sobota, 20 luty 2016 23:25

Wojny naszych czasów

Napisał

Do początku XX wieku wojna była dozwolonym przez prawo międzynarodowe środkiem rozstrzygania i regulowania sporów międzynarodowych, a ius ad bellum (prawo wypowiadania i prowadzenia wojny) było uznawane za naturalny atrybut suwerena. Zgodnie z tezą Carla von Clausewitza wojny uważano za przedłużenie polityki za pomocą innych środków. To zdanie nabrało charakteru aksjomatu, choć można wskazać na jego absurdalność, gdyż wszelkie wojny przeczą zdrowemu rozsądkowi i nie są żadną racjonalną „kontynuacją polityki”, ale jej zaprzeczeniem i unicestwieniem.

Przez wieki wynik wojen decydował o statusie terytorialnym i politycznym, a nawet o istnieniu bądź nieistnieniu państwa. Wojny towarzyszyły ludzkości od tysięcy lat. Toczono je o terytoria, bogactwa, władzę, a nawet o kobiety, jak wojnę trojańską. Były rezultatem niezaspokojonych potrzeb, żądzy panowania, chciwości, nienawiści, strachu, zemsty. Następowały wtedy, gdy siłą można było osiągnąć swoje cele, a także gdy wymagały tego honor, duma czy idea (religia bądź ideologia).

Wojny jako relacji międzyludzkiej nie udało się dotąd zatrzymać i nic nie wskazuje na to, aby miało to nastąpić w przewidywalnym czasie. Ograniczono wszak użycie siły w stosunkach międzynarodowych. W XX wieku zakaz stosowania siły lub groźby jej użycia został podniesiony do rangi jednej z podstawowych zasad stosunków między państwami – artykuł 2. pkt. 4. Karty Narodów Zjednoczonych. Państwa zachowują jednak prawo do legalnego użycia siły w wykonaniu zapisanego w artykule 51. Karty prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony. Oznacza to, że siła wojskowa pozostaje środkiem zapewniania bezpieczeństwa państw. Jednakże możliwości skorzystania z tego prawa zostały ograniczone przez normy międzynarodowe. Po pierwsze, chodzi o przypadek, kiedy przeciwko państwu dokonano napaści, a po drugie, środki podjęte dla samoobrony powinny być podane do wiadomości Rady Bezpieczeństwa ONZ i w niczym nie mogą ograniczać jej kompetencji do podjęcia akcji, jaką uzna ona za konieczną dla przywrócenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.

Największy – obok prawa międzynarodowego – wpływ na ograniczenie roli czynnika wojskowego miała rewolucyjna zmiana w technologiach i technikach wojennych. Broń masowej zagłady postawiła przed ludzkością groźbę całkowitego zniszczenia na wielkich obszarach globu, a nawet w skali całej Ziemi. To z tych przede wszystkim względów wojna lub groźba wojny na wielką skalę przestały być ultima ratio polityki państw. W stosunkach międzynarodowych rozpoczęła się era debellizacji. Okazało się, że bronie jądrowe − „najlepsze” z dotychczasowych, ponieważ najbardziej skuteczne − są najmniej użyteczne. Ze względu na równoważenie się potencjałów jądrowych, będących w dyspozycji dwu największych potęg epoki zimnowojennej – USA i ZSRR, efektywna siła uderzenia jądrowego została zredukowana do zera. Chodziło o to, że żadna z potęg jądrowych, ani też żaden z sojuszy wojskowo-politycznych – NATO i Układ Warszawski − nie były w stanie zadać skutecznego pierwszego uderzenia i były wystawione na odwetowe uderzenie drugiej strony. Amerykański uczony John Herz nazwał kiedyś ten stan rzeczy równaniem między absolutną potęgą a absolutną impotencją. Równowaga strategiczna opierała się nie tylko na przybliżonym equilibrium siły, lecz także na psychologicznym przeświadczeniu (strachu), że ten, „kto zaatakuje pierwszy, zginie jako drugi”, dzięki zdolności każdej ze stron do zadania ciosu odwetowego. Była to podstawowa przesłanka strategii odstraszania, dzięki której nie doszło do wojny totalnej na wielką skalę. Wydaje się, że w użyciu broni ludzkość przekroczyła w XX wieku punkt zwrotny, w którym maksymalizacja śmierci i zniszczenia osiągnęły swoje apogeum, rozbudzając u większości osób naturalny instynkt samozachowawczy. Nowe generacje broni inteligentnych, coraz bardziej precyzyjnych i selektywnych będą zapewne sprzyjać powstrzymywaniu działań wroga przy jak najmniejszych kosztach zabijania. Jednocześnie dla militarystów będą stanowić pokusę ich wypróbowania na polu walki. Świat zatem będzie nadal areną rozmaitych wojen ograniczonych i lokalnych, z użyciem zarówno bardzo wyrafinowanych pod względem technicznym, jak i prymitywnych (bo tanich) narzędzi walki.

(...)

Czytany 1154 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.