piątek, 27 listopad 2015 21:55

Między demografią a polityką

Napisał

Od wielu miesięcy Polacy są torpedowani informacjami o dziesiątkach tysięcy uciekinierów z Azji Afryki, a zwłaszcza Bliskiego Wschodu szturmujących granice Europy. Większość najbardziej wpływowych mediów w Polsce ukazuje owe tłumy jako nieszczęśliwe ofiary wojny w Syrii, Iraku, Libii itd. Niewątpliwie część z nich to rzeczywiście ratujący życie, prześladowani we własnych krajach nieszczęśliwi ludzie, szukający ratunku i spokojnej przystani. Jest jednak znaczną manipulacją nagłaśnianie tylko humanitarnego aspektu tej współczesnej wielkiej wędrówki ludów, gdyż przesłania ten obraz wiele innych, niezwykle istotnych zjawisk i niebezpieczeństw stojących przed Europą i jej tubylczymi narodami.

Niczym w orwellowskiej literackiej wizji o znamionach proroctwa – świata bez prawdy, logiki i myślenia – uprawia się kłamliwy opis wydarzeń, a tych, którzy dociekają prawdy, oskarża się o myślozbrodnię. Dlatego istnieje bezwzględna konieczność zastanowienia się z czym w istocie rzeczy mamy do czynienia i dlaczego obecne elity Europy pchają swoje narody i kraje na skraj przepaści. Choć istnieją w Europie kraje, takie jak Węgry, Słowacja, Czechy czy Rumunia, które opierają się samobójczej polityce Unii Europejskiej, to niestety zachodnia część naszego kontynentu, wbrew oczywistym faktom, brnie w ślepy zaułek.

Pewnego, a w zasadzie jedynego obiektywnego usprawiedliwienia defensywnej postawy sterników polityki unijnej wobec naporu przybyszy z Azji i Afryki należy upatrywać w stale pogłębiającym się kryzysie demograficznym naszego kontynentu.

Kulturowy marksizm, rugowanie z życia publicznego wartości chrześcijańskich, afirmacja seksualnych dewiacji, kreowanie wzorca kobiety wyzwolonej od rodziny i macierzyństwa, musiało doprowadzić do starzenia i wymierania rodzimej ludności zachodniej Europy. A ponieważ demografia nie znosi próżni, na zwolnione przez kurczące się narody Zachodu miejsca od dziesięcioleci napierają ludzie z kontynentów, na których od lat sześćdziesiątych utrwalał się skokowy przyrost ludności. Dla przykładu Kenia, kiedy wybijała się na niepodległość (1963) liczyła 7 mln mieszkańców. Obecnie ten kraj liczy sobie 35 milionów obywateli, czyli aż pięć razy więcej. Gdyby w Polsce w podobnym przedziale czasowym nastąpiła analogiczna tendencja, nasz kraj liczyłby obecnie 150 mln mieszkańców!

Trzeba też pamiętać, że za tym wzrostem ludności w Kenii nie szedł równoległy rozwój gospodarczy, zwłaszcza w rolnictwie. Choć wzrost ludności w krajach arabskich i Bliskiego Wschodu nie był aż tak dynamiczny, to i na tym obszarze nastąpił ogromny przyrost zaludnienia.

Zatem, jak to już bywało w historii naszego globu, na tereny o mniejszym zaludnieniu przenoszą się ludy, będące w fazie dużej dynamiki demograficznej.

Kiedy narody zachodniej Europy w wieku XVIII, a zwłaszcza w XIX, znajdowały się w analogicznej fazie demograficznego skoku, to one w zorganizowany sposób zasiedlały – kolonizowały kontynenty o stosunkowo niewielkim zaludnieniu. Tak przecież rodziły się współczesne Stany Zjednoczone Ameryki, na których obszarze (bez Hawajów) mieszkało zaledwie 2 mln rodzimych mieszkańców – Indian. Podobna była sytuacja w Australii, gdzie przed inwazją Brytyjczyków żyło najwyżej 700 tys. Aborygenów. Setki tysięcy Brytyjczyków, Holendrów, Francuzów, Hiszpanów, Portugalczyków opuszczało swoje ojczyzny, bo u siebie nie mieli perspektyw elementarnej egzystencji i mimo wielkiego ryzyka ruszali w daleki, nieznany świat. Bez ich determinacji, poświęcenia, ale też nie bez okrucieństwa wobec dotychczasowych gospodarzy zasiedlanych ziem, nie byłoby dzisiejszych USA, Kanady, Australii, Nowej Zelandii, Brazylii czy RPA. Gdyby współcześni moralizatorzy i piewcy poprawności politycznej byli wiarygodni i konsekwentni, to powinni nie tylko werbalnie potępić sukcesorów kolonizacji, ale i wystawić im gigantyczny rachunek odszkodowawczy na rzecz Indian, Aborygenów, Maorysów, ludów Afryki i Azji.

Gdy w połowie XIX wieku również narody Europy Środkowej masowo ruszyły za chlebem, bo i ten obszar dotknęła demograficzna eksplozja, po pierwotnej ludności USA, Kanady czy Australii było już praktycznie pozamiatane. Zatem Polacy, Czesi, Litwini, Węgrzy, Słowacy czy inne narody Europy Środkowej i Wschodniej wrastali w nowe społeczeństwa i w procesie podboju nie uczestniczyli. W rabunku i eksterminacji ludności tubylczej trudno od tych narodów i ich państw wymagać zadośćuczynienia (choćby w postaci przyjmowania emigrantów z byłych kolonii Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Portugalii czy Holandii).

(...)

Czytany 454 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.