sobota, 20 luty 2016 22:58

Ostatnia wojna Rosji

Napisał

Wojna? Wojenkę już znamy, ale miła nam i krotochwila... – drwił Konstanty Ildefons Gałczyński krótko przed wrześniem 1939 roku, udając, że wtóruje hurraoptymistycznej propagandzie Drugiej Rzeczypospolitej, która już gotowała ułańskie pułki do defilady w Berlinie.

Ponad piątą część swojego niezbyt długiego życia poeta z powodu wojny spędził na wygnaniu (lata 1914-1918) bądź w niewoli jenieckiej (podczas II wojny światowej, najpierw u Rosjan, potem w niemieckim stalagu). Czyżby doświadczenia te sprawiły, że swoje późniejsze pacyfistyczne utwory (Przez świat idące wołanie) napisał, nie tylko wypełniając obowiązki nadwornego wierszopisa komunistów, ale także z przekonania?

Wojna i pokój

Za to na wschód od Polski z wojny żartować nie śmiał nikt poza nonkonformistami (Włodzimierz Wojnowicz, Efraim Siewieła), którzy zresztą potrzebowali kilkudziesięciu lat, aby nabrać dystansu do opisywanych wydarzeń, a także żołnierzy liniowych, im bowiem nucenie cynicznych przyśpiewek dodawało animuszu. Zanim Związek Sowiecki otrzymał potężne cięgi od swojego najlepszego sojusznika, bolszewicy przekonywali – swoją drogą, ciekawa to zbieżność z sanacyjnymi agitkami – że nie oddadzą ani guzika; tę gotowość opisywano oczywiście innymi słowami, na przykład w bardzo popularnej piosence Jeśli jutro będzie wojna, pochodzącej z nakręconego w 1938 roku filmu o tym samym tytule. W trakcie zmagań w pierwszej połowie lat czterdziestych minionego stulecia nastąpiła w ZSRS sakralizacja wojny, i to już na samym początku konfliktu z Niemcami – eszelony wyruszające na front z moskiewskiego Dworca Białoruskiego 26 czerwca 1941 roku żegnała skomponowana do tekstu, który powstał zaledwie dwa dni wcześniej, słynna patetyczna pieśń Aleksandra Aleksandrowa Nadchodzi wojna narodowa. Pojęcie „świętej wojny” znane już w Rosji było oczywiście wcześniej – jej znamion próbowano się doszukiwać w kampanii przeciwko Napoleonowi, w walce z polskimi interwentami na początku XVII wieku, a nawet w zmaganiach Aleksandra Newskiego z Kawalerami Mieczowymi (w tym wypadku sugestywnie popuścił wodze fantazji Sergiusz Eisenstein, reżyser filmu o księciu nowogrodzkim z XIII wieku). Po kapitulacji Niemiec i Japonii komuniści, wzorem rewolucjonistów francuskich dekretujących bluźniercze kulty, wynieśli na ołtarze pokój, który siłą rzeczy stale o groźbie wojny przypominał. Oczywiście w Moskwie pojmowano pokój po swojemu, czyli jako globalny tryumf czerwonej ideologii, co zresztą dobitnie obiecywało sowieckie godło państwowe. Wielu szczerze płaczących po śmierci Józefa Stalina naprawdę wierzyło, że jest on najlepszym chorążym czy też gwarantem światowego pokoju.

Wyznawców nowej religii było mnóstwo: poczynając od umęczonej wojenną poniewierką ludności ZSRS, powtarzającej jak zaklęcie „niech już będzie, co chce, byleby nie było wojny” (a takich Rosjan do dziś jest wielu, przy czym spora ich część urodziła się po roku 1945), aż po ogłupionych uczestników marszów wielkanocnych.

(...)

Czytany 2351 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.