmiu latach rządzenia rodzi pytanie – „czy górnictwem rządzą Marsjanie?”. Nie, to rząd najpierw powołuje byłych polityków na stanowiska prezesów spółek w myśl zasady „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie”, by później – w sytuacji kryzysowej – odwołać się do menedżerów, którzy mówią: „nic się nie da, za późno, trzeba zamykać kopalnie, zwalniać górników” i po kilku miesiącach kończą swoja misję, odnotowawszy duży przelew na konto. Pod koniec 2014 r., gdy sytuacja Kompanii Węglowej stała się już dramatyczna, przystąpiono do restrukturyzacji przez likwidację.

Wszystkie powyższe słabości widać w podstawowym wskaźniku – w kosztach wydobycia węgla, które podwoiły się w ciągu dziesięciu lat! Jeszcze w 2004 roku wynosiły 157 zł/tonę. Dzisiaj są dwukrotnie wyższe – 309 złotych. W tym czasie nic wielkiego się nie stało – ani nie skończyły się złoża, ani nie zeszliśmy dużo głębiej.

Kto jest właścicielem i zarządzającym? Państwo. Wbrew temu, co słyszymy zewsząd – ani górnicy, ani związki zawodowe. To ludzie, którzy polskim węglem kierują, nie panują nad branżą. Nikogo nie da się zmusić, aby dobrze zarządzał swoją własnością. Jedną z przyczyn dobrze ilustruje drobny (wydawałoby się) szczegół z ostatnich negocjacji rządu z górnikami. Dociekliwy dziennikarz, który znalazł w dokumentach podpisy cyfrowe, ujawnił że prezentację programu rządowego przygotowała amerykańska firma Boston Consulting. Sprzeczne oświadczenia Ministerstwa Skarbu, BCG i Kompanii Węglowej nie pozostawiały wątpliwości, że rządowy program miał także innego autora. Zresztą przedstawiciel BCG już w listopadzie jasno przedstawiał tezy, które w styczniu stały się programem rządowym. Stosunek międzynarodowych instytucji do węgla jest negatywny, łącznie z zakazem finansowania nowych inwestycji. Trudno przy takich współpracownikach stworzyć program realizujący strategiczne interesy górnictwa czy Polski. Podobnie jak na początku III RP.

Ostatnimi laty zarządzanie było bardzo przyjemne – światowe ceny węgla rosły, ciągnięte w górę globalnym popytem i łatwym pieniądzem. Ale okres świetnej koniunktury (2005-2007 i 2010-2011), gdy ceny wynosiły ponad 100 dolarów, w państwowym sektorze to czasy iście saskie – w stylu „jedz, pij i popuszczaj pasa”. Koszty zarządzania puchły w oczach (w Kompanii Węglowej koszty ogólnego zarządu w siedem lat urosły z jednego do dwóch miliardów złotych, stanowiąc aż 20 procent kosztów). Raj na ziemi... aż ceny międzynarodowe spadły – dziś wynoszą 60 dolarów. Efekt – straty śląskich kopalń na sprzedaży węgla w I półroczu 2014 to ponad 1 miliard złotych. Zadłużenie – ponad 13 miliardów złotych. Mamy okres dekoniunktury – nic nowego pod słońcem, gdy prowadzi się racjonalne zarządzanie i kontrolę kosztów. Jednak dla mało przezornych to wyrok śmierci.

Przez ostatnie 10 lat międzynarodowa konkurencyjność polskiego państwowego górnictwa została zniszczona poprzez dramatycznie złe zarządzanie. Jeszcze w 2000 roku eksportowaliśmy ponad 20 milionów ton (jedną czwartą wydobycia) przy mikroskopijnym imporcie. W 2008 roku Polska stała się importerem netto węgla, a w 2011 r. import przewyższył eksport o 8 milionów ton. Na szczęście proces ten zatrzymał się i w 2013 roku mieliśmy zrównoważony import-eksport – po 10 milionów ton.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Czytany 786 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.