Andrzej Szcześniak

Andrzej Szcześniak

czwartek, 23 marzec 2017 23:16

Kontrrewolucja Orbána

Narzucony ustrój

Węgry, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej, zostały przejęte przez zachodnie demokracje po upadku Związku Radzieckiego, gdy ten przegrał 45-letnią zimną wojnę. Zachód był zainteresowany nowymi rynkami zbytu, jak też młodą i wykształconą siłą roboczą. Aby na trwałe włączyć te tereny w struktury zachodniej „wspólnoty wartości i interesów”, poddał je procesowi podwójnej transformacji – demokratyzacji ustroju politycznego i liberalizacji gospodarki. Narzucono ostre reguły ustrojowe, opracowując na początku lat 90. model „kopenhaski” (przyjęty na szczycie unijnym w Kopenhadze w 1993 r.), do którego kontroli powołano Komisję Wenecką. Stworzono ustrój nieefektywny, wewnętrznie skonfliktowany, pozbawiający państwo kontroli nad fundamentalnymi narzędziami władzy, takimi jak kreacja pieniądza czy system sądowniczy.

czwartek, 23 marzec 2017 23:13

Turcja ? pożegnanie liberalnej demokracji

Turcja jest dobrym przykładem, by zrozumieć istotę najważniejszego dzisiaj trendu w światowej polityce – odwrotu od globalizacji i zwrócenia się ku suwerennym interesom narodowym. Zachód podporządkował sobie Turcję, narzucając jej swoje reguły gry i instytucje państwowe. Jednak charyzmatyczny przywódca Recep Erdo?an, w niezwykle skomplikowanej sytuacji geopolitycznej i wewnętrznej podejmuje wyzwanie i uwalnia państwo z tych więzów. Przyjrzyjmy się temu fascynującemu epizodowi tureckiej historii.

sobota, 10 grudzień 2016 09:42

Globalny promotor zgorszenia

Promocja homoseksualizmu i jego równouprawnienie na skalę globalną są wykorzystywane przez Stany Zjednoczone Ameryki do realizacji swoich strategicznych celów. Pod hasłami równości i godności hegemon działa wszystkimi dostępnymi narzędziami wpływu i nacisku.

sobota, 20 sierpień 2016 14:36

Polska w gazowej partii szachów

Dzisiaj w Polsce aż strach mówić o Rosji, jeśli nie zakłada się, że jest ona naszym śmiertelnym wrogiem. Za głoszenie przyjaznych opinii można trafić do więzienia, za wyważoną opinię – stracić pracę. Jednak gdy rozum śpi – budzą się demony. Dlatego proponuję wrócić do chłodnego myślenia, kierując się interesami narodowymi. Porzućmy emocje, historyczne urazy czy hasła w rodzaju „demokracja”, „wolność”, „prawa człowieka”, a na gruncie energetycznym – „dywersyfikacja”. Uważnie stąpając po blaszanym dachu, rozżarzonym do czerwoności od politycznych emocji, skupmy się na kluczowym temacie gospodarczym – gazie ziemnym.

Energia jako filar współpracy

Zacznijmy więc od przedstawienia pola, po którym się poruszamy. To geopolityczna i geogospodarcza mapa Europy, z intensywnymi fragmentami gier globalnych. Przyjrzyjmy się, jak wygląda ono z szerszej perspektywy, żeby zrozumieć, co się dzieje na naszym skromnym, polskim odcinku.

Współpraca gospodarcza między Europą i Rosją ma duży potencjał. Europejskie potrzeby energetyczne są ogromne, własne zasoby surowców mikroskopijne, a przyjęta strategia energetyczna sprzyja wykorzystaniu gazu ziemnego jako surowca. Z kolei Rosja to największy globalny producent ropy i gazu, największy ich eksporter, posiadający ogromne pokłady gazu ziemnego w syberyjskich zmarzlinach. Dlatego zachodnia Europa już od pół wieku stara się nawiązać współpracę energetyczną z Rosją, chce kupować od niej surowce, a eksportować kapitał, produkty przemysłowe i technologie. Rosja dostosowała się do takiej roli, choć jest to kolonialna struktura wymiany handlowej, gdzie za mercedesy oddaje się surowce, Jest to problem Rosji, a zysk dla Europy.

Rosja jest dziś głównym dostawcą surowców energetycznych do Unii Europejskiej, a dla europejskiego kapitału, produktów, technologii i usług – jest dużym, chłonnym rynkiem o znaczącym potencjale wzrostu. Nic więc dziwnego, że głównymi inwestorami w Rosji są przedsiębiorstwa unijne, jednocześnie zdecydowana większość rosyjskiego eksportu trafia na rynek UE.

(...)

sobota, 28 maj 2016 23:34

Jaki mamy ustrój?

W Polsce doświadczamy namiastki rewolucji, próby zmiany obowiązujących reguł gry. Proces znajduje się w początkowej fazie, napotyka na opory i wydaje się tracić rozpęd. Znacznie dalej w reformie ustrojowej państwa doszli Węgrzy, dlatego ich doświadczenia są bardzo pomocne w rozwikłaniu naszej zagadki ustrojowej – jaki w mamy ustrój w Polsce?

Żeby zrozumieć, co dzisiaj się dzieje w Polsce, musimy przyjrzeć się fundamentom ustrojowym Rzeczpospolitej, odpowiedzieć na pytanie: jaki mamy ustrój? Nasuwa się oczywista odpowiedź – „demokrację”. Ale czym jest ta demokracja? To władza ludu, który wybiera przedstawicieli, by sprawowali władzę w jego imieniu? Czy reprezentanci suwerena mogą zrobić to, czego on chce? Nie, właśnie nie mogą, o czym rządzący dzisiaj boleśnie się przekonują. „Wygraliśmy wybory”, „mamy mandat do zmian”, ale „my nie możemy rządzić” – mówi Jarosław Kaczyński.

Ale… jak to „nie możemy”? Co ogranicza suwerena? Ustrój, naród nie jest suwerenem, nie może zbyt wiele, ma spętane ręce. To nie zwykła „demokracja”, czyli władza ludu, ale „liberalna demokracja”. To nie tylko wybory, wola obywateli, ale i rządy prawa, i prawa człowieka, i gospodarka rynkowa, i …. wiele innych spraw. Tak poważnie wiążących władzę sprawowaną w imieniu suwerena, że nawet nie może ona zdecydować o roboczym trybie pracy Trybunału Konstytucyjnego, ustalić w jakiej kolejności będzie on rozpatrywał napływające skargi. A przecież art. 4 ust. 2 Konstytucji Rzeczpospolitej Polski mówi: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.

Skąd wziął się ustrój Polski? Kto nas uszczęśliwił takim podarunkiem, którego dzisiaj nie można naprawić, przestawić państwa na tory narodowych interesów? Dzisiaj takie próby mamy w Polsce, gdy władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Pięć lat wcześniej na Węgrzech prawicowy rząd Wiktora Orbána poszedł znacznie dalej niż polski – naruszył fundamenty ustrojowe, zbudowane przez Zachód w państwach środkowej Europy. Przykład węgierski jest pouczający, gdyż kryzys ekonomiczny, wstrząsy polityczne, konflikt interesów gospodarczych – ukazuje w całej krasie konstrukcję budowli ustrojowej. Pewne jej elementy pękają, inne są nadwerężane, przesuwane, osłabiane, inne wzmacniane.

W chwilach kryzysu pojawiają się także twórcy tego systemu, posiadacze patentu na tę konstrukcję, którą rządy Orbána czy Kaczyńskiego chcą zmienić. Interweniując w jego obronie, czy to z Brukseli, Waszyngtonu czy Wenecji, czy poprzez swoich zwolenników w kraju, chcą ochronić ustrój „liberalnej demokracji”. Mają w ręku mocne atuty: niepokorni są wykreślani z ekskluzywnego „sojuszu demokracji”, nie należą już do „wspólnoty wartości”, stają się wrogiem i obiektem ciągłych nacisków i ataków. Jeśli to nie pomaga, są mocniejsze środki – sankcje gospodarcze czy restrykcje polityczne.

Przyjrzyjmy się dokładniej, najpierw ogólnym zasadom, a później kilku węzłowym elementom naszej ustrojowej konstrukcji.

Checks and balances, czyli poszatkowane państwo

Podstawową cechą „liberalnej demokracji” jest rozdrobnienie państwa, poszatkowanie struktury władzy. To trend globalny, państwo narodowe jest ograniczane i redukowane, jego skuteczność jest osłabiana. A przecież, jeśli ma być sprawne w wykonywaniu swoich zadań, powinno być zintegrowane, jednolite.

Ustrój funkcjonujący w Polsce jest zbudowany na zasadzie „równoważenia władz” (angielski termin: „checks and balances”). Kompetencje państwa są rozmyte i podzielone między różne instytucje – organy władzy, siły polityczne i społeczne. To istota systemu „równowagi i kontroli”, rozdrabniającego funkcje państwa na wiele instytucji, które nie są zobowiązane do starań o całościowe interesy kraju, dbają o swoje cząstkowe cele. Według tej teorii nawet w samej władzy wykonawczej powinny być „niezależne od niej instytucje”, które mają zapewnione (zobowiązaniami międzynarodowymi) prawo niezależnego od rządu realizowania własnych celów i zadań. Całkowicie wbrew zasadzie zintegrowanego i jednolitego zarządzania.

(...)

sobota, 20 luty 2016 23:34

Demokracja za ropę

Bliski Wschód, Zatoka Perska, Afryka Północna to rejony świata zasobne w nieprzebrane ilości ropy naftowej – surowca niezastąpionego i strategicznego dla dzisiejszej cywilizacji. To daje mocną pozycję państwom tego regionu w walce o podział dochodów z państwami Zachodu, którego piętą Achillesową jest brak własnych zasobów energetycznych. Zachód, uzależniony od importu ropy już w XIX wieku, jest głównym rozgrywającym w tym regionie.

Dominacja polityczna najpierw Wielkiej Brytanii i Francji, później USA, monopolistyczna pozycja zachodnich koncernów naftowych, wydobywających i eksportujących ropę, jej niska cena (ówczesne 2 dolary za baryłkę – 14 dolarów w dzisiejszych cenach) były układem korzystnym dla krajów rozwiniętych przemysłowo. Zachód – od Ameryki po Japonię, na taniej energii budował swój dobrobyt, a państwom arabskim co pewien czas przekazywano informację, po jakich cenach koncerny naftowe będą kupować ich ropę (dlatego ceny do 1973 r. nazywały się „posted prices” – „ceny wysłane”).

Taki system funkcjonował przed 1973 rokiem, gdy państwa arabskie były formalnie suwerenne, jednak wydobycie i sprzedaż ropy odbywały się według kolonialnych standardów. Po powstaniu i umocnieniu się OPEC skończyły się cudowne czasy. Ropa stała się znacznie droższa, a po nacjonalizacji złóż, zapoczątkowanej przez pułkownika Kadafiego w Libii, Zachód utracił narzędzia bezpośredniego kolonialnego wpływu.

Islam i region MENA – od Maroka do Pakistanu – jest dzisiaj największym po Chinach strategicznym wyzwaniem dla globalnego przywództwa Ameryki. Region ten, bogaty w złoża ropy naftowej i gazu ziemnego, które zapewniają wielu krajom niewiarygodny dobrobyt – jest odporny, wręcz wrogi wobec zaszczepianej tam liberalnej demokracji. To jedyna część świata, gdzie jej nie ma (oczywiście z wyjątkiem Izraela) i nic jej nie zapowiada. To region o potężnej dynamice demograficznej i bardzo wrogiej wobec USA opinii publicznej.

Wielką rolę odgrywa ropa naftowa, która sprawia, że tworzą się tam silne formy rządów, potrafiące obronić swoje zyski z eksportu tego surowca, stawiające żądania i niepoddające się demokratyzacji, czyli osłabianiu władzy przez fragmentację ustroju. Jest to bowiem podstawowy cel Zachodu – wytworzyć podziały wewnątrz elit władzy, którą można sterować, rozgrywać między sobą, a czasami przeprowadzić „zmianę reżimu”. Ewenementem są elity syryjskie, gdyż są zintegrowane i trudno w nich znaleźć szczeliny, przez które można by rozsadzić państwo. Jak wiemy, spójność ta zapobiegła obaleniu prezydenta Asada, a opierała się na religii. Rządzący są alawitami i stanowią mniejszość w swoim kraju, dlatego są odporni na infiltrację z zewnątrz.

Wobec tak strategicznego wyzwania Waszyngton używa całego spektrum narzędzi wpływu, nacisku czy szantażu, a militarna interwencja czy wojna hybrydowa, jaką dzisiaj prowadzi się w Syrii i Iraku – jest środkiem ostatecznym, gdyż niesie ze sobą zbyt wysokie koszty. Przyjrzyjmy się więc, jak wyglądają niektóre z metod „soft power” stosowanych tak wobec sojuszników, jak i wrogów. Jak wygląda „promocja demokracji” (democracy promotion), określana po kompromitacji tego terminu jako „wsparcie demokracji” (democracy assistance) w regionie wielkiej ropy?

(...)

sobota, 20 luty 2016 23:01

Ukraina, czyli ruinowanie gospodarki

Ukraina leci w gospodarczą przepaść. Ci, którzy pamiętają 90. lata polskiej transformacji ustrojowej, mogą zaobserwować wiele podobieństw. Jednak Ukraina przeżywa to znacznie bardziej dramatycznie, na o wiele niższym poziomie życia społeczeństwa i w warunkach zamrożonego konfliktu wojennego.

Dramatyczny upadek przemysłu

Ukraina zwija się gospodarczo w dramatycznie szybkim tempie. PKB w 2015 r. zmniejszył się aż o 12%, rok wcześniej – o 5,8%. Liczony w dolarach produkt narodowy brutto upadł ze 183 miliardów dolarów w 2013 roku do 132 mld w 2014 r. i do szacowanych 115 miliardów w roku ubiegłym.

Jeszcze szybciej upada przemysł – w 2015 r. produkcja przemysłowa zmniejszyła się o 13%, a rok wcześniej o 11%. Spada produkcja produktów przemysłowych, które Ukraina eksportowała na cały świat. Produkcja stali w 2013 r. wynosiła 33 miliony ton, a w 2015 r. zaledwie 23 mln – o 30% mniej. Jeszcze bardziej skurczyła się produkcja przetworzona, jak np. rury, których w 2013 r. produkowano 1,6 miliona ton, a w 2015 już tylko pół miliona ton – spadek o 70%. To wszystko złożyło się na zmniejszenie eksportu, szczególnie towarów głębiej przetworzonych, które kiedyś znajdowały odbiorców w Rosji.

Przemysł samochodowy przeżywa wręcz katastrofę. Większość to podobnie jak w Polsce montownie, jednak były to ukraińskie przedsiębiorstwa współpracujące na różnych zasadach z wielkimi światowymi koncernami lub produkujące własne modele samochodów. Jeszcze w 2012 r. produkowano 76 tysięcy jednostek, w 2015 r. – zaledwie 8 tysięcy. W tymże roku sprzedaż nowych samochodów zmniejszyła się o połowę (do 47 tys. sztuk), a dotychczasową krajową produkcję zastąpił import. Takie ukraińskie korporacje produkujące samochody, jak ???????, ??????, ????????, ????????????? ????????????? ????? czy ???, z pewnością znikną z rynku.

Jest jednak jeden przemysł, który rośnie gwałtownie – nawet o 200-300 procent rocznie. To przemysł zbrojeniowy, który zasilany jest zwiększonymi wojennymi wydatkami budżetu, które w ub. roku wyniosły 90 miliardów hrywien, a w 2016 r. – osiągną 113 mld, co jest równoważne 5% PKB (jeden z najwyższych światowych wskaźników, w Polsce jest to 2%). Ponad 100 przedsiębiorstw zebranych w 2010 r. w państwowym koncernie ????????????? , do którego ostatnio włączono przedsiębiorstwo Antonow – jedynego producenta specjalnych samolotów – to beneficjenci sytuacji politycznej na Ukrainie.

Reformy kosztem ludności

Ciężarem reform na Ukrainie zostało obarczone społeczeństwo. Przede wszystkim podniesiono ceny usług podstawowych, jak gaz, energia elektryczna i ciepło, co spowodowało ogromny wzrost kosztów utrzymania. Wyraża się to w inflacji, która w ub. roku osiągnęła poziom 43%, a w 2014 r. wyniosła 25%. W 2015 r. najbardziej podrożał gaz ziemny, który kosztował 3,7 razy więcej niż rok wcześniej, ciepło i woda, które podrożały o 78%, energia elektryczna o 67%, a owoce o 67%.

Wzrostowi kosztów wcale nie towarzyszy wzrost płac, a wręcz przeciwnie – w ciągu trzech lat płaca minimalna spadła ze 150 do 39 dolarów miesięcznie. Średnia płaca w kraju z 450 dolarów za Janukowycza obniżyła się do zaledwie 150 dolarów. Gdy kilka lat temu granica biedy wynosiła 150 dolarów, to teraz wynosi ona 70 dolarów. I gdy wcześniej bezpieczeństwo socjalne zapewniano przez niskie ceny energii, gazu, wody i żywności, teraz wszystko to dramatycznie zdrożało, a budżet państwa postanowił „subsydiować” konsumentów. I jak się okazuje, obecnie co trzeci mieszkaniec Ukrainy otrzymuje jakieś wsparcie od państwa, znajdując się poniżej granicy ubóstwa.

Symbolem niszczenia systemu socjalnego na Ukrainie może być zniesienie w styczniu bezpłatnych posiłków dla dzieci w szkołach, który to krok rząd wytłumaczył zaleceniami Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i walką z szarą strefą.

Pomimo tak drastycznego obniżenia poziomu życia, Ukraina jest realnie bankrutem, podtrzymywanym przy życiu kroplówką pożyczek Unii i MFW, przyznawanych za wprowadzenie kolejnych wymogów zachodnich. Rozpływają się rezerwy złota i walut, rośnie zadłużenie, tak budżetu, jak i zagraniczne. Dramatycznie osłabła waluta – hrywna aż do końca 2013 roku zachowywała stabilny kurs około 8 za dolara, gdy dziś trzeba za niego płacić aż 26 hrywien.

Importowany z Gruzji rewolucjonista, Michaił Saakaszwili, pełniący funkcję gubernatora Odessy, powiedział o sytuacji kraju z rozbrajającą szczerością, że Ukraina, z całym szacunkiem dla Afryki, jest Gabonem. Jednak jest znacznie gorzej, Gabon dzięki ropie, złożom gazu, uranu i manganu jest jednym z najbogatszych krajów afrykańskich – MFW klasyfikuje Gabon na 54. miejscu pod względem siły nabywczej, gdy Ukrainę – dopiero na 105. miejscu.

(...)

piątek, 27 listopad 2015 21:52

Imigracja to biznes, głupcze!

Zalewają nas setki tysięcy przybyszów. Ich kraje napadnięto, zbombardowano, rozniecono lokalne konflikty i obrócono w ruinę. Z tych pogrążonych w przemocy i nędzy obszarów wlewają się do Europy fale ludzi szukających pokoju i dobrobytu. Nie można im nie współczuć, ale jednocześnie ludzi ogarnia przerażenie przed zalewem obcych – zarówno religijnie, jak i obyczajowo. Strach podsycany jest płynącymi z ekranów gwałtownymi scenami „najazdu uchodźców”. Media straszą nas takimi scenami, jednocześnie jak jeden mąż indoktrynują, że musimy przyjąć uchodźców. Terroryzują nas, zalewając tanią moralistyką ekspertów i klekotem prezenterów.

Taki stan rozgorączkowania rozgrzewa w Polsce emocje, ale ukrywa fundamentalny mechanizm, który działa skutecznie od wielu lat. Zupełnie go nie zauważamy, dlatego, omawiając sprawy uchodźców, imigrantów, poruszę tylko jeden jego aspekt. Aspekt biznesowy.

Islam? Miejsca pracy!

Tym fundamentem są rzeczy najbardziej przyziemne – ekonomia i miejsca pracy. Problemu tego dotknęła niemiecka kanclerz Angela Merkel w czasie konferencji prasowej, mówiąc że Europa potrzebuje imigrantów, żeby zapewnić wzrost gospodarczy i przybysze znajdą tu miejsca pracy. Tych kluczowych słów nie można było znaleźć w przekazach medialnych, a jest to sedno problemu.

Imigranci są potrzebni ze względu na kłopoty demograficzne bogatych państw Zachodu.

Najważniejszym celem jest wzrost PKB, trzeba więc dbać o podstawowe motory – kapitał, jego kumulację, postęp techniczny i ludność, którą traktuje się jako siłę roboczą i konsumentów. Na skutek zmian obyczajowych, upadku instytucji rodziny i zaniku wiary, bogate społeczeństwa nie chcą mieć dzieci, a w biedniejszych regionach Zachodu demografia cierpi przez brak bezpieczeństwa socjalnego i perspektyw życiowych. Pracownicy w bogatych regionach świata stają się dobrem rzadkim, którego podaż nie nadąża za popytem.

Konflikty zbrojne, wojny domowe są czynnikiem wyzwalającym przemieszczanie ludności. Jednak na co dzień imigracja ma charakter ekonomiczny. Uchodźcy polityczni mają w niej mikroskopijny udział, są jednak ważni dla krajów Zachodu, wykazujących w ten sposób swoje przywiązanie do wartości – jak np. wolność człowieka. Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepiej robi się interesy pod przykrywką wielkich haseł.

Najcenniejszy zasób świata

Dla Europy – tej bogatej, uprzemysłowionej, ale starzejącej się i niechętnej do wykonywania najprostszych prac – imigracja to żadna nowość, to codzienność od wielu dziesięcioleci. Dawno już przyjęto strategię przyciągania emigrantów z innych krajów, by napędzać gospodarkę tak dynamicznie jak niemiecka czy brytyjska. Niemcy dzisiaj zgłaszają zapotrzebowanie na pół miliona nowych imigrantów rocznie przez wiele lat.

Udział obcokrajowców w gospodarkach silnych znacząco rośnie. Jeśli w latach 80. w Wielkiej Brytanii tylko 7-8% pracowników stanowili urodzeni poza Zjednoczonym Królestwem, to w 2013 r. było to już prawie 15% (4,5 miliona osób).

W 2013 roku nadano obywatelstwa państw europejskich prawie milionowi nowych przybyszów (na ponad 500 milionów mieszkańców Unii). Liderami przyjmowania nowych Europejczyków są kraje bogate: Austria (35 tysięcy), Irlandia (24 tys.), Niemcy (115 tys.), Belgia (35 tys.), Szwecja (50 tys.), Wielka Brytania (207 tys.), Hiszpania (226 tysięcy). Największymi „dawcami” swoich obywateli dla Unii są: Maroko (86 tys.), Indie (48 tys.), Turcja (47 tys.), Kolumbia i Albania (po 42 tysiące). Polska ma niewielki udział w tym napływie – w 2013 roku obywatelstwo innych krajów Unii otrzymało zaledwie 18 tysięcy Polaków.

W krajach europejskich udział urodzonych poza granicami rośnie bardzo szybko. Jeśli złożyć to z udziałem religii islamu w społeczności, to krajobraz europejski jest bardzo różnorodny.

(...)

sobota, 12 wrzesień 2015 11:47

Czarne złoto, czyli zmarnowany potencjał

Węgiel kamienny w krystalicznie czystej formie pokazuje, jak Polska marnuje swój potencjał rozwojowy. Losy branży górniczej, wydobycia i wykorzystania węgla są bardzo przykrym dla nas przykładem słabości polskiego państwa, które nie potrafi utrzymać bogatego w zasoby sektora gospodarki.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.