sobota, 12 wrzesień 2015 13:23

Tłocznia rewolucji

Napisał

Francuski rewolucjonista i dziennikarz Armand Marast nie ukrywał swojej fascynacji rolą

propagandy, określając ją dźwiękiem bębna, który wysyła tłumy do walki na pierwszej linii frontu. Nie był on bynajmniej odosobnionym przypadkiem admiratora zawodu pismaka w gronie dziewiętnastowiecznych praktyków i teoretyków rewolucji, była to profesja chyba najbardziej przez nich ulubiona. W kręgu ich zainteresowania leżały również inne dziedziny oddziaływania na tłumy, takie jak muzyka, malarstwo, inscenizacje teatralne, a później również filmowe.

Montażyści społeczni

Propaganda była od początku bezwzględnie potrzebna teoretykom i praktykom nowożytnych przedsięwzięć społecznych, bo aby wzniecić proces zmian, trzeba było zaskarbić sobie dla nich jak najszersze poparcie. Potrzebowali jej oni do przeprowadzenia przewrotów, a potem do zarządzania egalitarnym i zliberalizowanym społeczeństwem. Pełna realizacja utopijnych haseł „wolności, równości i braterstwa” w praktyce mogła prowadzić ścieżką wprost do anarchii i na to jak najszybciej trzeba było przepisać receptę. Zanim Karol Marks rozwinął sygnalizowaną między innymi już przez Hobbesa i rozwijaną np. przez Saint-Justa i Robespierre'a teorię „dyktatury proletariatu”, zwolennicy rozwiązań bardziej liberalnych eksperymentowali w dziedzinie polepszenia skuteczności perswazji, nowej edukacji, odwoływania się do umysłów i emocji. Oba nurty zarządzania społecznego: zastraszanie i propaganda, są nierozerwalnie ze sobą zrośnięte i rozwijane były równolegle. Traktowane były przez nowo powstającą klasę inżynierów społecznych, jako wzajemnie się uzupełniające, do zastosowania w różnych proporcjach.

Udoskonalać, czy raczej ujarzmiać, ludzką rasę, zapragnęli już tacy oświeceniowi teoretycy, jak np. autor Leviatana Thomas Hobbes, który stan pierwotnej natury, ze względu na egoizm jednostki, uznawał za niedoskonały, podlegający inżynierii i konieczności poddania stałej presji politycznej (Hobbes był zwolennikiem władzy suwerena). W Umowie społecznej Rousseau kreśli wizję demokracji krypto-totalitarnej. Najważniejszym suwerenem jest w niej antyindywidualistyczna władza ludu, której jednostka (z natury dobra) chętnie się podda. Ta, która odmówi posłuszeństwa tak pojętemu suwerenowi, będzie przywoływana do porządku przez tzw. ogół. Najprostszym środkiem wychowania na nowo społeczeństwa i zainscenizowania jego powrotu do natury jest dla Rousseau edukacja dzieci. Nową koncepcję wychowania kreśli autor w traktacie pedagogicznym Emil, który wywołał skandal zaraz po jego opublikowaniu.

Hobbes w Lewiatanie odsłania swoje niepokoje. Wyraźnie martwi się o to, że aby utrzymać nowy porządek, potrzebne będzie powszechne braterstwo, które osiągnąć można jedynie w sposób sztuczny.

Te niemal podświadome obawy o kondycje społeczną, choć snute przez utopistów, rzecz oczywista były uzasadnione. Masy okazywały się bardziej opornym, niż sądzono, materiałem, co wywoływało konieczność zwrócenia się ku rozwiązaniom opresyjnym lub w alternatywie dalsze i żmudne doskonalenie technik propagandy.

Wszystkich prekursorów nowoczesności, bez wyjątku, łączyło przekonanie, że aby zapanował nowy porządek rzeczy, konieczne będzie dokonanie mniej lub bardziej tytanicznej pracy nad ludzkością.

Protestanci

Do docenienia propagandy, rozumianej na sposób nowożytny i masowy, w znaczny sposób przyczyniły się emancypacja kulturowa, którą był ruch renesansowy, jak i jej produkt religijny – Reformacja. Wielka rewolta religijna i konfrontacja z Kościołem katolickim rozbudziła apetyty propagandzistów. Wynalazek druku był tu czynnikiem technicznym, który znacznie wspomógł usiłowania kacerzy, by dyskurs teologiczny, zastrzeżony do tej pory dla ludzi światłych i doktorów, przeniósł się pod tzw. strzechy. Gwarantowało to pozyskanie szerokich rzesz sprzymierzeńców religijnej rewolty, których z dużą łatwością można było uwieść hasłowym, uproszczonym rozumieniem skomplikowanej teologii chrześcijańskiej i idącą za tym pokusą dowartościowania własnych zdolności poznawczych.

Środowiska protestanckie stworzyły też swoiste enklawy dla wszelkiego rodzaju ruchów wolnomyślicielskich. Z natury antymonarchiczne, stały się kuźnią liberalizmu, republikanizmu i całej gamy innych „izmów” oraz ruchów wywrotowych. Wystarczy wspomnieć o Anglii – ojczyźnie Bacona, Hobbesa, Locka, zawsze gościnnej dla wszelkich wolnomyślicieli i uciekinierów z kontynentu (Anglia była pierwszym krajem, do którego zawitał Voltaire po uwolnieniu z Bastylii); niderlandzkiej Republice Zjednoczonych Prowincji, w której oazę znaleźli między innymi niezbyt mile widziani w ojczyźnie po szwedzkim potopie Bracia Polscy, Jan Amos Komeński, a także Benedykt Baruch Spinoza; czy wreszcie kalwińską Szwajcarię, w której znalazły ukojenie całe pokolenia wielkich rewolucjonistów od Buonarottiego, poprzez Bakunina po Lenina.

Oba środowiska wzajemnie na siebie oddziaływały, wzajemnie inspirowały, z czasem stapiały się w jeden byt. Występując wspólnie przeciwko religii katolickiej, oba poszukiwały alternatywy w postaci nowej humanistycznej duchowości. Środowiska kacerskie poprzestawały na budowaniu nowej antropocentrycznej wizji chrześcijaństwa, środowiska wolnomyślicieli szukały sposobu, by chrześcijaństwo wykorzystać wyłącznie instrumentalnie.

Odkrycie mechanizmu dotyczącego religijności Opium des Volkes przypisuje się niesłusznie Karolowi Marksowi, tymczasem był on tylko pokornym wyrazicielem spostrzeżeń wcześniejszych badaczy dusz, takich, jak choćby Machiawelli, który postrzegał religię wyłącznie w kategoriach użyteczności politycznej. Jean Bodin pisał, iż „nawet sami ateiści są zgodni, że nie ma rzeczy, która by bardziej utrzymywała władzę rzeczypospolitych niż religia”. Różnica między myślicielami typu Bodina i Spinozy a Marksem polegała na tym, że ten ostatni okazał się tu mniej przebiegły i przewidujący: postanowił radykalnie pozbyć się tak sprawnego środka zarządzania. Być może nie pozwoliła mu na publiczne spoufalanie się z duchowością estyma ateisty, jaką wokół siebie budował. Tamci zaś nie potrafili się oprzeć możliwości wykorzystania religii, której domeną jest zawsze jakaś forma intymnego otwarcia człowieka, czyniąc go podatniejszym na oddziaływanie autorytetów. Zdecydowali się zatem religijność oswoić, zmodyfikować i uczynić przydatną dla konwertowania w nieoświecone społeczeństwo treści humanistycznych. Siła tej opcji polega na jej trwałości i długoterminowości. Nawet oporną i konserwatywną religię można zawsze jeszcze przecież powolnie reformować, osiągając zamierzone wyniki w kolejnych pokoleniach. Zamiast walczyć ze społecznym oporem w sytuacji, gdy się religijności wypowiada otwartą walkę, podejmuje się z nią romans, który ma zakończyć się doprowadzeniem do dobrowolnego przyzwolenia na akt defloracji i w konsekwencji ubezwłasnowolnienia.

 

Iluminaci

Przewrotność objawiająca się w wymienionym wyżej koncepcie, czyli spinozjańskim potraktowaniu pogardzanego, trudno reformowalnego ludu za pomocą religijnego blagierstwa, szybko znalazła odzwierciedlenie w różnego rodzaju technikach wtajemniczania w arkana lóż masońskich. Jej szczytowym osiągnięciem okazała się jednak wersja bawarska, twór raczej okołomasoński, czyli powstały pod koniec XVIII wieku Zakon Iluminatów. Pomysł założyciela tej sekty Adama Weishaupta na formację był iście machiaweliczny. Zakon miał stanowić oazę dla wszystkich, niezależnie od poglądów, deklarowanej wiary, stanu. Kolejne stopnie wtajemniczenia miały stanowić swoiste sito światopoglądowe. Niereformowalni chrześcijanie mieli pozostać odsiani w pierwszych wtajemniczeniach, by ich poglądy mogły ulegać dalszej, powolniejszej niż u bardziej podatnych adeptów, erozji. Pełnić mieli oni też swoistą funkcję użytecznych idiotów, legalizujących działania sekty, o których istnieniu nie zdawali sobie sprawy, tudzież wyławiających pilnie z ludzkiej rzeki następnych kandydatów do oświecenia umysłu. Używano tutaj ich płytkiej humanistycznej, najczęściej sprotestantyzowanej wersji chrześcijaństwa, która miała ulegać w kolejnych wtajemniczeniach coraz większemu przekształceniu w religię humanistyczną, aż do czystego ateizmu.

 

Saint-simoniści

Kolejnym rzecznikiem wykorzystania czynnika religijnego do manipulacji społeczeństwem, którego warto wymienić był uczeń encyklopedysty d'Alemberta Henri de Saint-Simon. W swoim dziele Nouveau Christianisme („Nowe chrześcijaństwo”, 1825) snuł on wizję stworzenia wspólnoty religijnej opartej na nowej ewangelii tzw. braterskiej miłości, w której władzę duchową dzierżyć mieli uczeni przyrodnicy i fizycy (wkrótce te koncepcje zaowocowały powstaniem sekty saintsimonistów). Braterstwo (kształtowane w sekcie) miało być tu pewnego rodzaju paliwem napędzającym tworzoną społeczną maszynerię równości i wolności. Aby prostemu ludowi chciało się zachowywać równość w praktyce, trzeba było go w jakiś magiczny sposób zachęcić do bliskich więzi. Zmodyfikowana religia, z której udałoby się wyrzucić tak znienawidzonego przez encyklopedystów Infama (Jezusa Chrystusa Króla) i zastąpić go kultem człowieka i Jezusem Chrystusem filozofem, wydawała się idealna. To właśnie Saint-Simone jako pierwszy upowszechnił twierdzenie, że prawda nie jest absolutna, nowa religia miała być więc gmachem wybudowanym w całości na człowieku, dowolnie modelowana, bez stałych odwołań. Jej zdolności oddziaływania na ludzkie emocje i sentymenty, odwołanie do najwyższych zakodowanych potrzeb, otwierały szerokie pole, by społeczeństwo uczynić doskonale sterowalnym. Czy nie jest to na wskroś nowoczesny, znany nam dobrze widok? Braterska ogólnoludzka religia, budowana na relatywizmie, bez stałych absolutnych odwołań przypomina to przecież jako żywo najnowsze ruchy i tendencje w protestantyzmie, ale i w Kościele rzymskokatolickim. Ekumenizm, akcent położony na braterstwo wszystkich ludzi i tolerancję, degradacja odwołań do prawdy absolutnej. Ekstatyczne formy religijności, ułatwiające implantację obcych chrześcijaństwu przekonań, w tym głównie oświeceniowego liberalizmu. Deprecjacja kontekstu ratio, na korzyść fides, gdy samo zaburzenie równowagi między nimi prowadzi do deformacji tego drugiego.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Czytany 1436 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.