sobota, 10 grudzień 2016 00:36

Czy kres amerykańskiej hegemonii?

Napisał

Stany Zjednoczone w swojej historii praktykowały wszystkie formy dominacji – były imperialistyczne, kiedy dokonywały podbojów terytorialnych w XIX wieku, praktykowały przywództwo oparte na prymacie po II wojnie światowej wobec Europy poprzez Plan Marshalla i utrzymanie Paktu Północnoatlantyckiego, wreszcie po zakończeniu „zimnej wojny” stały się jedyną potęgą hegemoniczną, która może podjąć wyzwanie sprostania odpowiedzialności za utrzymanie ładu globalnego. Ich skłonność i zdolność do ponoszenia kosztów utrzymania stabilności systemu międzynarodowego ulega jednak deformacji, spowodowanej narastającym egoizmem w zaspokajaniu swoich interesów ideologicznych, politycznych, wojskowych i gospodarczych. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku słychać było wiele głosów, przestrzegających Stany Zjednoczone przed niepohamowanymi ambicjami i nieograniczonymi możliwościami wzrostu potęgi. Modnym nurtem był tzw. deklinizm, któremu najwięcej popularności przysporzył Paul Kennedy (Mocarstwa świata. Narodziny, rozkwit, upadek, Warszawa 1994).

O ile takie prognozy w perspektywie strategicznej nie straciły na znaczeniu, to z końcem lat dziewięćdziesiątych XX stulecia uległy przewartościowaniu na korzyść Ameryki. W następstwie zakończenia „zimnej wojny” Stany Zjednoczone stały się jedynym uniwersalnym mocarstwem, a rozpad bloku wschodniego i ZSRR oraz zwycięska wojna w Zatoce Perskiej w 1991 roku oznaczały triumf ich unipolaryzmu i monocentryzmu w kształtowaniu ładu międzynarodowego. W większości państw świata pośród elit intelektualnych zapanowało dość zgodne przekonanie o absolutnej dominacji Stanów Zjednoczonych we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Różnice poglądów dotyczyły przede wszystkim sposobów sprawowania amerykańskiego przywództwa oraz stopnia akceptacji ich ról w świecie.

W następstwie zakończenia „zimnej wojny” Stany Zjednoczone stały się jedynym uniwersalnym mocarstwem, a rozpad bloku wschodniego i ZSRR oraz zwycięska wojna w Zatoce Perskiej w 1991 roku oznaczały triumf ich unipolaryzmu i monocentryzmu w kształtowaniu ładu międzynarodowego.

Dzień 11 września 2001 roku stał się datą symboliczną nie tylko ze względu na spektakularny atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone, lecz także z powodu zintensyfikowania przewartościowań doktryny politycznej i wojskowej Ameryki. Elity polityczne Waszyngtonu stanęły przed trudnym zadaniem zdefiniowania na nowo swojej misji i własnych interesów na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim odeszły w przeszłość izolacjonistyczne mrzonki, które przez wiele dziesięcioleci wpływały na politykę USA. Nadszedł kres poczucia bezpieczeństwa, warunkowanego przez sporą odległość od potencjalnych wrogów i źródeł tradycyjnych zagrożeń, skończyła się historyczna splendid isolation. Do głosu doszły te siły polityczne, które uzasadniały jednostronne zaangażowanie USA w zaprowadzanie porządku w najbardziej zapalnych i newralgicznych miejscach globu. Inicjując interwencje militarne w skali uprzednio niespotykanej, Stany Zjednoczone wzięły na siebie rolę imperium w dawnym rozumieniu tego słowa. Swoją wojowniczość tłumaczyły nie tylko koniecznością powetowania szkód i wolą zatrzymania eskalacji aktów terroryzmu, lecz także niezdolnością dotychczasowych mechanizmów, w tym przede wszystkim ONZ, do zapobiegania eskalacji przemocy.

Tak więc z państwa, które uczestniczyło w stanowieniu prawa i gwarancji instytucjonalnych policentrycznego ładu międzynarodowego, Stany Zjednoczone przeistoczyły się w państwo stawiające żądania, wymuszające siłą pożądane zachowania innych, co oznaczało wykorzystywanie wojny jako narzędzia polityki. Stały się jedynym globalnym mocarstwem, dysponującym zdecydowaną przewagą nad obecnymi i potencjalnymi rywalami. Świadome swojej potęgi zaczęły przejawiać wolę odgrywania roli „szeryfa”, który wymierza sprawiedliwość i pilnuje globalnego porządku. Tę sytuację przewidział Richard Haass w książce opublikowanej w 1997 roku pt. Rozważny szeryf. Stany Zjednoczone po zimnej wojnie. Twierdził, że w wyniku zaniechania zimnowojennej konfrontacji skończyły się sztywne i trwałe sojusze. Ich miejsce zajmie doraźna inicjatywa mobilizacji dla obrony określonych wartości czy zasad pod przywództwem amerykańskiego „szeryfa”. Ta przepowiednia ziściła się po raz pierwszy w Afganistanie, gdzie NATO i tradycyjni sojusznicy Stanów Zjednoczonych zostali całkowicie zmarginalizowani. W ramach takiej „filozofii” Ameryka odrzuciła protokół z Kioto o ograniczeniu emisji gazów wywołujących efekt cieplarniany, odmówiła podpisania porozumienia regulującego handel bronią, wypowiedziała układ ABM (Anti-Ballistic Missile Treaty), sprzeciwiała się zakazowi prób jądrowych i konwencji w sprawie broni biologicznej. Jako skandal opinia światowa potraktowała odmowę przez USA ratyfikacji statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego.

 

Hegemonia amerykańska jest wynikiem aktywnego pożytkowania potęgi, czyli czynnika motywacyjnego, który przybiera bardzo dynamiczny charakter.

 

Hegemonia amerykańska nie jest więc zwykłą pochodną materialnej (ekonomicznej, wojskowej, technologicznej i in.) potęgi, jak wcześniej supermocarstwowość. Jest raczej wynikiem aktywnego pożytkowania owej potęgi, czyli czynnika motywacyjnego, który przybiera bardzo dynamiczny charakter. Status supermocarstwa ukształtował się w okresie konfrontacji zimnowojennej między USA a ZSRR. Supermocarstwowość przypisywana obydwu rywalom opierała się przede wszystkim na potędze militarnej, podczas gdy hegemonia jest w dużej mierze pochodną potęgi gospodarczej. Wyraża się ona w sprawowaniu kontroli nad dostępem do źródeł surowcowych, kontroli największych zasobów kapitałowych, kontroli rynków oraz przewadze w produkcji wyrobów wysoko przetworzonych.

[...]

 

Czytany 617 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.