sobota, 28 maj 2016 23:30

Kilka ostrożnych pomysłów

Napisał

Jak wiadomo, oprócz tego świata, na którym wszyscy żyjemy, istnieje również tzw. tamten świat, na który wszyscy kiedyś się przeniesiemy. No, może nie od razu, ale kiedyś, na pewno. Warto zwrócić uwagę, że tamten świat ma znacznie lepszą reputację od tego świata, co jest o tyle osobliwe, że o tamtym świecie wiemy bardzo niewiele, prawdę mówiąc – tyle, co nic.

Jedno jednak wiemy na pewno – że mianowicie nigdy tam nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform, podczas gdy ten świat jest nieustannie wstrząsany jakimiś reformami. Bardzo możliwe, że to właśnie w tym tkwi przyczyna tak wielkiej różnicy w reputacji między tym i tamtym światem. „Stąd dla żuka jest nauka”, żeby z reformami postępować bardzo ostrożnie. Skoro na tamtym świecie unikają reform, to na pewno mają bardzo ważne powody. Skoro jednak na tym świecie bez reform wytrzymać niepodobna, to trzeba dopuszczać tylko takie reformy, co do których mamy pewność, a przynajmniej przekonanie, że przysłużą się one państwu i obywatelom.

Po co jest konstytucja

Dokumentem, który ustanawia zasady funkcjonowania państwa, jest konstytucja. Warto w związku z tym postawić głupie pytanie, po co właściwie jest konstytucja? Na trop odpowiedzi naprowadza nas refleksja nad momentami dziejowymi, w których konstytucje się pojawiały. Przeważnie pojawiały się w momencie osłabienia władzy monarszej, może nie do tego stopnia, by państwo się rozpadło albo, by zmienił się jego polityczny ustrój, ale na tyle, że królewscy poddani zaczynali stawiać królowi warunki. Mogli mu być nadal posłuszni, mogli nadal szanować dynastię, ale żądali określenia przez króla granic własnych kompetencji i uznania kompetencji poddanych. Jeśli taki kompromis się ucierał, to właśnie była konstytucja. Wynika stąd, że jednym z celów konstytucji jest dostarczenie obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. O takich gwarancjach łatwo się tylko mówi, a znacznie trudniej jest skonstruować je tak, żeby funkcjonowały w praktyce. Jak wspomina św. Paweł, władza „nie na próżno nosi miecz”, no a jeśli ten miecz wyciągnie, to cóż tu mówić o jakichś gwarancjach?

Sprawa, jak widać, nie jest prosta, mimo to wielu ludzi zastanawiało się nad takimi gwarancjami i pewien Francuz, Karol Ludwik de Montesquieu, człowiek pozbawiony złudzeń, ale inteligentny i spostrzegawczy, wpadł na dobry pomysł. Zauważył mianowicie, że każda władza ma skłonność do niepohamowanego rozszerzania swego imperium i właśnie na tej skłonności postanowił zbudować gwarancję ochrony przed jej samowolą. Tę samą paradoksalną zasadę wykorzystuje się ponoć w walkach wschodnich, gdzie siłę przeciwnika skierowuje się przeciwko niemu. Monteskiusz wpadł na pomysł, że skoro każda władza charakteryzuje się skłonnością do niepohamowanego rozszerzania swego imperium, to trzeba władze rozmnożyć, by je ze sobą następnie zderzyć. Ponieważ każda ma wspomnianą skłonność, to siłą rzeczy będą się nawzajem blokowały, a jeśli na dwie władze napuści się trzecią, to już będą trwały w klinczu, będą trzymały się za klapy, a skoro będą trzymać się za klapy, to nie będą miały ani jednej wolnej ręki, by dusić za gardło nas – i to jest właśnie ta nasza gwarancja. Może nie jest ona idealna, ale jak powiadają – dobra psu i mucha, więc nie ma co grymasić.

Skoro już mamy trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, to drugim zadaniem konstytucji jest takie ułożenie stosunków między nimi, by wyeliminować paraliże decyzyjne. Polska konstytucja z 1997 roku ustanawia wprawdzie trójpodział władzy, ale przeprowadza go niekonsekwentnie, dopuszczając unie personalne między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Prowadzi to do patologii, której ilustracją jest sytuacja z roku 1993, kiedy to Sejm głosował wniosek o votum nieufności dla ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego. Wniosek ten upadł jednym głosem – mianowicie głosem posła Janusza Lewandowskiego, który jako poseł głosował przeciwko. Zatem gdybyśmy mieli rząd złożony z 460 ministrów, z których każdy byłby jednocześnie posłem, to ci sami ludzie najpierw projektowaliby ustawy, potem – jako posłowie – by je uchwalali, później – jako ministrowie – by je wykonywali, a wreszcie – znowu jako posłowie – kontrolowaliby prawidłowość tego wykonania. Dlatego trzeba by konsekwentnie przeprowadzić rozdział między władzą ustawodawczą i wykonawczą, i wszelkie unie personalne wyeliminować.

(...)

Czytany 3393 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.