sobota, 12 wrzesień 2015 12:08

Ukraińska ruletka

Napisał

Już niejednokrotnie polska polityka zagraniczna znajdowała się w objęciach chciejstwa, nierealnych idei i rewolucyjnych, insurekcyjnych nastrojów. Zbyt łatwo polska krew przelewana była bardziej w interesie innych narodów i państw niż naszych własnych narodowych wartości i racji stanu. Jednak to, co dzieje się obecnie wokół Ukrainy, może każdego myślącego i odpowiedzialnego Polaka przyprawić o stan zawałowy. Eskalacja nieodpowiedzialności, elementarnej niewiedzy, manipulacji, przeinaczeń, kłamstw bije wszelkie rekordy.

Miłość bezzwrotna

Obłędna, całkowicie nieodwzajemniona miłość najbardziej wpływowych polskich elit do Ukrainy z całą siłą wybuchła na kijowskim Majdanie jeszcze w roku 2004, manifestując się okrzykiem: Juszczenko, Juszczenko! Solidarnie, jak nigdy przedtem, Aleksander Kwaśniewski, czołowi politycy PiS i PO zaangażowali się w wybór owego Juszczenki na funkcję prezydenta Ukrainy. Późniejsze jego wyraźne antypolskie działania, podejmowane wtedy jeszcze wspólnie z premier Julią Timoszenko, owładniętych miłością do ukraińskiej rewolucji, niczego nie nauczyły.

Upłynęły kolejne lata, a ci sami politycy wraz ze zdecydowaną większością wpływowych mediów pozostali stałymi już adwokatami ukraińskich dążeń do zachodniego raju. Z końcem 2013 roku w zgodnym tańcu raz po raz wywijali hołubce w takt muzyki granej im przez wyłącznie jedną orkiestrę na terytorium współczesnej Ukrainy. Hasłem, które wykrzyczeli tym razem (Heroiom slava!) przyczynili się w jakimś, i to raczej niebagatelnym, stopniu do uruchomienia ukraińskiej, śmiertelnej ruletki, której ostateczny rezultat musi być przegraną, problem w tym, że nie wiadomo jeszcze na jaką skalę.

To hazardowe, polityczne ryzyko podjęli ludzie, przy których nałogowi gracze z Monte Carlo to istni geniusze rachunku prawdopodobieństwa i umiaru. Ich sytuacja jest o tyle beznadziejna, o ile już na samym początku było rzeczą oczywistą, w którą stronę kręci się w tym wypadku koło fortuny. Obecnie jest źle, ale może być jeszcze gorzej. Nie możemy dzisiaj wykluczyć konfliktu na znacznie szerszą skalę, łącznie z założeniem użycia broni jądrowej. Nie trudno przecież przewidzieć, że terenem starcia rzeczywistych głównych aktorów gry o Ukrainę może stać się również Polska. Za czasów PRL w naszą stronę skierowane były rakiety USA i NATO, teraz wycelowane są w Polskę rakiety rosyjskie. Ani polski rząd, ani najbardziej wpływowa partia opozycyjna nie próbowały, nawet wtedy gdy było to możliwe, przejąć na siebie roli mediatora pomiędzy spontaniczną, społeczną częścią protestu na Majdanie a rządem i prezydentem Janukowyczem. Bezkrytycznie i bezwarunkowo popierano tylko jedną stronę tego bardzo skomplikowanego i złożonego konfliktu. Kto jak kto, ale w zdecydowanej większości starzy wyjadacze, którymi są polscy politycy i decydenci spod znaku POPiS, musieli wiedzieć, że nigdy nie było i obecnie nie ma jednej Ukrainy i Ukraińców w takim znaczeniu, jak mimo wszystko jedna jest Polska i etnicznie rzecz biorąc naród polski. Przecież trzeba być zupełnym naiwniakiem, lub pełnym złej woli manipulatorem, by widzieć w protestujących na Majdanie tylko słusznie oburzonych na fatalną sytuację gospodarczą, łamanie praw człowieka czy wielką korupcję, obywateli, do tego reprezentujących całe terytorium Ukrainy.

Pielgrzymującym na Majdan czołowym polskim politykom z PO, PiS, Tylko Polski czy Ruchu Palikota (nie jeździli tam przedstawiciele PSL, Ruchu Narodowego i Nowej Prawicy Korwina Mikke) zupełnie nie przeszkadzały liczne czerwono-czarne flagi ukraińskich nacjonalistów, portrety okrutnych ludobójców dwustu tysięcy Polaków – S. Bandery, R. Szuchewycza itd., czy wiodący na Majdanie prym jawni kontynuatorzy spod znaku OUN/UPA z partii Swoboda i Prawego Sektora.


Kto płaci za rewolucję

Nawet przez moment nie zastanowiło polskich emisariuszy, kto i w jakim celu opłaca przywódców profesjonalnie oraz z militarną dyscypliną i uzbrojeniem zorganizowanych protestów. Kto wreszcie żywi i ogrzewa te będące w stałej gotowości tłumy. Dziś, kiedy mleko się już rozlało, coraz większa liczba zachodnich, a nie tylko rosyjskich, służb specjalnych, ogromna rzesza mediów głośno mówi, że tragiczna, śmiertelna noc snajperów i prawie stu zastrzelonych, nie była wynikiem bestialstwa służb Janukowycza, a sprowokowana została przez banderowców. Zresztą może o tym świadczyć cały przebieg oficjalnego śledztwa prowadzonego przez obecne władze Ukrainy.

Znany zachodni analityk geopolityczny F. William Engdahl stwierdził, że protesty rozpoczęły się 21 listopada 2013 roku, a zainicjował je człowiek typowany przez Departament Stanu USA na przyszłego prezydenta, a wcześniej na przywódcę partii Batkiwszczyna, Arsenij Jaceniuk. Za pośrednictwem Twittera wezwał on do protestów na Majdanie przed głównym budynkiem rządowym, używając określenia „Euromajdan”.

Kołomyja z banderowcami

Dalsze sugestie Engdahla wydają się może i odrobinę przesadzone, gdy twierdzi, że cała rewolucja w Kijowie to stricte waszyngtoński zamach stanu (można mówić chyba jedynie o inspiracji), trudno jednak dyskutować z faktami, że powołany w wyniku zamachu stanu (jaki on by nie był: waszyngtoński czy kijowski) reżim od 22 lutego 2014 roku zaczął toczyć wojnę eksterminacji i czystek etnicznych na wschodniej Ukrainie, prowadzoną w dużej mierze przez prywatną armię neonazistów z Prawego Sektora, a więc ludzi, którzy ochraniali Majdan i rozpoczęli rządy terroru przeciwko rosyjskojęzycznym Ukraińcom. Uformowano batalion najemników, którym państwo ukraińskie nadało status żołnierzy Ukraińskiej Gwardii Narodowej. Finansowali ich boss ukraińskiej mafii, oligarcha Ihor Kołomojski, miliarder Rinat Achmetow czy Oleh Laszko, skazany malwersant i polityk kijowski.


UPA zawsze będzie bić się z ruskim

Przecież nie trzeba było mieć jakiejś większej specjalistycznej wiedzy, by przewidzieć, że w konkretnych realnych warunkach, w jakich znajduje się Ukraina, radykalna inspirowana z zewnątrz rewolucja musi doprowadzić do tragedii, a rachunki za nią przyjdzie w pierwszej kolejności płacić Polsce.

Majdan już u swego zarania nosił w sobie zasadniczą sprzeczność. Oto jego najbardziej zdeterminowana i aktywna siła zawłaszczyła spontaniczną część protestu i narzuciła rewolucji charakter skrajnego ukraińskiego nacjonalizmu, mającego realne poparcie jedynie na zachodniej i po części w środkowej Ukrainie, całkowicie wbrew woli wschodnich regionów kraju. Istnieje głęboka różnica, spotęgowana przez historię: OUN/UPA dopuszczał się mordów na żołnierzach w mundurach Armii Czerwonej – Ukraińcach ze wschodu. Z kolei owi ukraińscy żołnierze Armii Czerwonej likwidowali banderowców UPA. Integralność terytorialna Ukrainy stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Obecni kontynuatorzy zbrodniczej ideologii Doncowa jakby zupełnie nie brali pod uwagę faktu, że współczesne granice Ukrainy były spadkiem i niezamierzonym podarunkiem ZSRR i nie miały wiele wspólnego z rzeczywistymi, narodowościowymi stosunkami na tych terytoriach, nie mówiąc o historycznych zaszłościach. Obecni spadkobiercy OUN/UPA nie przyjęli i nie chcą przyjąć do wiadomości, że Stalin, a potem jeszcze N. Chruszczow wytyczali granice pomiędzy republikami związkowymi ZSRR na podobieństwo dawnych kolonizatorów Afryki, którzy dzielili ją między siebie według własnego widzimisię i aktualnych politycznych potrzeb, w przeświadczeniu, że i tak nie ma to większego znaczenia, bo przecież Związek Sowiecki jest wieczny.

I tak w 1954 roku w związku z uroczystymi obchodami 300-lecia zjednoczenia Ukrainy z Rosją w Perejasławiu (1654), kiedy to Chmielnicki wraz z kozaczyzną poddał się Rosji, decyzją Chruszczowa (pewnie przypadkowo Ukraińca) Federacja Rosyjska uroczyście podarowała USSR Krym. Historia powiększania granic Ukraińskiej Sowieckiej Republiki Związkowej toczyła się jak koło zamachowe. Ruś Zakarpacka przez prawie czterysta lat należała do Węgier, a następnie w okresie międzywojennym do Czechosłowacji, aż w końcu siłą i podstępem została przez Stalina przyłączona do ZSRR po II wojnie światowej. Miejscowa ludność zachowała świadomość odrębności etnicznej i kulturowej z dużą mniejszością węgierską. Bukowina i Naddniestrze to tereny w dużej mierze związane z historią i kulturą Rumunii, z wyraźną linią mniejszości rosyjskiej.

Polskie południowo-wschodnie kresy II RP zostały zrabowane i przyłączone do ZSRR po podpisaniu i realizacji paktu Ribbentrop-Mołotow i formalnie przyłączone do USSR. Ich wielonarodowy polsko-ukraińsko-rusiński charakter został następnie radykalnie zmieniony w wyniku sowieckich wywózek, prześladowań i zbrodni niemieckich, a nade wszystko w wyniku zorganizowanego ludobójstwa popełnionego na polskiej ludności przez UPA i SS Galizien. Dziś współczesna Ukraina w oficjalnych dokumentach i podręcznikach bredzi, że wywalczyła w sposób humanitarny samodzielność i sprawiedliwość na polskich najeźdźcach!

Choć granice wschodniej Ukrainy od powstania ZSRR niewiele się zmieniły, to narodowościowo od wieków miały charakter czysto rosyjski lub ukraiński, ale rosyjskojęzyczny. Jak zatem przy elementarnej znajomości tych oczywistych faktów nasi polscy domorośli stratedzy mogli liczyć, że w ogóle możliwa jest jednorazowa „operacja” przerobienia etnicznych Rosjan i rosyjskojęzycznych Ukraińców z dnia na dzień w skrajnych ukraińskich nacjonalistów, władających językiem ukraińskim! W istocie rzeczy od początku rewolucji fundamentalnym warunkiem utrzymania integralności terytorialnej Ukrainy było wprowadzenie pewnej autonomii kulturowej i językowej z głębokimi elementami regionalizacji. Natomiast model czysto centralistyczny z ukraińskim jako jedynym językiem państwowym od razu groził ryzykiem secesji nawet połowy terytorium Ukrainy sprzed rewolucji. Cóż robi ukraiński parlament po przewrocie? Natychmiast wprowadza prowokacyjną ustawę o ukraińskim, jako jedynym języku państwowym, degradując automatycznie język rosyjski, węgierski, rumuński czy polski! Dzieje się to w państwie, w którym 50% obywateli posługuje się językiem rosyjskim!


Dawne królestwo czekolady

Prawda, nawet najbardziej przykra, okazuje się zawsze w dłuższej perspektywie lepsza od chwilowo korzystnego kłamstwa. W przeciwieństwie do innych republik ZSRR, które uzyskały niepodległość, zwłaszcza tych, które w jakimś stopniu o nią walczyli, np. Łotwy, Estonii, Litwy, Gruzji czy Armenii, Ukraina, podobnie jak Białoruś, otrzymała niepodległość w sposób dość łatwy. W zasadzie od początku rządzili tym krajem oligarchowie i różne przestępcze, mafijno-korupcyjne siły. I tak jednego oligarchę, i to nie największego, Janukowycza, zastąpił po rewolucji znacznie bogatszy i przebojowy król czekolady – Poroszenko. Władza na Ukrainie to w dużym stopniu uwspółcześniona forma sprawowania rządów w upadającej Rzeczypospolitej, z tym że naszych magnatów (zresztą w większości pochodzących z Ukrainy) zastąpili oligarchowie, a kozackie hajdamackie wiece zastąpiły współczesne majdanowskie pucze.

Współczesna ukraińska armia również bardzo przypomina prywatne hufce polskiej magnaterii. Może dlatego są tak gloryfikowane jako bohaterskie przez żałosne polskie elity (nazwane przez Łysiaka salonem donieckich walk z separatystami). Ochotnicze formacje, które tak podobają się naszym komentatorom, to m.in. ochotnicze formacje Azow i Ajdar oraz inne, im podobne, których członkowie noszą na hełmach swastyki (co pokazała wcale nie rosyjska czy białoruska, ale niemiecka telewizja ZDF). Prywatne armie naszych rodzimych magnatów Branickich i Potockich, co oczywista, takiej symboliki nie stosowały, niemniej Azow i Ajdar to również prywatne armie opłacane przez ukraińskich oligarchów. Te kwestie ponoć niezależne polskie media całkowicie przemilczają, a neofaszystów przedstawiają jako wielkich bohaterów, którzy obściskują się z posłankami PiS.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Czytany 966 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.