piątek, 27 listopad 2015 23:19

Czy islam nie jest totalitaryzmem ubranym w religijną formę?

Napisał

Ze Zbigniewem Stawrowskim, rozmawia Aleksander Kłos

Zbigniew Stawrowski – filozof, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz współzałożyciel i dyrektor Instytutu Myśli Józefa Tischnera w Krakowie.

Jesteśmy świadkami gigantycznej fali imigrantów docierających do granic Unii Europejskiej, z czego większość z nich chce trafić do Niemiec. Kanclerz Angela Merkel wciąż podkreśla, że nie można zamykać się na „uciekinierów”, ale przy tym domaga się, by kraje Wspólnoty wykazały swoją „solidarność” i podzieliły ich między siebie. To zaś wywołuje sprzeciw części państw i coraz większe opory społeczeństw. Obserwując pomysły na poradzenie sobie z kryzysem migracyjnym, nie możemy być spokojni o to, że unijne elity sobie z nim poradzą. Jedno jest pewne: jest to wielka próba zarówno dla tej organizacji, jak i samej Europy, czy szerzej – zachodniej cywilizacji. Wydaje się, że już wiele zmieniło się w relacjach między silniejszymi i słabszymi krajami Wspólnoty, istnieją uzasadnione obawy, że relacje te mogą się już tylko pogarszać. Padło tak wiele obraźliwych słów, gróźb, przestano udawać, że mamy tam do czynienia z dyskusją, tę bowiem zastępuje dyktat. Czy to kolejny gwóźdź do trumny UE?

Nie mamy pełnej informacji, co to są za ludzie, co ich zmotywowało do tego, by przybyli do Europy, a także na temat kulis podejmowania w Unii decyzji w sprawie zaistniałego problemu. Na podstawie obrazu medialnego można dojść do wniosku, że dobrym opisem tych arbitralnych i niekonsekwentnych decyzji byłyby znane nam skądinąd słowa: Unia „istnieje tylko teoretycznie”. Runęły granice, nagle to, co było bronione, chronione, zostało otwarte decyzją polityczną – tak naprawdę Niemiec. Victor Orbán, który stosując unijne zasady, bronił jej granic, został uznany za kogoś, kto postępuje w sposób barbarzyński. Ta retoryka to zwykła manipulacja, próba moralnego szantażu, zmierzająca do tego, by wymusić poparcie dla błędnych rozstrzygnięć na tych, którzy się im sprzeciwiali, poprzez uwikłanie ich w problem i zrzucenie na nich odpowiedzialności.

Obecny kryzys jest o wiele bardziej poważny niż kryzys ekonomiczny, który jest czymś dobrze znanym – kryzysy takie się powtarzają, są też sposoby, mniej lub bardziej skuteczne, by sobie z nimi poradzić, na pewno w przyszłości będziemy je jeszcze nieraz przechodzić. Tutaj jednak chodzi o coś zupełnie innego, gdyż jeżeli nagle otwieramy granice, to znaczy, że w gruncie rzeczy rezygnujemy z tego, kim jesteśmy. To trochę tak, jak z błoną, którą każda komórka jest oddzielona od otoczenia. Ona musi być częściowo przepuszczalna, inaczej żywy organizm nie mógłby funkcjonować, ale jednocześnie stanowi pewną granicę, która chroni przed tym, co może stanowić zewnętrzne zagrożenie. Tutaj ta powłoka została rozerwana od środka – decyzją polityczną – co ma swoje poważne konsekwencje. Takiej sytuacji nie da się na dłuższą metę utrzymać, granica musi zostać przywrócona. Jeżeli tak się nie stanie, to Unia przestanie istnieć, a państwa narodowe, kierując się instynktem samozachowawczym, będą tworzyły swoje własne granice, aby jakoś przetrwać. Powstaje pytanie, dlaczego do tego dopuszczono, dlaczego Angela Merkel w pewnym momencie wszystkich do siebie zaprosiła. Można zawsze powiedzieć, że nawet najlepszym politykom zdarzają się chwile braku wyobraźni czy naiwnego idealizmu.

(...)

Czytany 780 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.