sobota, 12 wrzesień 2015 12:01

Polskie iluzje historyczne

Napisał

Iluzji politycznych Polacy mają wiele, a w miarę upływu czasu ilość ich rośnie. Nie sięgając dalekiej przeszłości, zastanówmy się nad niektórymi.

 

Ostatnio z powodów kalendarzowych Polacy w rezonansie z polską prasą i TV, ubolewają nad zdradą, jaka Polskę i Polaków jakoby spotkała ze strony „zachodnich aliantów”, czyli USA i Wielkiej Brytanii, w czasie konferencji w Jałcie w dniach 4 do 11 Lutego, 1945 r. W czasie tej konferencji oddano ZSSR polskie tereny wschodnie zgodnie z kiedyś proponowaną, po pierwszej wojnie światowej, tak zwaną Linią Curzona1 na Bugu. Polacy z perspektywy 70 lat uważają, że zostali zdradzeni przez sojuszników. Cokolwiek „zachodni alianci” by powiedzieli w czasie tej konferencji, to decyzja o podziale Polski, a właściwie przesunięcie jej na zachód, kosztem Niemiec, była przesądzona przez sytuację na frontach. Armie sowieckie już okupowały Polskę i z pomocą rodzimych ubowców likwidowały opozycję. Z upływem czasu i po przekształceniu się wojny w wojnę światową Polska przestała być ważna. Dla Anglii atak hitlerowskich Niemiec na ZSSR był zbawieniem w ostatniej chwili. Później dla USA ważniejsza była współpraca ZSSR w rozprawieniu się z Japonią niż to, czy Polska będzie, czy nie będzie pod sowieckim wpływem. Zresztą inne kraje Europy Wschodniej podzieliły losy Polski. System komunistyczny, albo raczej sowiecki, jaki ZSSR wprowadził w Polsce, spowodował wiele strat zarówno wśród najbardziej żywotnej części polskiej inteligencji, jak i w wymiarze zacofania gospodarczego kraju, z którego do dzisiaj Polska nie może się wydobyć. Z geograficznego puntu widzenia Polska jednak zyskała na przymusowym przesiedleniu na Zachód. Pozbycie się terenów, które dzisiaj należą do Ukrainy, Białorusi i Litwy, wyszło Polsce na korzyść. Teraz Polacy mogą się uśmiechać pod wąsem z powodu kłopotów, jakie Rosja ma z Ukrainą. Zachodnia Ukraina w ramach powojennej Polski byłaby wieczną kością niezgody i waśni. Nawet okrojona Ukraina, a właściwie Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), prowadziła w latach 1945-47 walkę z komunistyczną Polską o skrawek terenu w Bieszczadach. Polska dzisiejsza jest etnicznie silniejsza, bo nie ma w swym składzie mniejszości narodowych, które przed rokiem 1939 były wiecznie niezadowolone z życia w Polsce z dominującą przewagą Polaków. Mimo że jako wychowanek PRL-u mam niezbywalną niechęć do systemu sowieckiego, którego zbrodnie w Polsce są mi znane, zastanawiam się, czy polski rząd w Londynie i podziemna opozycja w Polsce nie byli w błędzie, licząc na trzecią wojnę światową jako drogę do wyzwolenia Polski. Komunistyczny rząd w PRL-u w miarę upływu lat na skutek biernego oporu społeczeństwa zmuszony został do ustępstw i jak dowcip głosił, „w polskim baraku w obozie (koncentracyjnym) pokoju” żyło się najweselej”. Na szczęście ta trzecia wojna światowa nie wybuchła, gdyż z Polski i Polaków zostałyby jedynie zgliszcza i mogiły. Być może równowaga w broni atomowej po obydwu stronach żelaznej kurtyny zmuszała zapaleńców do refleksji. Jak wiadomo, ZSSR posiadał bombę atomową już w roku 1949, czyli w cztery lata po drugiej wojnie światowej.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

 

 

Czytany 688 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.