sobota, 28 listopad 2015 00:09

Oblężenie Europy od wewnątrz

Napisał

Kolejny już raz Europa przeżywa oblężenie, wpierw od wewnątrz. To mieszkańcy Europy dziś zdają się znużeni sobą i z tego powodu chętnie ustępują miejsca „uchodźcom” – najpierw jednak na zmywaku, przy podawaniu „basenu” i segregacji śmieci. Europa nie radzi sobie ze swoją tożsamością, bo przeżywa zbiorową amnezję. Jedni zatem zdejmują krzyże, bo jakoby są obce Europie, a drudzy robią to samo, witając na Synodzie Rodziny homoseksualistów – bo ponoć ubogacą oni katolicką wspólnotę. Zaprasza się także Orient do Europy, widząc w tym problem tylko techniczny – odpowiedniego rozlokowania przybyszów.

Nie kwestionując wielu przyczyn ich wkraczania do Europy, skupię uwagę tylko na przyczynach wewnętrznych, leżących w jej słabościach. Dlaczego „europejczycy” płoną tak wielkim zapałem w przyjmowaniu fali „uchodźców”? Mówi się nam w mediach, że to miłość bliźniego czy szlachetny altruizm i troska o potrzebujących. Jak jest naprawdę? Co mówią fakty?

Demograficzna zapaść

Jedną z przyczyn – nakazanego wszystkim – euroentuzjazmu wobec fali przybyszów z Azji i Afryki jest oczekiwane tą drogą odmłodzenie „babci Europy”, jak ją kreślił papież Franciszek w przemówieniu wygłoszonym w PE. Te demograficzne nadzieje wypowiadają zwłaszcza Niemcy, bo u nas Donald Tusk zapewniał, że wystarczy dofinansowanie praktyk sztucznego zapłodnienia in vitro. Usługowi ekonomiści robią wrażenie, że to krasnoludki będą utrzymywać emerytów i rencistów.

Przed takimi oczekiwaniami ostrzegał Rzymian Cezar August, przekonując w Senacie do wprowadzenia regulacji prawnych mających poprawić złą sytuację demograficzną, zwłaszcza za pomocą środków ekonomicznych. Nie udało się tego celu osiągnąć. Miejsce Rzymian od I wieku przed Ch. zaczęli zajmować przybysze ze wschodu, początkowo zasilając niższe stany, ale stopniowo wchodząc do klasy najwyższej – nobilów. Już na początku III wieku po Chr. słychać było w stolicy język łaciński (ale w niektórych dzielnicach kwiryci rozmawiali ze sobą tylko po grecku lub aramejsku), ale mieszkańcy miasta to w przeważającej większości przybysze ze wschodu, a w wojsku przeważali europejscy barbarzyńcy. Jedni i drudzy wnieśli własne cywilizacyjne dziedzictwo, obce i wrogie Rzymowi. Lewantyzacja Rzymu swój szczytowy etap miała w trzecim stuleciu epoki cesarstwa.

Ta niefrasobliwość narodu rzymskiego skończyła się tragicznie, bo w 476 roku zakończył się polityczny żywot Rzymu, a w VI wieku na Forum Romanum pasiono krowy. Miasto liczyło już tylko pięć tysięcy mieszkańców. Nad całą Europą zapadły ciemności, rozjaśnione tylko kagankami chrześcijan, którzy starali się nade wszystko uratować dorobek intelektualny starożytności pogańskiej Grecji i Rzymu. Benedyktyńskie klasztory przepisywały całą dostępną im literaturę, włącznie z dziełami Owidiusza. Pojmowano doskonale, że dla uratowania chrześcijaństwa – religii szanującej ludzki rozum – konieczne jest zachowanie owoców dobrze funkcjonującego ludzkiego rozumu. Nieustannie bowiem ludzkość mierzy się z pokusą zwątpienia w jego możliwości, zwłaszcza z powodu chęci samousprawiedliwienia swoich moralnych słabości i upadków. Ocalony – częściowo – skarb greckiego i rzymskiego antyku to świadectwo możliwości ludzkiego rozumu, o ile tylko zechce on poprawnie działać. Odurzeni złotem z Lewantu Rzymianie zlekceważyli sobie rady Augusta, chyba także z tego powodu, że prowadząc politykę prorodzinną, zapomniał o konieczności własnego dobrego przykładu wierności małżeńskiej (był rozwodnikiem).

(...)

Czytany 1109 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.