sobota, 10 grudzień 2016 00:08

Władze Naddniestrza nie dyskryminują wspólnoty katolickiej

Napisał

Mimo emigracji wspólnota katolicka powiększa się

Władze Naddniestrza nie dyskryminują wspólnoty katolickiej, ale też nie pomagają finansowo – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem ks. Tadeusz Magierowski SCJ, który prowadzi parafię w Rybnicy.

 

Jaka jest historia parafii w Rybnicy?

Murowany kościół w Rybnicy został wybudowany w 1815 roku przez hrabiów Kożuchowskich. Od tej pory, a nawet wcześniej, była wspólnota parafialna, bo Rybnica była jedną z ostatnich stanic jeszcze za czasów I Rzeczypospolitej. Kościół funkcjonował do 1933 roku. Była tu także polska szkoła. Kiedy umocniła się władza bolszewicka, kościół został zamknięty i przerobiony na stolarnię, a z domu parafialnego zrobiono woinkomat, czyli odpowiednik polskiego WKU. Większość Polaków w latach 30. została wywieziona na Sybir. Kościół jako wspólnota praktycznie przestał istnieć. Ostatni ksiądz Antoni Vedegis, który jest pochowany na cmentarzu przy kościele, umarł w 1937 roku.

W czasie II wojny światowej, gdy Naddniestrze było okupowane przez będące w koalicji z Niemcami wojska rumuńskie, przyjeżdżali tu księża rumuńscy. Po wojnie parafianie, którzy przeżyli, dla zachowania wiary jeździli do Kiszyniowa, gdzie była kaplica na cmentarzu i jeden ksiądz, albo na Ukrainę – do Odessy, Czyczelnika, Szargorodu, Murafy. Tam chrzcili swoje dzieci, zawiązywali związki sakramentalne. Czasami przyjeżdżał ksiądz z Ukrainy i potajemnie udzielał sakramentów św. oraz odprawiał Mszę św. w domu prywatnym. Tak było do pierestrojki. Po pierestrojce parafianie, którzy przeżyli prześladowania, kilka razy jeździli do Moskwy z prośbą o zarejestrowanie parafii. Pozwolenie otrzymali w 1990 roku. Wtedy zwrócili się do miejscowych władz o wydzielenie działki pod budowę kościoła. Prosili też, by wydzielono część ocalałego polskiego cmentarza katolickiego, który zarósł drzewami, krzakami, chaszczami, a na dodatek okoliczni ludzie wyrzucali tam śmieci. Dzięki życzliwości władz tę część parafianie odzyskali pod budowę kościoła. W 1990 roku ludzie sami zaczęli budowę od budynku domu parafialnego, aby ksiądz, którego jeszcze wtedy nie było, miał gdzie mieszkać.

 

Po pierestrojce parafianie, którzy przeżyli prześladowania, kilka razy jeździli do Moskwy z prośbą o zarejestrowanie parafii. Pozwolenie otrzymali w 1990 roku.

 

Ksiądz przyjechał do Rybnicy w 1992 roku.

Tak, 7 sierpnia. Już po wojnie domowej pomiędzy Mołdawią a Naddniestrzem, kiedy Naddniestrze było już niezależne. Wspólnota parafialna liczyła wtedy około 60-70 osób. Na Msze św. gromadziliśmy się w domu prywatnym przerobionym na kaplicę. Obecnie mieszkają tam siostry zakonne – służebniczki starowiejskie, które pomagają parafii. Skutkiem wojny była bieda. Kiedy przyjechałem, zadecydowaliśmy, że będziemy kończyć dom parafialny. Po konsultacjach z architektem tak przerobiliśmy plany domu parafialnego, aby mieściła się w nim kaplica. Na pasterkę 1994 roku w kaplicy domu parafialnego była pierwsza Msza. W tym samym roku 11 listopada koparka zrobiła pierwszy wykop pod fundamenty kościoła. Nie mając pieniędzy, budowaliśmy go swoimi siłami. Środki finansowe zdobywaliśmy przez administratora apostolskiego i poprzez datki osób prywatnych i firm, także z Polski.

9 października 2003 roku kościół został poświęcony przez kardynała Józefa Glempa, który gościł w Mołdawii w związku z 10. rocznicą utworzenia struktur katolickich. Prace wykończeniowe trwają do tej pory. W tym czasie wspólnota powiększyła się, mimo że dużo ludzi umarło, a sporo ludzi, zwłaszcza młodych, wyjechało za pracą za granicę (m.in. do Polski), dlatego że są tu trudne warunki materialne. Obecnie wspólnota parafialna w Rybnicy liczy około 350 osób.

Ile z tych osób to Polacy?

Myślę, że około 70 procent z nich jest polskiego pochodzenia. Część mówi po polsku, uczą się języka. Swego czasu była tutaj nauczycielka języka polskiego.

 

Czy poza tym Polakami, którzy są częścią wspólnoty katolickiej, są w Naddniestrzu jeszcze inni Polacy?

Jest więcej osób polskiego pochodzenia. Jest dużo polskich nazwisk. Czasami przyznają w rozmowie, że mają korzenie polskie. Śp. ks. Darzycki z Ukrainy, który 12 lat przecierpiał na Syberii, w czasie komunizmu przyjeżdżał potajemnie, by odprawiać Msze. Niedaleko stąd jest wioska, sienkiewiczowski Raszków, gdzie ocalał piękny kościół (ma już prawie 300 lat). 15 kilometrów stamtąd jest wspólnota parafialna w wiosce Swoboda Raszków (po polsku: Wola Raszkowska). Do rewolucji bolszewickiej wioska nazywała się Księdzowo. Założył ja proboszcz z Raszkowa, skupiając uciekinierów po powstaniu styczniowym. Pozmieniał im nazwiska, kupił ziemię i ich tam osiedlił. Przed śmiercią obiecał tym ludziom, że będzie się troszczył o to, żeby nie stracili wiary.

Co ciekawe, mieszkający w Raszkowie Polacy pierwsi się zrusyfikowali i przeszli na prawosławie. Stracili i polskość, i wiarę. Ks. Darzycki po rozmowach z ludźmi zastanawiał się, dlaczego tak się stało. Doszedł do wniosku, że to była inteligencja, ludzie bogaci, którzy zrobili to, by nie stracić majątków, prestiżu. Natomiast ponieważ w Swobodzie Raszkowie mieszkali ludzie biedni, prości, to nie mieli co stracić, więc zachowali i polskość, i wiarę katolicką. Proszę sobie wyobrazić, że w 1977 roku ludzie w tej wiosce przy wielu cierpieniach, prześladowaniach bez pozwolenia władz wybudowali kościół. Potem były ciągłe naloty służby bezpieczeństwa i w 1978 roku przed samą rocznicą rewolucji władze okrążyły wioskę, część ludzi wywieziono ok. 50 km i zostawiono w polach, część pozamykano do więzień. W jeden dzień po kościele nie został kamień na kamieniu. Z tej wspólnoty parafialnej jest dziewięciu kapłanów, kilka sióstr zakonnych i z tej wspólnoty był też arcybiskup kijowsko-żytomierski, śp. Piotr Herkulan Malczuk (niestety zmarł w maju 2016 roku w wieku zaledwie 51 lat).

 

W Swobodzie Raszkowie w 1977 roku ludzie przy wielu cierpieniach, prześladowaniach bez pozwolenia władz wybudowali kościół. Potem były ciągłe naloty służby bezpieczeństwa i w 1978 roku przed samą rocznicą rewolucji władze okrążyły wioskę, część ludzi wywieziono ok. 50 km i zostawiono w polach, część pozamykano do więzień. W jeden dzień po kościele nie został kamień na kamieniu.

 

Czyli można powiedzieć, że komunizm przetrzebił wiarę, ale po pierestrojce ludzie wracają.

Tak, ludzie wracają do korzeni. Wielu mieszkańców, parafian Rybnicy rodem jest z wioski Swoboda Raszków. Przyjechali tu za pracą.

 

Ilu teraz jest polskich księży w Naddniestrzu?

Jest ośmiu księży sercanów w pięciu parafiach i dwóch filiach. Jest czterech księży miejscowych, czterech księży z Polski i jeden brat zakonny.

 

A ilu jest wszystkich Polaków w Naddniestrzu?

Katolików we wszystkich parafiach jest około tysiąca. Ludzi polskiego pochodzenia jest więcej. Są wioski, do których nie docieramy.

 

[...]

 

Czytany 195 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.