sobota, 12 wrzesień 2015 13:46

Uwikłane media

Napisał

To nie wolność przynosi prawdę, ale to prawda daje wolność. Dlatego wszystkim tym, którzy chcą manipulować jednostkami i panować nad świadomością całych narodów, tak mocno zależy, by kontrolować media.

Przecież to nie przypadek, że każdy przewrót wojskowy, każda zmiana władzy w republikach bananowych rozpoczyna się od przejęcia największych stacji telewizyjnych. Szczególnie w naszych czasach cywilizacji obrazkowej i globalnej rewolucji informatycznej, by posiadać realny wpływ na społeczeństwo, niezbędne jest mieć możliwość prezentowania swoich poglądów w mediach o szerokim zasięgu. Chyba nie będzie wielką przesadą, gdy się stwierdzi, że Polacy od 1989 r. podlegają wielkiej manipulacji i praniu mózgów przez większość środków masowej informacji. Od ćwierćwiecza Polacy i Polki od świtu do zmierzchu słyszą takie oto dominujące przesłanie: „Ty, a już na pewno twoje dzieci, będą szczęśliwe, bogate i nowoczesne, kiedy raz na zawsze wyrzekną się patriotyzmu, tradycji, przywiązania do wiary i Kościoła Powszechnego czy rodzinnych więzi. Bo to wszystko uciążliwy balast, a ty musisz być otwarty, tolerancyjny, bezpruderyjny, otwarty na Europę, a najlepiej na cały świat!”.

Już niejaki Goebbels mawiał, że powtarzane kłamstwo staje się prawdą! Niestety, ogromna część Polaków uwierzyła w te wierutne brednie głoszone przez media. A przecież brak zbiorowego, politycznego myślenia i działania zgodnego z obiektywną polską racją stanu jest główną przyczyną indywidualnych nieszczęść milionów Polaków. Biedy, a nawet nędzy, powszechnego bezrobocia, ogromnej emigracji zarobkowej, korupcji, rosnącej przestępczości, dziczenia obyczajów i upadku kultury.

W pouczającym eseju „W niewoli mediów” Mariusz Czarniecki przyczyny tego stanu rzeczy upatruje w obecności Mediów Obcego Ducha. Tak jak było za poprzedniego systemu, i tym razem mityczni ONI narzucają większości swoje interesy i punkt widzenia. Z tą różnicą, że media w Polsce tzw. realnego socjalizmu były toporne i z definicji niewiarygodne, panowało zatem powszechne przekonanie, że kłamią. Obecnie panującym w Polsce mediom świadectwo wiarygodności na początku zmian systemowych w 1989 roku wystawiły elity solidarnościowe. Te patriotyczne środowiska związane z masami związkowymi Solidarności uczyniły tak w głębokim, ale naiwnym przekonaniu, że prawda zawsze zwycięży i obroni się sama. Mniejszość zaś, na czele z doradcami, uzbrojona w międzynarodowe kontakty, uprzywilejowana rodzinnymi, często poststalinowskimi koligacjami, działała z wyrachowaniem i na zlecenie zagranicznych mocodawców i doradców z okresu działania w konspiracji. Nic zatem dziwnego, że cynicy i pretorianie obcych interesów opanowali większość mediów w Polsce. Trzeba mieć świadomość, że Media Obcego Ducha w Polsce to element globalnej strategii likwidacji państw narodowych i zastępowania ich stopniowo światowym mechanizmem sterowania. A poza tym tu i teraz są łatwym do rozszyfrowania środkiem realizacji interesów konkretnych państw, korporacji międzynarodowych i mafijnych układów.

Mocodawcy Mediów Obcego Ducha uznali, że najskuteczniej, a zarazem najtaniej w zdobyciu realnej władzy nad polskim społeczeństwem pomoże im tzw. opinia publiczna. Nieświadomy i łatwowierny przeciętny odbiorca poddawany ciągłemu seansowi medialnemu na jedno kopyto, stawał się podatny jak dziecko na wszelkie sugestie, na ideologiczny przekaz, choćby był to najgorszy chłam, sprzeczny z elementarną logiką. To naprawdę jest zagadnienie kluczowe, by zrozumieć, dlaczego w Polsce mamy to, co mamy.

Ludzie mówią i myślą „Gazetą Wyborczą”, TVN-em, RMF FN-em, TOK FN-em, „Faktem”, „Newsweekiem” itd. Dla Polski i dla Polaków problemem nie jest inność dominujących mediów, ale ich obcość, naszpikowana wręcz antypolonizmami. Sternicy Mediów Obcego Ducha wraz z wykonawcami, z których część czyni tak nieświadomie, realizowali i realizują groźne dla Polski cele. Ogarnia nas terror mniejszości nad większością, a duża część większości nie zdaje sobie nawet sprawy z tego faktu. Bo parafrazując powiedzenie św. Tomasza z Akwinu, że człowiek jest tym, czym go rozum czyni – w dużym stopniu człowiek współczesny jest tym, czym czynią go media. To jest jedna z przyczyn tak miernej oferty głównych partii politycznych w Polsce, a następnie takich a nie innych warunków wyborczych i najniższej frekwencji wyborczej do parlamentu w Europie!

Takie są efekty pomniejszania w Polakach zdolności odróżniania dobra od zła i korzyści od szkody. Dodatkowo wielokrotne pranie mózgów wyborców spowodowało, że jako własną duża część Polaków przyjęła filozofię przysłowiowego pachciarza z Kołomyi: „na tych nie głosuję, choć mogą mieć rację, bo sondaże nie dają im szans, a na tych głosuję, choć bez przekonania, a tylko oni mogą zablokować partię, której nie akceptuję (nienawidzę).

Jak obrazowo nazwał to M. Czarniecki: człowiek nieświadomie staje się MEDIOTĄ, który niczym klasyczny masochista, postępuje według instruktaża mediów. Dokonuje wyborów życiowych i politycznych wbrew własnym elementarnym interesom.. Wśród MEDIOTÓW są przedstawiciele wszystkich grup społecznych i środowiskowych, a co charakterystyczne, dużą ich część stanowią ludzie z wysokim wykształceniem i majętni. Natomiast zdrowy rozsądek i odporność na Media Obcego Ducha zachowują ludzie życiowo mądrzy i refleksyjni, dużo czytający, często bez formalnego wykształcenia.

Szkody, jakie narodowi i państwu polskiemu uczyniły Media Obcego Ducha, niepoczuwające się do elementarnej więzi z narodem i państwem, w którym przyszło im dobrze egzystować i robić interesy, są tak znaczne, że trudno je będzie naprawić. To nie krasnoludki w większości środków masowej informacji nawoływały, że im mniej państwa, tym lepiej. Efekty są znane nawet wśród tzw. elity rządzącej z podsłuchanych rozmów w warszawskiej restauracji „Sowa i Przyjaciele”.

A czy to kosmici, niczym wytrawni propagandyści ery stalinowskiej, nawoływali do sprzedaży obcemu kapitałowi za bezcen polskiego przemysłu, banków, usług, energetyki i mediów? Natomiast tych co publicznie wypowiadali się przeciw temu procederowi na sejmowej mównicy bądź w mediach, linczowali, zarzucając im postkomunistyczne myślenie czy niezrozumienie mechanizmów gospodarki rynkowej; albo skazywali na całkowite zamilczenie i medialny niebyt. Za to, używając mediów propagowano w parlamencie taki kierunek zmian legislacyjnych i takie ich tempo, że musiało to doprowadzić do wielomilionowej emigracji zarobkowej i znacznego zadłużenia zagranicznego, kilkakrotnie przewyższającego słynne długi zaciągnięte przez towarzysza Edwarda Gierka. Czyniono tak w Polsce w czasie, gdy znany i ceniony w świecie ekonomista i filozof Francis Fukuyama twierdził, że słabe państwa są źródłem przeważających problemów światowych, ubóstwa, AIDS, narkomanii i terroryzmu. Każda nawet nieśmiała próba oporu przeciwko forsowaniu pełnego politycznego i gospodarczego uzależnienia Polski od obcego kapitału, międzynarodowych korporacji oraz USA i Niemiec była z całą bezwzględnością pacyfikowana przez znaczną większość najbardziej wpływowych mediów w Polsce. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i elementarnej logice, poświęcono żywotne interesy Polski na ołtarzu fałszywie pojmowanego wolnego rynku i niczym nieskrepowanego globalizmu.

W Polsce od 1989 roku do dnia dzisiejszego nie ma normalnej i konstruktywnej dyskusji o naszej polityce zagranicznej, o racji stanu, narodu i państwa. Wszystko jest podporządkowane aktualnym interesom USA, UE czy Niemiec, a obecnie Ukrainy. Zamiast pilnowania własnego interesu, mozolnego budowania siły państwa oraz zawierania sojuszy na twardych podstawach i zasadzie wzajemności, media propagują zawzięcie prometeizm, chciejstwo, idealizm i różne dawno nieaktualne ideologiczne mrzonki. Że to nie jest żadna przesada, świadczą żelazne fakty.

Prawie nikt się nie zająknął i nie dociekał, kto steruje i finansuje wielomiesięczny majdanowski wiec. Ani znani dziennikarze, ani popularni celebryci nawet nie próbowali obiektywnie przedstawić tła konfliktu i skomplikowanego układu politycznego i gospodarczego, historycznego i narodowościowego, jakie panują na Ukrainie. Była ogłaszana tylko jedna racja: tych, co na Majdanie chcą do Europy (by wyjechać do pracy i uciec z Ukrainy), i tych, co chcą ustanowić na Ukrainie nowy rząd, konfrontacyjnie nastawiony do Rosji, ale w gruncie rzeczy też do Polski. Ani politykom, jeżdżącym niby na pielgrzymki na Majdan, ani dziennikarzom z Polski nie przeszkadzały liczne flagi OUN UPA z portretami ludobójców 200. tys. Polaków – S. Bandery i R. Suchewycza. Stając po jednej ze stron, polscy politycy (większość) i media (też większość) wykluczyli już u zarania tego konfliktu logiczną rolę Polski jako mediatora pomiędzy protestującymi a władzą w Kijowie, jak również pomiędzy Ukrainą a Rosją. W telewizyjnych relacjach od początku, gdy tylko wybuchła wojna domowa przebijała się jedna zasadnicza aczkolwiek wielce kłamliwa ocena zdarzeń – po jednej stronie stoi agresywna Rosja, po drugiej heroiczni patrioci i bohaterowie spod znaku tryzuba. Prawie pominięto w relacjach z Odessy spalenie żywcem dziesiątek protestujących przeciwko władzy w Kijowie. Nikt nawet nie usiłował przekazać telewidzom, jak to się dzieje i dlaczego regularna ukraińska armia i oddziały ochotnicze AJDAR i AZOW opanowane przez faszystowskie bojówki nawiązujące do tradycji SS Galizien i UPA z broni ciężkiej bombardują ludność cywilną w Donbasie – czyli na terenie własnego państwa. A nazywanie niechcących uznać władzy w Kijowie, która sama została zainstalowana za pomocą siły, terrorystami, budzić musi tylko niesmak. Nawet słowo rebelianci stosowane wobec oddziałów które walczyły na wschodzie Ukrainy z wojskami centralnymi, może wzbudzić głębokie politowanie. Bo przed wyborami na Ukrainie, po ucieczce prezydenta Janukowycza w istocie rzeczy rebeliantami w myśl prawa międzynarodowego był rząd Jacewicza. Media z Polski jak ognia unikały przekazywania niewygodnych dla ogólnej propagandy informacji, że znowelizowana po przewrocie ustawa o języku państwowym dyskryminuje nie tylko język rosyjski, którym na Ukrainie na co dzień posługuje się prawie 50% ludności, ale przy okazji język polski, węgierski i rumuński. Jednocześnie zupełnie pomijając tak kluczowe w relacjach polsko-ukraińskich kwestie, jak embargo na polskie produkty rolnicze, w tym mięso wieprzowe.

Naczelne przekaźniki informacji w Polsce zupełnie zbagatelizowały też informacje o haniebnej ustawie ukraińskiego parlamentu, który uczynił ze zbrodniarzy spod znaku OUN/UPA bohaterów narodowych, jednocześnie wprowadzając sankcje karne dla tych, którzy mają zamiar ujawniać prawdę o tych zwyrodniałych ludobójcach, winnych zbrodni popełnionych na Polakach, Żydach Rosjanach czy Czechach. Takim śmiałkom grożą w myśl tej ustawy kary wieloletniego więzienia!

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Czytany 1385 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.